Już wiem, że moim następnym telefonem będzie HTC One

W listopadzie zeszłego roku tak samo myślałem o Samsungu Galaxy Nexus. W lipcu telefonem bez wad wydawała mi się Nokia Lumia 800. W okolicach maja idealny był HTC Desire S. Po kilku miesiącach z Galaxy Nexusem już wiem że to nie był koniec.

Na początku zaznaczę, że ten tekst niestety nie jest opłacony przez HTC. Prawdopodobnie nikt z HTC nawet go nie przeczyta. Po ostatnich doniesieniach o słabej kondycji finansowej HTC i plotkach, że One jest „smartfonem ostatniej szansy”, wyobrażam sobie, że przez oszczędności w biurze HTC nie ma nawet Internetu. Jest za to stół, krzesło i stary czajnik. Pracownicy siedzą tam w kurtkach i szalikach, puszczając parę z ust i wypatrując nadchodzącej wiosny.

Oczywiście wszystko w imię oszczędności, aby mieć więcej pieniędzy na promowanie modelu One, bo mam nieodparte wrażenie że w końcu będzie co promować. I co niespotykane w życiu PR-owców –

tym razem nie będą musieli kłamać, aby to sprzedać.

Do tej pory jedynym Androidem z przyzwoitym interfejsem jest Galaxy Nexus i Nexus 4. Wszystkie inne urządzenia pojawiające się na rynku mają Androida z mnóstwem niepotrzebnych funkcji. Począwszy od animacji 3D, mnóstwa kolorów i gradientów, aż po niepotrzebne aplikacje dodawane przez producentów.

Wszystko to rozprasza naszą uwagę od czynności, której od smartfona wymagamy – szybkie i intuicyjne wykonanie pożądanej czynności. Oczywiście były pewnie aplikacje, dzięki którym cieszyłem się, że wybrałem akurat Samsunga, czy HTC zamiast urządzenia innego producenta…. ok, żartowałem.

Możecie myśleć o mnie źle i dać temu upust w komentarzach, ale jestem pewien że przemyślane minimalistoczyno-ascetyczne interfejsy są tym, co nas wybawi. W tym co oferuje „czysty” Android 4.2 i Windows Phone mojej uwagi nie odwraca zupełnie nic. Jest do bólu prosto, ale schludnie, estetycznie. Widząc interfejs TouchWiz oczy mojej wyobraźni wracają do 2000 roku, kiedy zadebiutował Windows Millenium, który prawdopodobnie był stworzony przez podjęcie samych błędnych decyzji. Kwintesencją był interfejs zawierający wszystkie kolory, które daleko wykraczają poza pojęcie estetyki.

Ale HTC wcale nie był gorszy od Samsunga ze swoimi nakładkami TouchFLO/Sense do wersji 4+. O ile nieźle maskował niedoskonałości Windows Mobile 6.5, to na smartfonach z Androidem twórcom przyświecała idea – zróbmy oprogramowane jak w iPhone, ale dużo gorzej. Udało się.

W ten prosty sposób chciałem przejść do myśli, że

musieliśmy czekać aż 5 lat, aby na rynku pojawił się nieźle zaprojektowany telefon z Androidem

, który bez niepewności mógłbym przedstawić fanatycznemu posiadaczowi iPhone.

Po pierwsze – wygląda na to, że HTC w końcu postawił na jakość. Aluminiowa obudowa prezentuje się całkiem nieźle, a w jasnej wersji front HTC One – moim skromnym zdaniem –

wygląda znacznie lepiej niż ten w iPhone 5

. Jest też czarna wersja telefonu, a tych zazwyczaj nienawidzę. Jednak tym razem na jej widok już całkowicie odpływam w kierunku „moje życie na pewno stanie się lepsze, gdy będę miał ten telefon”. Wprawdzie łatwo łapie odciśnięte paluchy, ale tym razem wszystko zniosę.

Interfejs jest tym, co mocno przekonuje mnie mnie do zakupu One.

W Windows Phone niesamowicie imponujące jest zaplanowanie interfejsu, który nie ma nic prócz tego co konieczne. Jest banalnie prosty, dzięki czemu nie zastanawiasz się co kliknąć – zwyczajnie to robisz i jest to cecha nie do przecenienia. Android jest za to potężny i ma nieporównywalnie większe możliwości w zestawieniu z Windows Phone, ale jego funkcjonalność jest zbyt chaotyczna. Szczytowym momentem niekonsekwencji był Android 2.3. Od wersji 4.0 jest na szczęście dużo lepiej.

Tymczasem HTC One wygląda jak skrzyżowanie zalet Windows Phone z Androidem 4.2. Czysto teoretycznie oczywiście, bo w praktyce dowiemy się tego dopiero wtedy, gdy telefon trafi w nasze ręce.

Kolejna rzecz to aparat.

Dla mnie, czyli użytkownika Galaxy Nexusa jest to niesłychanie drażliwy temat. Mój telefon potrafi robić bardzo satysfakcjonujące zdjęcia w dzień, ale w nocy nie widać nic poza szumem matrycy. Alternatywa – tylko jedna. Nokia Lumia 920, która zupełnie mi nie pasuje. Wymiary, waga i system operacyjny, który – z racji że na CHIP-ie piszę głównie o Androidzie – jest dla mnie całkowicie… nieodpowiedni. Tymczasem HTC One jest pierwszym smartfonem z Androidem, który faktycznie potrafi zrobić zdjęcie w nocy.

Jest też szerokokątny obiektyw – 28 mm. Co prawda nie są to możliwości Lumii 920, która ma 26 mm, ale i tak jest zauważalnie lepiej niż w Galaxy S4, który jak podaje

GSMArena

ogranicza się do 31 mm.

Ponadto Lumia 920 przy robieniu zdjęć jest fantastyczna, ale już podczas filmowania zachowuje się jak każdy inny smartfon. Ujęcia są znacznie ciemniejsze, a w HTC One nawet filmy wideo są znacznie lepiej doświetlone.

Ponadto –

nagrywanie dźwięku, które HTC schowało pod idiotyczną nazwą BoomSound

. Gdy wczytamy się w szczegóły, okazuje się że One wyposażony jest w mikrofon z dwoma membranami. Choć dalej nie do końca rozumiem o co chodzi – wszystkie wątpliwości rozwiewa poniższy filmik.

Pozostałe zalety o których już nie mam siły pisać, bo nie do końca wiem jak mogą mi się przydać: stereofoniczne głośniki, których (wg pierwszych doniesień) nie można porównać do niczego, co do tej pory było stosowane w smartfonach. HTC Zoe, czyli superfantastyczne oprogramowanie do robienia zdjęć, którego do końca nie pojmuję oraz wbudowany pilot do TV – którego nie oglądam.

Podsumowując – chcę wierzyć, że HTC One nie ma wad. Tak długo, jak to możliwe. Koniec. Możemy się obrażać.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News