Facebook nie ma nic przeciwko krwawym dekapitacjom

Największy serwis społecznościowy na świecie ma dość ciekawy system wartości. Jakikolwiek, najmniejszy nawet ślad nagości jest natychmiastowo usuwany z portalu. Brutalne i krwawe sceny są jednak dozwolone.
(źródło: BBC)

(źródło: BBC)

16 października na Facebooku pojawił się klip wideo, na którym widać, jak zamaskowany mężczyzna ucina głowę bezbronnej kobiecie. Film ten był na tyle krwawy i brutalny, że wzbudził zainteresowanie mediów. Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że Facebook postanowił wydać w tej sprawie oświadczenie prasowe:

Ludzie korzystają z Facebooka by dzielić się swoimi doświadczeniami a także po to, by zwiększać u innych świadomość na temat spraw, które są dla nich ważne. Niejednokrotnie jest to związane z treściami mogącymi budzić niepokój, szczególnie w przypadkach takich tematów, jak naruszenie praw człowieka, działania terrorystyczne czy inne formy przemocy. Kiedy ludzie udostępniają tego typu treści, robią to bardzo często po to, by potępić tego typu działania. Jeżeli natomiast takie treści są udostępniane dla sadystycznych zachcianek lub by promować przemoc, są one przez Facebooka usuwane — czytamy w oświadczeniu.

Awantura w mediach przyniosła jednak pewne efekty. Omawiany klip, zanim zostanie uruchomiony, ostrzega internautę, że zawiera treści, które mogą okazać się nieodpowiednie. Facebook zadeklarował również, że pracuje nad mechanizmem, który pozwoli osobom umieszczającym tego typu treści samodzielnie umieszczać tego typu ostrzeżenia.

0
Źródło: BBC
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.