Grimind – recenzja gry (PC)

Poniższa recenzja udowodni Wam, że nie wszystko co monochromatyczne i 2D-platformowe możemy nazwać klonem Limbo. Polska, niezależna produkcja starająca się być horrorem ma potencjał, który niestety, nie został wykorzystany.

Limbo

, jedna z moich ulubionych gier to tytuł, który wypełnił całym sobą niszę platformowych horrorów. Takiego klimatu melancholii, pierwotnych lęków, samotności i niepokoju nie miała po nim żadna inna gra. Nie pobił go Suda51 swoim nowym

The Black Knight Sword

, nie udało się to też Pawłowi Mogile – twórcy Griminda. W zasadzie mogłabym napisać, że wszystko to, co w Limbo mnie urzekło, odbiło się w negatywie w tej polskiej produkcji. Tworzenie gier w pojedynkę nie jest proste- moim zdaniem do tego trzeba być geniuszem. Ilu znacie programistów ze zmysłem artystycznym? Ilu grafików skomponuje ścieżkę dźwiękową? Ja jestem perfekcjonistką i nigdy nie porwałabym się na samodzielny projekt, który ze względu na moje własne ograniczenia byłby skazany na bylejakość. Myślę, że to główna przyczyna słabych walorów tej gry. Pan Paweł w Grimindzie udowodnił mi, że potrafi stworzyć naprawdę wymagające zagadki – i to jest jedyna rzecz, jaką cenię w tej grze. Do reszty powinien powołać osoby, które naprawdę znają się na danym zagadnieniu.

W Limbo nie padają żadne słowa – tam wystarczył sam tytuł, by móc dokonać własnej interpretacji.

W Grimind fabuła zaczyna się w sposób, którego wręcz nie cierpię w grach – od amnezji głównego bohatera.

Kim jestem? Gdzie jestem? Dlaczego tu tak ciemno? Czy ja w ogóle żyję

?” – czytając takie słowa dostaję od razu białej gorączki. To jest zwyczajne pójście na łatwiznę, brak wyraźnej koncepcji na przeprowadzenie całej historii. Gra wręcz zyskałaby, gdyby autor zaoszczędził nam takich tekstów. Przed każdym rozdziałem dostajemy kolejne przykłady nieudolnego, nudnego scenariusza, który kończy się w sposób wyraźnie wskazujący na brak pomysłu. Owszem, w platformówkach historia schodzi na drugi plan i liczy się zabawa z rozgrywki. Tylko widzicie, ja tej przyjemności w niej także nie zaznałam, więc sądziłam chociaż, że fabularnie poczuję się zaspokojona…

Wytężcie wzrok, a zobaczycie głównego bohatera

Sterowanie stworkiem przypominającym pieska preriowego (lub kogoś z odkrytym mózgiem?) wymaga sporej zręczności. Kierujemy nim za pomocą WSADu lub strzałek, jednak by móc dokonać pełnej interakcji, czyli używać rąk do przeciągania i noszenia obiektów, a także do przytrzymywania się lin musimy także wykorzystać myszkę. Koncepcja ciekawa, przystosowana pod większość zagadek, jednak bardzo niewygodna zwłaszcza w sekwencjach zręcznościowych, przez co powodująca irytację, której nie mogą uratować nawet dobre zagadki. Bo co z tego, że są one niepowtarzalne, oryginalne i miejscami ostro wytężające nasze szare komórki, gdy mechanika nie pozwala nam czerpać z nich satysfakcji. Wyobraźcie sobie, że po 5 minutowym olśnieniu (acha! Więc o to tu chodzi!) zabieracie się do pracy nad poprawnym rozwiązaniem zagadki. Lecz wtedy, mimo, że doskonale wiecie już co należy zrobić, nie jesteście tego w stanie wykonać za pierwszym, piątym czy dziesiątym razem bo zawodzi fizyka, bo kliknęło się pół sekundy za wcześnie i bohater ginie itp. Ja jako niecierpliwe dziewczę mogę się frustrować i nie jest to nawet godne wspominania, jednak gdy widzę jak mój przyjaciel, mistrz i fan wszelakich szarad i zagadek umysłowych przeklina mi nad klawiaturę i mówi ze złośliwym uśmieszkiem „powodzenia”, po czym odchodzi i zostawia mnie samą, to myślę, że jednak coś tu jest nie tak.

Oprawa wizualna

to w połowie kwestia gustu. Jako grafik wzdrygam się na widok czarnych konturów obiektów pierwszoplanowych w połączeniu z szaroburymi, rozmytymi teksturami tła. I żeby nie było, że czepiam się tylko Griminda, równie paskudnie moim zdaniem wygląda jedna z nowszych platformówek o podobnej stylistyce –

Knytt Underground

. Jednak tak jak mówię, zdaję sobie sprawę, że jakiś procent osób może się zachwycić taką grafiką – to sprawa bezdyskusyjna. Problem z wizualną oprawą w Grimindzie leży gdzie indziej. Mianowicie utrudnia ona poruszanie się. Nasz bohater jest malutki i są miejsca, gdzie trawa przykrywa go całkowicie. Największą bolączką jest jednak przesadne napakowanie roślinności na krawędziach, przez co podczas wiele skoków trzeba wykonać „na czuja” bo po prostu nie widać, gdzie dany obiekt się kończy… Wiem, że puste prostokąty nie wyglądają tak klimatycznie, ale należałoby wyważyć te zdobienia.

Oprawa dźwiękowa

buduje klimat, ale tylko do pewnego momentu. Ambient jak najbardziej pasuje do stylistyki tajemniczej jaskini i choć nie zaobserwowałam u siebie gęsiej skórki na ramionach to odczuwałam lekki niepokój. Niestety, gdy usłyszałam po raz pierwszy dźwięk jaki wydają główni przeciwnicy w grze myślałam, że padnę ze śmiechu. Wkurzająco głośne „grrr, grrr”, zwłaszcza w pewnej sekwencji, w której dźwięk ten wydobywa się przy każdorazowym kliknięciu myszką po prostu zabija cały klimat grozy. Drogi Panie Pawle, zmień proszę chociaż ten drobiazg, by jeden element gry został wykonany porządnie:)

Nie mogę pozostawać w zgodzie z własnym sumieniem i polecać tej gry komukolwiek, dopóki nie zostaną naprawione w niej wszystkie rzeczy, do których mam zastrzeżenia. Jednak gorąco życzę Panu Pawłowi, by nie przestawał w wysiłkach. Załatać silnik, poprawić grafikę, zrezygnować z historii bądź ją napisać od nowa i zmniejszyć cenę. Widzę tu potencjał – dlatego zamiast do kupna gry, póki co namawiam Was do zachęcenia autora i wsparcia Grimind’a na

Steam Greenlight

.

Ocena: 50/100

Plusy:

+

Różnorodne i wymagające zagadki

+

Polska, niezależna gra tworzona przez jedną osobę (to tak na zachętę)

Minusy:

Problemy ze sterowaniem

Banalna fabuła (zakończenie woła o pomstę do nieba!)

Brak klimatu horroru

Oprawa graficzna

Za wysoka cena (ok. 31 zł)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.