TEST: Volvo V60 z Androidem

Co pomyślałem, gdy dostałem propozycję testu samochodu pracującego pod Androidem? Oczywiście zaplanowałem, że zaraz zainstaluję Angry Birds i będę grał w nie na Volvo V60! Okazało się jednak, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Testowany przez nas egzemplarz Volvo V60. Fot. Tomasz Kulas

Testowany przez nas egzemplarz Volvo V60. Fot. Tomasz Kulas

Dość często zdarza nam się testować drogie produkty z rynku komputerowego, niemniej nie aż tak drogie. Samochody to zupełnie inna bajka – testowany przez nas model Volvo V60 D5 AWD Summum wraz z dodatkowym wyposażeniem kosztował 244 890 zł. Szybko policzyłem, że gdyby coś mu się przytrafiło, to moje obie nerki okażą się zapewne niewystarczające w ramach rekompensaty, więc… szybko przestałem się nad tym zastanawiać. Skupiłem się na testowaniu.

Bezpieczeństwo

To niezwykły samochód. Oczywiście wielu osobom marka Volvo kojarzy się jakoś z większą dbałością o bezpieczeństwo, ale dopiero ten test uświadomił mi, co to konkretnie oznacza. Konkretnie i obecnie, w roku 2013. Rozwój techniki samochodowej, zupełnie nie związanej z silnikami, zawieszeniem i innymi kwestiami, które bardziej interesują dziennikarzy motoryzacyjnych, jest naprawdę ogromny. Testowane Volvo samo hamowało (przy prędkościach poniżej 50 km/h), jeśli kierowca trochę się zagapił (mi zdarzyło się to raz w czasie testu, więc dzięki temu systemowi moje nerki są nadal moje!). Samo ostrzegało, gdy w martwej strefie prawego lub lewego lusterka znajdował się inny samochód. Samo informowało, że najeżdżamy na linię pobocza. Samo utrzymywało prędkość, i samo zwalniało lub przyśpieszało, gdy robił to samochód jadący przed nim (tzw. tempomat adaptacyjny). Samo odczytywało znaki na poboczu i wyświetlało je na desce rozdzielczej. A zintegrowane z ekranem czujniki z przodu i z tyłu samochodu sprawiały, że parkowanie w miejscach niemożliwych do zaparkowania okazywało się formalnością.

Mógłbym jeszcze długo wymieniać, ale lepiej powiem ogólnie – jazda tym samochodem rozczarowałaby niejednego miłośnika symulacji samochodowych. Była po prostu zbyt łatwa. Mi przypominało to granie w Need For Speed w trybie Easy czy Beginner, z wszelkimi możliwymi i niemożliwymi do wymyślenia ułatwieniami. Jak już koniecznie chciało się samodzielnie zmieniać biegi, to można było to zrobić, ale za pomocą łopatek po obu stronach kierownicy. Tak właściwie to do dyspozycji była tylko kierownica i dwa pedały: hamulec i gaz, czyli – jak na symulator – bida z nędzą. Natomiast sama „potrzeba prędkości” mogła być zaspokojona bardzo łatwo. 2,4-litrowy diesel generował moc 215 koni mechanicznych (moment obrotowy 440 Nm), co spokojnie wystarczało, by przyśpieszyć do setki w nieco powyżej 7 sekund.

Przykład ułatwienia niemożliwego do wymyślenia? Proszę bardzo. Można włączyć na stałe światła długie – o resztę troszczy się samochód. Sam rozpoznaje, że w mieście należy zmienić je na światła mijania, a poza miastem przełącza właśnie na długie. Gdy z przeciwnej strony nadjeżdża samochód, specjalny system zasłonek „wycina” część światła w ten sposób, że nie razi ono jego kierowcy. Oczywiście zasłonki przemieszczają się dynamicznie, odpowiednio do pozycji nadjeżdżającego samochodu. Mało? No to jeszcze weźcie pod uwagę, że ten system jest w stanie obsłużyć (podobno, bo nie udało mi się tego sprawdzić) do siedmiu nadjeżdżających samochodów równocześnie, a także odróżnia samochody od innych źródeł światła (np. oświetlonych tablic reklamowych na poboczach). Co nieco wyjaśnia też ten film:

Patrzyłem na to wszystko z perspektywy dziennikarza komputerowego, teoretycznie przyzwyczajonego do gadżetów ułatwiających użytkownikowi życie na wiele różnych sposobów. I naprawdę byłem pod wrażeniem.

Ekran

Wróćmy jednak do Androida, bo to on stał się przecież pretekstem do wykonania całego testu. Jak się na pewno domyślacie, nie był to „goły” system, ale odpowiednia nakładka na oprogramowanie sterujące wieloma multimedialnymi i użytkowymi funkcjami samochodu, którą Volvo określa jako Sensus Connected Touch. Ale i tak jej „androidowość” była wyraźnie widoczna, zwłaszcza gdy weszliśmy w ustawienia. Przy okazji można było sprawdzić wersję Androida, na której oparli się programiści Volvo: 2.3.7.

Sterowanie wszystkimi funkcjami tego systemu odbywa się za pośrednictwem 7-calowego, dotykowego wyświetlacza umieszczonego na środku deski rozdzielczej. Ekran Volvo V60 nie działa w technologii pojemnościowej, co ma swoje wady i zalety. W zimie przyda się pewnie fakt, że można go swobodnie obsługiwać również w rękawiczkach, za to precyzja jego działania pozostawia sporo do życzenia. Samo uruchamianie podstawowych funkcji w głównym menu działa jeszcze całkiem sprawnie, ale już precyzyjne „kliknięcie” na jakimś mniejszym elemencie – chociażby linku na stronie internetowej – przypomina już trochę grę w totolotka. Uda się albo się nie uda…

Ekran obsługuje też sterowanie wielodotykowe, co przydaje się chociażby podczas powiększania lub zmniejszania skali w nawigacji samochodowej lub mapach. Skalowanie ekranu jest jednak niezbyt płynne, tak jakby procesorowi sterującemu systemem brakowało trochę mocy obliczeniowej.

Jakość i szczegółowość wyświetlanego obrazu jest dobra – bez problemu wystarcza do korzystania z internetu (my wykorzystywaliśmy do tego celu podpięty modem sieci Play), nawigacji czy przeglądania zdjęć w galerii. W porównaniu do najlepszych ekranów „typu Retina” da się jednak zauważyć różnicę. I pojedyncze piksele.

Możliwości systemu

Niestety Angry Birds zainstalować się nie da. A mówiąc bardziej konkretnie – wśród wielu aplikacji obsługiwanych przez system Volvo nie znajdziemy niestety Google Play. Zamiast tego mamy inny program o nazwie Asteroid Market, z niezbyt dużą liczbą ściśle wyselekcjonowanych aplikacji. Niemal wszystkie z nich i tak były już zainstalowane w testowanym przez nas egzemplarzu samochodu, więc wybraliśmy jeszcze tylko i dołożyliśmy TuneIn – aplikację to słuchania radia za pośrednictwem sieci. Zarówno ten program, jak i zainstalowany wcześniej Liveradio, działał całkiem sprawnie, dopóki słuchaliśmy internetowych rozgłośni radiowych w mieście. Po wyjeździe z Warszawy zasięg sieci Play zrobił się mniej wyrównany, więc i radio internetowe działało gorzej.

Skoro jesteśmy już przy muzyce, warto wymienić obecność takich programów jak Spotify czy Deezer. Tak naprawdę to właśnie chyba pod tym względem Volvo Sensus Connected Touch sprawuje się najlepiej – to idealne rozwiązanie dla nowoczesnych melomanów!

Poza tym multimedia nie kończą się tylko na muzyce. Standardowo zainstalowana jest aplikacja „Galeria” do przeglądania zdjęć, istnieje też możliwość dodania programu do wyświetlania wideo.

Naturalnie oprócz multimediów mamy też dostęp do innych typów aplikacji, na czele z prostą, ale skuteczną przeglądarką internetową i klientem poczty, w którym w wygodny sposób sprawdzimy ostatnie maile. Trzeba jednak zaznaczyć, że podczas jazdy część programów (np. właśnie przeglądarka) zostaje automatycznie zablokowana, tak aby kierowca nie mógł z nich korzystać i skupił się na prowadzeniu pojazdu. Trochę szkoda – lepsza byłaby chyba jednak opcja sugerowania wyłączenia programu, ale z możliwością dalszego korzystania. Ekran umieszczony jest bowiem w ten sposób, że równie wygodny dostęp ma do niego pasażer siedzący na prawym fotelu.

Ponieważ cały system jest zainstalowany w samochodzie, duży nacisk położono na programy „geograficzne”. Niestety, o nawigacji iGO można powiedzieć tylko to, że to najgorszy tego typu program, z jakim mieliśmy od dłuższego czasu do czynienia. Dość często zdarza się mu wytyczyć trasę błędnie lub mocno „na około”, a bywa i tak, że nie jesteśmy w stanie wskazać dokładnego adresu, bo jakaś zupełnie podstawowa ulica w bazie danych ma zbyt zawężoną numerację.

Do tego dochodzą dwie inne, solidniejsze aplikacje: Mapy (sama nazwa mówi wszystko) oraz Roadtrip (nakładka na mapy zwracająca uwagę na najciekawsze miejsca w okolicy samochodu). Do dyspozycji mamy też program COYOTE Series (ale nie działa on w Polsce) oraz Serwis – wygodny i prosty sposób na znalezienie najbliższego warsztatu obsługującego Volvo.

I to już byłby koniec przeglądu możliwości systemu Sensus Connected Touch, gdyby nie to, że trzeba koniecznie wspomnieć o jeszcze jednej istotnej funkcji, jaką znajdziemy również chociażby w większości smartfonów z systemem Android. Otóż Volvo V60 może pełnić funkcję… rutera, dzięki któremu pasażerowie korzystający z tabletów lub smartfonów w wygodny sposób połączą się z siecią.

Podsumowanie

Sam samochód okazał się rewelacyjny niemal pod każdym względem – oczywiście z wyjątkiem ceny. Po początkowym rozczarowaniu brakiem pełnej otwartości systemu Sensus Connected Touch na instalowanie aplikacji szybko doszliśmy do wniosku, że to jedyne sensowne rozwiązanie. Wybór aplikacji w Asteroid Market jest wprawdzie znacznie mniejszy, ale są one specjalnie sprawdzone i zaakceptowane, więc nie ma ryzyka, że jakiś program rozwali nam cały system lub nawet spowoduje zagrożenie.

Poza tym zestaw dostępnych aplikacji jest – z perspektywy zastosowań samochodowych – właściwie kompletny. Instalowanie gier czy choćby czytnika e-booków mija się z celem, bo do tego znacznie lepiej nadają się smartfony i tablety. Jedyne, czego można by jeszcze chcieć, to większy wybór programów do nawigacji, żeby można było ominąć to nieszczęsne iGO. Niezłym pomysłem byłoby też chyba doinstalowanie „Skype’a”. Za to pod względem multimedialnym oraz dostępności do internetu i poczty elektronicznej rozwiązanie Volvo sprawuje się znakomicie.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.