Ta 17-latka prawie umarła, składając dla was iPhone’y

O ciemnej stronie elektronicznych gigantów.

fot. Wired.com

fot. Wired.com

Fabryka Foxconna w Longhua, Shenzhen, jest największym tego typu obiektem na świecie, zatrudnia przeszło 400 tysięcy osób i składa się tu smartfony i tablety sprzedawane między innymi przez Samsunga, Sony, Della i Apple. Produkuje się tam 137 tysięcy iPhone’ów dziennie, 90 na minutę.

Z pewnością pamiętacie serię prób samobójczych, do których dochodziło właśnie w firmie Foxconn. miało to miejsce w 2010 roku. Popełnić samobójstwo próbowało wtedy aż osiemnaścioro pracowników, wszyscy poniżej 25 roku życia. Niestety, czternaścioro z nich osiągnęło cel.

Jedną z cudem ocalonych jest Tian Yu. 17-latka chciała popełnić samobójstwo, wyskakując z czwartego piętra swojej fabryki, w której pracowała po kilkanaście godzin dziennie przy linii produkcyjnej iPadów i iPhone’ów. Przez dwanaście 12 dni leżała w śpiączce ze złamanym kręgosłupem, biodrem i sparaliżowana od pasa w dół.

Po tej czarnej serii, sprawą zaczęli interesować się już nie tylko dziennikarze, ale także samo Apple. Śledztwa zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne, a przede wszystkim zeznania świadków i pracowników chińskiego dostawcy, wskazywały na fatalne warunki pracy. Od tego czasu sytuacja miała się poprawić, choć co i rusz docierają do nas sygnały o nadużyciach w chińskich fabrykach, już nie tylko Foxconna, ale też innych dostawców.

Fabryka Foxconna w Shenzhen
Fabryka Foxconna w Shenzhen

Po trzech latach od tego nieszczęśliwego zdarzenia, Tian Yu zdecydowała się udzielić wywiadu przedstawicielom hongkońskiej organizacji obrony praw człowieka. Dzięki temu dowiadujemy się, jak bardzo elektroniczni giganci polegają na taniej, młodej sile roboczej, najczęściej werbowanej z dużych miast tuż po przyjeździe z prowincji w nadziei na wielką karierę. Umieszcza się ich w ogromnych, przepełnionych „hotelach” pracowniczych, a tych, którzy nie nadążają, się zwyczajnie zwalnia.

Yu była idealną kandydatką. 17-latka przyjechała z małej wsi w centralnych Chinach z silną motywacją zarobienia pieniędzy i wspomożenia swojej zubożałej rodziny. Po przejechaniu ponad tysiąca kilometrów, wreszcie trafiła do swojej „wymarzonej” firmy. W książeczce powitalnej Foxconna przeczytała „Szybko podążaj w kierunku swoich najśmielszych marzeń, dąż do wspaniałego życia”.

Szybko okazało się, że owe wspaniałe życie to 12-godzinne zmiany w całkowitej ciszy. Po przyjściu do pracy menadżerowie pytali się pracowników, jak się czują, oczekując jedynie słusznej odpowiedzi „bardzo dobrze. Bardzo, bardzo dobrze”. Potem w kompletnej ciszy rozchodzili się na swoje stanowiska pracownicze. Yu pracowała po 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Musiała stawiać się w pracy znacznie wcześniej na spotkania pracownicze, ale nie otrzymywała za to dodatkowego wynagrodzenia. Musiała opuszczać posiłki, by wyrobić odpowiednią liczbę nadgodzin. Przerwy na toaletę były wyznaczane, a jedyne szkolenie, jakie przechodzili pracownicy to przeraźliwy krzyk menadżera, kiedy coś źle zrobili.

fot. AlterNet
fot. AlterNet.org

W swoim pierwszym miesiącu pracy, Yu pracowała przez 7 dni w tygodniu. Na zdjęciach fabryka w Longhua wygląda bajecznie – są sklepiki, basen w rozmiarze olimpijskim. Problem w tym, że pracownicy byli zbyt wyczerpani po swoich zmianach, by z tego wszystkiego korzystać. Jedynym na co mieli chęć w przerwach między pracą był sen. 17-latka często zostawała z dziennej zmiany na nocną, a sypiała w 8-osobowym pokoju, nie mając czasu nawet na zakolegowanie się ze współlokatorami.

Będąc z dala od rodziny, nie mając żadnych przyjaciół, Yu ostatecznie nie wytrzymała, po tym jak nie otrzymała wynagrodzenia za ciężko przepracowany miesiąc.

Gdy spytała swojego menadżera, dlaczego nie otrzymała wypłaty, ten odparł, iż to problem administracyjny. Okazało się, że Yu aplikowała do fabryki w Guanian i tam zostały jej dokumenty, a dopiero następnie została przeniesiona do Longhua. Musiała więc sama pojechać do Guanian i odnaleźć swoją kartę pracowniczą, chodząc od pokoju do pokoju. Wydała na tę podróż wszystkie pieniądze, które dostała od rodziny. Na domiar złego, zepsuł się jej telefon i nie mogła skontaktować się ani z rodziną, ani z kuzynem z Shenzhen.

Nawarstwiające się problemy przytłoczyły dziewczynę. Ostatecznie skoczyła z okna. Po 12 dniach śpiączki obudziła się sparaliżowana od pasa w dół. Do dziś pozostaje przykuta albo do łózka, albo do wózka inwalidzkiego.

Na odchodne Yu otrzymała równowartość 90 tysięcy złotych, jako „pomoc humanitarna”.