Najtańsze części w drogim sprzęcie – czy „wielcy” producenci nas kantują?

Z tych samych fabryk pochodzą komponenty stosowane w ekskluzywnych urządzeniach, jak również w ich tańszych odpowiednikach. Na czym w takim razie polega owa ekskluzywność? Czy warto za nią płacić?

Kupić prestiżowego notebooka Lenovo czy może taniego Acera? Zdecydować się na iPada czy może wybrać jakiś tańszy tablet? Chociaż marki różnią się od siebie prestiżem i ceną, to rzekome luksusowe sprzęty powstają często w tych samych fabrykach i z takich samych podzespołów co dużo tańsze urządzenia. Wielu dostawców hardware’u jest dziś tylko sprzedawcami i dostawcami usług serwisowych, którzy przenieśli produkcję, a po części również projektowanie urządzeń do anonimowych megafabryk na Tajwanie i w Chinach. Jednak są firmy, takie jak Samsung, które wciąż ufają wyłącznie własnej produkcji.

Własny projekt, zewnętrzne wykonanie

Jeszcze na początku naszego wieku Apple produkował swoje komputery w kalifornijskim Elk Grove. Dziś w tej fabryce mieści się call center i centrum dystrybucyjne, a wytwarzanie Mac- Booków, iPadów i iPhone’ów koncern zleca producentom zewnętrznym mającym centrale na Tajwanie i fabryki w Chinach. Apple ogranicza się dziś do projektowania, sprzedaży i logistyki. Wobec sprzedawanych co miesiąc 9 milionów iPhone’ów i 4,7 miliona iPadów zwłaszcza ta ostatnia stanowi prawdziwe wyzwanie. Pracownicy Apple’a są dziś całkowicie pochłonięci płynnym dostarczaniem wyświetlaczy, chipów, pamięci i innych podzespołów do firm montujących. Przy czym wiele z tych fabryk już teraz funkcjonuje na granicy możliwości produkcyjnych. A według Richarda Shina, analityka z Display Search, nawet tacy producenci wyświetlaczy jak LG i AUO z trudem nadążali z realizacją zamówień związanych z produkcją iPada mini. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić, że jedna firma podołałaby produkcji takiej liczby urządzeń. Z tego właśnie powodu w sprzęcie Apple’a znajdziemy podzespoły od różnych dostawców – o ile wcześniej podejmą wyzwanie związane ze specyfikacją techniczną, kontrolą jakości i dostawą zakontraktowanej ilości w określonej z góry cenie. Chociaż Apple może zlecać produkcję azjatyckim partnerom, i tak planuje wytwarzanie określonych serii komputerów w USA – prawdopodobnie w nowej fabryce, którą według danych agencji informacyjnej Bloomberg chce tam otworzyć Foxconn. Firma dojrzała do tej decyzji, kiedy prezydent USA Barack Obama w lutym 2011 wprost spytał Steve’a Jobsa, dlaczego Apple nie produkuje już w USA.

Inny producent – Acer – który z dostawcy podzespołów również rozwinął się w koncern zajmujący się projektowaniem i zbytem, ucieszyłby się mając takie problemy z zaopatrzeniem jak Apple. Tajwański koncern produkował we własnych fabrykach podzespoły takie jak pamięci i wyświetlacze, ale także kompletne komputery. W połowie lat 90. wydzielono z niego oddziały, aby zwiększyć zyski koncernu. Powstały zeń firmy takie jak: BenQ, producent pecetów dla innych marek Wistron, producent obudów AOpen i dostawca wyświetlaczy AUO. Jeszcze pięć, sześć lat temu model ten działał bardzo dobrze. Jednak na słabnącym rynku notebooków i pecetów Acer – z powodu liczby wyrobów i dostawców – jest mniej elastyczny od Apple’a, który ogranicza się do kilku produktów.

Kuźnie oprogramowania jako dostawcy sprzętu

Ten sam model biznesowy wybierają dwaj soft ware’owi giganci wciskający się na rynek sprzętu – Google i Microsoft sprzedają teraz tablety i smartfony. W tabletach Nexus nie ma podzespołów Google’a, bo przecież Google sam nie produkuje żadnych fizycznych urządzeń. Podobnie jak w tabletach Surface nie ma żadnych fizycznych modułów Microsoft u, ale za to jest bardzo dużo software’u. Przy czym w przypadku tabletów Nexus i Surface są one traktowane bardziej jako produkty demonstracyjne, które innym producentom sprzętu mają pokazać, jak Google i Microsoft wyobrażają sobie hardware idealny dla swoich systemów operacyjnych. Z tego samego powodu Microsoft już w roku 1982 stworzył dział akcesoriów komputerowych. Celem oddziału było rozpowszechnienie będącej wówczas nowością myszy do obsługi Worda, a później Windows. Oprócz urządzeń do komunikacji i konsoli Xbox, Microsoft Hardware Group odpowiada teraz także za tablety Surface, które mają pokazać, jak wygląda optymalny tablet z Windows RT i Windows 8. Microsoft opracował Surface wspólnie z firmą produkcyjną Pegatron, ale sprzedażą zajmuje się już sam.

Google poszedł inną drogą: koncern wybiera producenta i narzuca mu specyfikację. Urządzenie jest oferowane jako model Nexus danej marki – zarówno przez kanały dystrybucyjne wytwórcy, jak i bezpośrednio w sklepie online Google’a. Ponieważ w przypadku tabletów i smartfonów doznania użytkownika zależą w dużej mierze od oprogramowania, końcowy nabywca otrzymuje w zasadzie takie urządzenie, jakie stworzyła dla niego firma projektująca software. Bo – jak wskazuje doświadczenie – obie wspomniane firmy mają pewne logistyczne kłopoty. Microsoft sprzedawał tablety Surface początkowo tylko w nielicznych, często niekorzystnie zlokalizowanych specjalistycznych sklepach, więc wyniki zbytu były rozczarowujące. A Google pomylił się, szacując popyt na Nexusa 4, więc okazało się, że już chwilę po rozpoczęciu sprzedaży był bardzo trudno dostępny.

Firmy produkcyjne z megafabrykami

Wymienieni dotychczas gracze zależą całkowicie od outsourcingowych producentów, którzy wytwarzają bądź pozyskują podzespoły, montują sprzęt, pakują go i dostarczają. Model biznesowy tych tak zwanych Original Design Manufacturer (ODM) to olbrzymie liczby egzemplarzy, wysokie tempo i niskie koszty. Są one w zasadzie ostatnim ogniwem poplątanego łańcucha wytwórców części i środków produkcji. Firm te są na tyle elastyczne, że w ciągu kilku godzin potrafi ą przestawić proces produkcyjny, by zacząć wytwarzać np. śrubki o nowym kształcie albo krótsze kable. Jeśli chodzi o produkcję w Europie albo USA, może to trwać całymi tygodniami. Oczywiście taka elastyczność produkcji i jej tempo wynikają między innymi ze złych warunków zatrudnienia chińskich pracowników. Robotnicy pracują po 12 godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu za głodowe stawki.

Największym ODM jest Hon Hai Precision Industry, znany lepiej jako Foxconn. Ten ostatni w dziesiątkach swoich fabryk, mających niekiedy rozmiary miasta, wytwarza około 40 proc. wszystkich urządzeń elektronicznych dla klientów na całym świecie – szacuje Keith Bradsher, korespondent gospodarczy „New York Timesa” z Hongkongu. Nic więc dziwnego, że w prawie każdym urządzeniu IT znajdą się podzespoły wytworzone przez Hon Hai. Apple iPhone, Microsoft Xbox i Amazon Kindle pochodzą również z fabryk Foxconn, podobnie jak płyty główne Intela, komputery Acera albo telefony Nokii. Foxconn cieszy się jednak wyjątkowo złą sławą z powodu ekstremalnie złych warunków pracy. – Nadmierne i przymusowe nadgodziny, znikome wynagrodzenia i upokarzające kary: warunki pracy u największego dostawcy elektroniki na świecie Foxconn prawie nie poprawiły się po fali samobójstw pracowników w roku 2010 – mówi Oliver Classen, który jako rzecznik stowarzyszenia „Deklaracja z Berna” walczy z globalizacją. Nieprzerwany wzrost gigantycznego koncernu możliwy jest tylko dlatego, że naciski prominentnych klientów są przenoszone bezpośrednio na pracowników w formie coraz większego obciążenia pracą, surowej dyscypliny i nieetycznych, niskich wynagrodzeń.

Obok Foxconna istnieją inne, niekiedy bardziej wyspecjalizowane ODM. Quanta Computer i Compal to dwie największe na świecie fabryki notebooków obsługujące praktycznie wszystkie znane marki. Wydzielona z Asusa firma Pegatron wytwarza zarówno Surface dla Microsoftu, jak i MacBooki Air. Podobną do Pegatrona historię ma Wistron – wydzielony z Acera dział produkcji.

Jest jednak pewien aspekt, o którym w zasadzie głośno się nie mów, ale który ma decydujące znaczenie w masowej produkcji. Otóż jakość końcowego produktu zależy od wytycznych projektanta i zapłaconej ceny. ODM zapewniają doskonale wykonane wyroby albo zoptymalizowane pod kątem niskich kosztów wytwarzania mniej wartościowe towary. Dla nabywców wyrobu końcowego nie ma więc znaczenia, z którego ODM pochodzi produkt, tylko to, jaką jakość właściciel marki zamówił w ODM. O gospodarczej potędze outsourcingowych wytwórców świadczy przypadek Philipsa: Holendrzy od lat 80. produkowali telewizory. Gdy wytwarzanie odbiorników w coraz większym stopniu przenoszono do największego na świecie producenta telewizorów i monitorów – firmy TPV Technology z Hongkongu – w roku 2012 Philips sprzedał większościowy pakiet udziałów TPV. Nazwa jest teraz tylko licencjonowana, a wszystkie telewizory wytwarza TPV – z panelami różnych producentów.

Wysoki udział własny w Samsungu i LG

Samsung odnosi aktualnie wielkie sukcesy, działając w innym modelu biznesowym: olbrzymia skala i dużo „zrób to sam”. Koreański koncern ze swoimi ponad 370 000 pracowników wypracowuje obrót na poziomie około 250 miliardów dolarów – prawie tak duży jak produkt krajowy brutto Finlandii. Samsung 90 procent swoich podzespołów wytwarza sam – dotyczy to całego portfolio Samsung Electronics. Rzecznik wyjaśnia: – Dzięki wydajnym strukturom i dobrym przepływom komunikacyjnym szybciej niż inni możemy doprowadzać projekty do stanu rynkowej dojrzałości, z olbrzymią szybkością reagować na zmiany sytuacji rynkowej i modyfikować naszą produkcję. Zewnętrzni dostawcy często nie są wystarczająco elastyczni, aby szybko wprowadzać zmiany. – Oczywiście jesteśmy również w stanie działać bardziej synergicznie i łączyć technologie z różnych dziedzin. Dzięki temu oferujemy szeroką paletę produktów i rozwiązań odpowiadających zróżnicowanym potrzebom naszych klientów.

Każdy oddział sprzedaje komponenty, ale w pierwszej kolejności wyposaża w nie własne produkty. I tak wszystkie istotne podzespoły smartfonu Galaxy S III pochodzą od Samsunga: wyświetlacz, procesor ARM i inne chipy, RAM i pamięć flash. Telefon wytwarzany jest we własnej fabryce smartfonów w Korei, która produkuje do pięciu milionów urządzeń w miesiącu. W momencie rynkowego debiutu S III okazało się, że to za mało, i nawet Samsung był zmuszony posiłkować się chińskimi producentami.

Pecet z klocków

Dzięki dużemu udziałowi produkowanych samodzielnie podzespołów w oferowanych urządzeniach olbrzymi koncern zapewnia sobie przewagę technologiczną. Samsung zdominował rynek kontrastowych wyświetlaczy OLED. Podczas gdy koncern montuje najnowsze wyświetlacze HD Super AMOLED wyłącznie we własnych urządzeniach, to standardowe wyświetlacze AMOLED sprzedawane są HTC i Nokii. Również w telewizorach Samsung sam wykorzystuje najnowsze panele własnej produkcji dostarczając konkurencji produkty standardowe.

Samodzielna produkcja nie musi oznaczać, że podzespoły Samsunga będą znacznie lepszej jakości niż to, co powstaje w chińskich megafabrykach. Jego pracownicy zarabiają według worldsalaries.org pięć razy więcej od tych zatrudnianych przez Foxconn. To jest być może jeden z powodów, dla których Samsung w Galaxy S III postawił na tanią plastikową obudowę, podczas gdy jego rywal Apple zleca Foxconnowi wytwarzanie bardziej pracochłonnej obudowy z aluminium. Podobnie jak Samsung również LG bazuje na własnej produkcji i na przynajmniej po części samodzielnie wytworzonych komponentach. LG Display z minimalną przewagą nad Samsungiem jest największym na świecie wytwórcą paneli wyświetlaczy – inne podzespoły, takie jak chipy i pamięci, LG kupuje.

Klasyczni producenci komputerów kupują wprawdzie podzespoły takie jak wyświetlacze i chipy, ale sami projektują komputery i sami – przynajmniej po części – je wytwarzają. Stosując taki właśnie model biznesowy, firma Lenovo wyprzedziła w ubiegłym roku Helwett-Packard, zajmując pierwsze miejsce w rankingu największego producenta pecetów. Nie bez znaczenia jest fakt, że Lenovo może elastycznie dostosowywać możliwości produkcyjne swoich fabryk w Chinach, na Węgrzech i w Ameryce Południowej. Okazało się to szczególnie ważne po powodzi w Tajlandii, która jesienią 2011 roku na całe miesiące wyhamowała produkcję dysków twardych. Lenovo szybciej niż konkurencja mógł przestawić się na wytwarzanie tych urządzeń, do których dyski były jeszcze dostępne. – O ile produkcja outsourcingowa zawsze wymaga pewnego wyprzedzenia czasowego i określenia wielkości zamówienia, o tyle we własnych fabrykach szybko możemy dostosować produkcję do popytu – mówi Thilo Huys, rzecznik Lenovo. W roku 2013 Lenovo dąży do osiągnięcia 50-procentowego udziału produkcji własnej. Jeśli chodzi o jakość, nie ma żadnej różnicy, czy produkcja odbywa się wewnętrznie, czy zewnętrznie. – Nasze służby jakościowe zawsze stosują te same kryteria.

O tym, że własna produkcja może nawet zredukować koszty, świadczy przypadek Micro Star International (MSI). Obok płyt głównych i kart graficznych tajwańska firma we własnych fabrykach wytwarza również notebooki i komputery All-in-One, które sprzedaje pod własną nazwą, ale także dostarcza innym markom. Na rynku smartfonów HTC należy do tych producentów, którzy pozyskują podzespoły takie jak wyświetlacze i chipy, ale montuje swoje urządzenia we własnych centrach produkcyjnych. Jako wytwórca pierwszego na świecie dotykowego smartfonu Palm Treo 650 HTC budował również urządzenia dla innych marek. I tak firma wyprodukowała pierwszy w ogóle androidowy smartfon, sprzedawany w USA jako T-Mobile G1, oraz Nexus One, pierwszy smartfon z Androidem zaoferowany przez Google. Również Xperia X1 jako pierwszy smartfon z Windows Mobile firmy Sony Ericsson pochodził od HTC.

Wszystkie podzespoły z niewielu źródeł

Nawet jeśli niektórzy producenci sami wytwarzają swoje urządzenia – to bez podstawowych komponentów nie poradzi sobie żaden z nich. A tutaj niewielka liczba dostawców jest widoczna jak na dłoni: każdy pecet, nieważne czy to Asus, Apple, HP czy Medion, liczy na procesorze X86 Intela lub AMD. W procesorach do smartfonów i tabletów tylko pozornie panuje większa różnorodność dostawców. Praktycznie wszystkie bazują na architekturze ARM i są wytwarzane na licencji przez nieliczne fabryki półprzewodników, tak zwane foundries, na przykład TSMC, UMC, Globafoudries albo Samsung Semiconductor. Na odznaczającym się ostrą konkurencją rynku dysków twardych jest już tylko trzech producentów: Seagate, Toshiba i Western Digital. Przeważająca liczba wszystkich paneli wyświetlaczy do telewizorów, monitorów komputerowych i smartfonów pochodzi od jednego z pięciu dużych dostawców: obok znanych marek takich jak Samsung, LG albo Sharp należą do nich Japan Display oraz wydzielony z Acera i należący aktualnie do BenQ – AU Optronics (AUO). Również pamięci RAM i flash na całym świecie powstają już tylko w niewielu fabrykach – ten rynek zdominowały Samsung Semiconductor, Toshiba, Hynix i Micron.

Ci wytwórcy mogą sobie pozwolić na minimalny zysk. Zarobek przynosi im bowiem skala produkcji oraz wąska specjalizacja. Dla końcowego odbiorcy nie ma żadnych konsekwencji jakościowych to, że w drogim tablecie montowana jest pamięć operacyjna tego samego producenta, co w modelu ekonomicznym. Pamięć w tanim urządzeniu działa tak samo bezbłędnie jak w drogim. Różnica leży w tym, że w prestiżowym urządzeniu montuje się droższe i przez to wydajniejsze podzespoły. Klient nie zyskiwał by kompletnie nic, gdyby każdy producent samodzielnie wytwarzał własne CPU albo kości RAM. To, że producenci pecetów kupują komponenty od nielicznych specjalistów, jest więc słuszne i pozwala na redukcję kosztów.

Szwindel na etykietach? Tak. Czy to źle? Nie.

Odpowiedź na pytanie, co markowy sprzęt faktycznie ma w środku, mogłaby brzmieć tak: praktycznie nigdy nie ma tego, co jest na nim napisane – wyjątek stanowi kilka telefonów Samsunga albo telewizory LG. Procesy produkcyjne i gospodarcze stały się zbyt złożone, aby mogło tak być. Pozostaje o wiele ważniejsze pytanie: czy urządzenie wywiązuje się z obietnic składanych przez producenta i jego markę, za które żąda opłaty według taryfy cenowej i które niejako gwarantuje na piśmie. Wiele urządzeń faktycznie spełnia oczekiwania klientów, nawet jeśli ich komponenty pochodzą od różnych dostawców, a sprzęt został zmontowany w anonimowej wielkiej fabryce.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.