Wolność – czym ona jest?

O co poszło? Poszło o wyniki wyszukiwania z Amazon i U1 Music Store w Dashu (wyszukiwarka treści w Ubuntu), które teoretycznie są „spyware”, jako, że nawet lokalne wyszukiwania (Pliki, programy, muzyka) lecą na serwery Canonical, a później Amazonu. Oczywiście wszystko można wyłączyć w sekcji Prywatność w Ustawieniach Systemu w Ubuntu, a w przyszłych wersjach tej dystrybucji takich dodatków do wyszukiwarki będzie jeszcze więcej i będą pozwalać na kupowanie rzeczy bezpośrednio z Dasha, bez otwierania przeglądarki czy innego programu. Taka wizja „inteligentnego” Ubuntu, opartego o wyszukiwanie „contentu” podoba mi się bardzo – ja mam szybciej to co chcę znaleźć (niezależnie od tego czy jest w pliku na dysku, Ubuntu 1, Google Drive czy na Amazonie), a Ubuntu ma z tego profity, typowa sytuacja win-win, gdzie każdy jest zadowolony. Powoduje to jednak naturalne wątpliwości w kwestiach poszanowania prywatności. Canonical zapewnia, że wszystko jest w 100% anonimowe i że w celach „polepszenia jakości usług” nie są zbierane żadne dane. Stallman nie wierzy i Ubuntu nazywa „spyware”.

Jono Bacon (Menedżer Społeczności w Canonical) odpowiada, mniej ostro i mniej krytycznie, jednak równie zdecydowanie. Zarzuca RMS krótkowzroczność i ograniczone rozumienie pojęcia „wolność”. Twierdzi, że „wolność” to nie tylko licencja kodu i sposób dystrybucji programu, to również to co możemy zrobić z danym programem, czy możemy za jego pomocą osiągnąć wyznaczone cele. Po cóż nam jakiekolwiek oprogramowanie Open Source, gdy jest ono bezużyteczne, brzydkie i trudne w obsłudze. Żeby mówić o prawdziwej wolności, wolne oprogramowanie musi tez zapewnić swobodę działania, dorównującą i przewyższającą komercyjne oprogramowanie. Sposób licencjonowania kodu to tylko część, jeden z kroków w tworzeniu prawdziwie wolnego oprogramowania, być może nawet mniej ważny niż funkcjonalność i sposób działania.

Do takich starć będzie dochodzić coraz częściej ponieważ Canonical za cel stawia sobie m. in. osiągnięcie komercyjnego sukcesu z Ubuntu i resztą inwentarza i nie patrzy na oprogramowanie w sposób ideologiczny, a praktyczny. Czyli coś, co dla środowiska RMS i FSF jest czymś niedopuszczalnym, nawet gdy propaguje to w sposób masowy wolne oprogramowanie. Podsumuję któko: Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Traktowanie wolnego oprogramowania, jako cel sam w sobie, jest skrzywieniem hierarchii wartości – programy to tylko narzędzia, służące do realizacji rzeczy „wyższych”.

Obydwa posty: https://www.fsf.org/blogs/rms/ubuntu-spyware-what-to-do http://www.jonobacon.org/2012/12/07/on-richard-stallman-and-ubuntu/

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News