Kilka zmian i przemyśleń

Nastąpiło kilka zmian na blogu, po pierwsze tematyka z około ekologicznej przeszła w około muzyczną. Postaram się na blogu wrzucać testy i recenzje różnych sprzętów – słuchawki, odtwarzacze i może coś jeszcze, jednak to co będę oceniał nie zależy tylko ode mnie.

Nie chciałem się rozwodzić nad wyższością Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, jednak udział muzyki w formatach bezstratnych na rynku jest ciągle zbyt mały, przynajmniej moim zdaniem.

Na początku jedynym formatem o jakim można by wspomnieć jest PCM (Pulse Code Modulation), to nawet nie format, a reprezentacja sygnału analogowego w systemach cyfrowych. Wszystkie płyty CD, które kupujemy w sklepach są właśnie w tym formacie.

Historia jego jest na tyle stara, że można powiedzieć iż jest on z nami niemal od zawsze, pierwsze patenty na urządzenia przetwarzające sygnał analogowy na cyfrowy datuje się na rok 1926, ale wcześniej już znano podobne rozwiązania. Oczywiście z czasem jakość formatu wrosła i wyewoluowała w stronę Super Audio CD, które niestety okazało się kompletną klapą na rynkach konsumenckich, przetrwały tylko u muzyków, producentów oraz audiofilów. Ci ostatni zaczęli znowu „wąchać winyle” i słuchać dźwięków ze wzmacniaczy lampowych, choć piosenki z takich urządzeń brzmią niesamowicie, to jednak ceny przekraczają zasięg nawet średnio zamożnego Polaka.

Grafika 'chmura' stworzona przez jednego z użytkowników last.fm.

Grafika „chmura” stworzona przez jednego z użytkowników last.fm.

Dalej w 1991 roku pojawia się szeroko znany, myślę też, że lubiany format WAVE. Mimo dużej wagi i zerowej kompresji ten rodzaj plików stworzony przez Microsoft i IBM przyjął się znakomicie na rynku konsumenckim i muzycznym. Większość portali sprzedających muzykę wymaga muzyki w tym formacie, jest on powiedzmy uniwersalny i z odtworzeniem go nie będziemy mieć problemu na żadnym systemie operacyjnym. Trochę inaczej sprawa wygląda z odtwarzaczami przenośnymi i telefonami komórkowymi. Tam zagościł trochę inny i znacznie skompresowany format – MP3, stworzony w 1995 zawładną dosyć szybko internetem, sieciami p2p, wymianą plików oraz naszymi pierwszymi odtwarzaczami muzycznymi. Powszechność i dużo mniejsza „waga” takich utworów w czasach modemów i pierwszych wolnych połączeń szerokopasmowych była idealna. Ceną za małą ilość danych piosenkach była jakość, czasem naprawdę zbyt niska żeby można było jej słuchać.

Jednak wraz z rozwojem internetu i przemyślanej strategii Apple powstało coś nowego – m4a szerzej znany jako Apple Lossless, bezstratny format, który jest dosyć mocno promowany przez giganta z Cupertino. Tu mogłaby się skończyć historia formatów w jakich odtwarzamy nasze ulubione piosenki, gdyby nie formaty otwarte, bezstratne i czasami lepsze od formatu stworzonego przez Microsoft. Osobiście jestem dużym fanem flac, Ogg oraz Matroska, dwa pierwsze niemal od początku są dosyć silnie wspierane przez firmę iRiver i Cowon. Dwóch kiedyś dużych producentów odtwarzaczy przenośnych, dziś bardzo cierpią z powodu smartfonów i polityki firmy Apple. Mi sama firma iRiver kojarzy się raczej z dobrym sprzętem, może nie aż dla audiofilów, ale dla osób, które lubią posłuchać muzyki w lepszej jakości. Szczęśliwe dla artystów i słuchaczy format flac stał się bardziej powszechny, nie można mówić tu o jakiś szczególnych udziałach na rynku, ale dużo osób go doceniło. Sam jeżeli robię proste podkłady i dźwięki to staram się wykorzystywać główne wave oraz właśnie flac. Może to już przyzwyczajenie, a może ten format jest naprawdę lepszy od innych.

Nowy produkt iRivera, gra i wygląda ładnie, cenę też ma ładną.

Nowy produkt iRivera, gra i wygląda ładnie, cenę też ma ładną.

Ciekawostką dla niektórych osób może być próba powrotu iRivera jako nasze odtwarzacze muzyczne, tym razem producent skupił się na osobach szukających lepszej jakości dźwięku za wysoką cenę jak na odtwarzacz przenośny, 2300zł to zdecydowanie cena zaporowa dla większości. Za tą cenę spokojnie możemy kupić całkiem dobry telefon, laptop czy tablet bez konieczności ograniczania funkcjonalności. Oczywiście cena Astell&Kern nie bierze się znikąd, to jeden z najlepszych odtwarzaczy przenośnych z możliwością odtwarzania dźwięku w formacie studyjnym (MQS 96/192 kHz). Kiedy dokupimy do niego słuchawki za przynajmniej połowę ceny odtwarzacza to będziemy mogli cieszyć się niesamowitym dźwiękiem, jednak czuł bym dosyć duży dyskomfort z tym odtwarzaczem. W jednej kieszeni komórka warta jakieś pieniądze, w drugiej to cudeńko i nagle staję się idealnym celem „doliniarza”. Ten odtwarzacz znajdzie raczej zastosowanie w samochodach lub jako tylko gadżet z którym wypada się pokazać, szkoda żeby pojawiał się na „mieście”.

Przy tworzeniu tekstu wspierałem się Wikipedią oraz skromną wiedzą własną.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.