Windows 8.1 nie zmieni układu sił na rynku, ale…

Usprawniony interfejs, dziesiątki usprawnień dla firm, usprawnione "wnętrzności" systemu, zmiany o które prosili użytkownicy: Windows 8.1 spełnia wszystkie warunki, by odnieść sukces. Nie powinniśmy się jednak szykować na nic spektakularnego.

Microsoft już nieraz sypał głowę popiołem, otwarcie przyznając, że nie docenił potencjału urządzeń mobilnych i zbyt długo ignorował „konsumeryzację elektroniki użytkowej”. Teraz nadgania zaległości. A że był w tym temacie w tyle za konkurentami, zamiast przeprowadzać zrównoważoną ewolucję, wprowadził rewolucję. Windows Phone i Windows 8 to coś zupełnie nowego dla wiernych użytkowników Windows Mobile i poprzednich wersji Windows. A to duży problem.

W wyniku spóźnienia się na ten rynek, wielu potencjalnych klientów Microsoftu jest teraz w rękach Apple’a i Google’a. Zostali ci, którzy cenili Windows za pewne elementy obecne w nim od 1,5 dekady. A teraz im owe elementy pozmieniano. W myśl zasady „lepsze wrogiem dobrego” wielu użytkowników Windows ignoruje Windows 8, lub za pomocą aplikacji firm trzecich modyfikuje go tak, by przypominał Windows 7.

To nie jest tak, że Windows 8 się nie sprzedaje czy też nie przynosi dochodów. Ostatnie dane wskazywały na ponad 120 milionów aktywnych użytkowników tego systemu. Problem w tym, że na najważniejszym obecnie rynku (mobilnym), konkurencja radzi sobie znacznie lepiej. Microsoft ma więc problem: jest królem rynku PC, na którym panuje stagnacja. A na rynku ultramobilnym nie ma większego znaczenia.

Powrót z obranej przez Microsoft drogi nie jest możliwy. Gigant nie miał wyjścia: musiał wprowadzić swoją rewolucję. Jak ktoś ma wątpliwości, niech spróbuje kiedyś zainstalować na tablecie Windows 7 i sprawdzić jak to się tam sprawuje. A teraz przyszedł czas na szlifowanie tej rewolucji.

Co jest złego w tym podejściu? Absolutnie nic. To najlepsza możliwa droga dla tej firmy, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znalazła. Nie zmienia to jednak faktu, że Microsoft jest nadal w położeniu, w którym był rok temu: osoby, które miały kupić tablet, mają już iPada lub coś z Androidem. Z kolei użytkownicy starszych notebooków i desktopów, bez ekranów dotykowych, krytycznie patrzą na zmiany w systemie. Drogie urządzenia, niedojrzały ekosystem aplikacji i sam system operacyjny również wymagający szlifów. Trudno się dziwić, że wolą nie ryzykować i dać pieniądze komuś innemu.

Windows 8.1 to dalsze rozwijanie pomysłów Microsoftu, ale też uwzględnienie krytyki ze strony klientów. Właściwie wszystkie zmiany w tej aktualizacji, która jeszcze w tym miesiącu pojawi się do nieodpłatnego pobrania, to zmiany na lepsze. Zmiany bardzo mile widziane. To Windows 8 taki, jakim powinien być od samego początku. Tylko…

…co z tego?

Windows 8 swoje już „nabroił”. Zniechęcił do siebie większą ilość użytkowników niż zachęcił. Możemy oczywiście debatować, czy ta niechęć wynika z faktycznej ułomności systemu, czy też z przyzwyczajeń i jest „nakręcana” przez innych. To bez znaczenia, bowiem liczy się efekt końcowy.

Co z tego, że Windows 8.1 uwzględnia zmiany, których użytkownicy się domagali? To dalej jest „ten system bez Menu Start i z kafelkami”, którego „nie da się używać”. Oczywiście, istnieją osoby, którym Windows 8 bardzo przypadł do gustu (z autorem tej notki zdecydowanie w tej grupie). Ci ludzie będą Windows 8.1 zachwyceni i pewnie będą go polecać znajomym. Większość jednak pozostanie na Windows 7, Windows Vista, Windows XP, iOS-ie czy Androidzie. Chociażby Microsoft stanął na głowie, to się nie zmieni. No chyba, że by wydano Windows 7 pod nową nazwą.

Windows 8.1 to krok w dobrym kierunku. Aktualizacja, która została opracowana raptem w rok, a która zmienia bardzo wiele, na korzyść. To jednak dopiero początek bitwy o powrót do bycia istotnym na rynku konsumenckim. Teraz należy zawalczyć o coś, co kiedyś było wielką siłą Microsoftu. O sympatię deweloperów.

W Sklepie Windows mamy w tej chwili ponad 120 tysięcy aplikacji. Większość z nich nie nadaje się do niczego. Owszem, ta większość z aplikacji na Google Play czy App Store to również chłam. Ale u konkurencji znajdziemy jednak tysiące perełek wśród setek tysięcy chłamu. W sklepie Microsoftu znajdziemy ich co najwyżej kilkaset. Z czego większość akurat do naszych potrzeb nie będzie się nadawała.

Co więcej, aplikacje te nieraz są uboższe od wersji klasycznych, przeznaczonych na tradycyjny Pulpit. Nawet aplikacje Microsoftu należą do tej grupy. Skype w wersji klasycznej integruje się z Facebookiem, Skype dla Windows 8 nie. Na Pulpicie możemy pracować w Microsoft Office, ale już w zoptymalizowanym również pod dotyk interfejsie Modern UI już nie. Klienci o tym wiedzą. Albo z własnych doświadczeń, albo z opinii internautów lub znajomych. A owo Modern UI to przecież najbardziej widoczna zmiana w systemie. Owszem, Windows 8 to też tysiące zmian w „bebechach” system, a aktualizacja do 8.1 wprowadza kolejne. Ale konsument patrzy na ekran i ocenia system po tym, jak on wygląda i jak się po nim klika. Spojrzy na Windows 8.1, zobaczy w nim dokładnie tego samego „złego Windows 8” i odpuści sobie kupno systemu za kilkaset złotych, skoro Windows 7 się sprawdza i nie ma z nim takiego zamieszania.

Większe możliwości Modern UI, i działających w nim aplikacji, znaczne rozbudowanie wielozadaniowości, powrót przycisku Start, a także możliwość „schowania” kafelków i postawienie na pracę wyłącznie na Pulpicie – tego domagali się użytkownicy. Windows 8.1 im to zapewnia. Oferuje nieporównywalnie większe możliwości niż Android czy iOS. O ile zakład, że użytkownicy urządzeń z Androidem, iOS-em i Windows 7 pozostaną na to wszystko obojętni? Nie wszyscy, ale znaczna ich część?

Lepsze jest wrogiem dobrego

To nie oznacza, że Windows 8.1 się w końcu nie przebije. Tablety i notebooki z dotykowymi ekranami są coraz tańsze. Raczej nigdy nie osiągną cen „tabletu z biedronki”, ale już teraz zapowiadane są urządzenia z Windows i dotykowym ekranem, które kosztują raptem nieco ponad tysiąc złotych. Niższe ceny i większa dostępność przełożą się na większą ilość zakupów. To z kolei przekona deweloperów do oferowania appów w wyższej jakości. A sam Windows 8.1 jest zdecydowanie bardzo przyzwoitym systemem dla tabletów i dotykowych notebooków. Prędzej czy później użytkownicy niedotykowych urządzeń „wymrą”, wszystkie trendy rynkowe na to wskazują. I tak jak nie jest już możliwym wrócenie do prawie-monopolu na rynku konsumenckim sprzed lat, tak nie mam żadnej wątpliwości, że Microsoft wróci do gry. Będzie jednym z trzech względnie równych graczy.

Windows 8.1 jednak tego nie osiągnie, a przygotuje grunt. W przeciwieństwie do Windows 8, zaczyna zbierać pozytywne recenzje pierwszych użytkowników, a to z kolei da do myślenia użytkownikom iPadów i Androidów. Użytkownicy korporacyjni również wyrażają swoje zainteresowanie. Jestem przekonany, że Microsoft wróci do gry. Między innymi dzięki Windows 8.1. Ale nie w „epoce” Windows 8.1. Nie dopóki „era post-PC” jest zapowiedzią bliskiej przyszłości zamiast opisem teraźniejszości.

Dopóki używamy klasycznych notebooków, a tabletu do czytania Internetu na kanapie i grania w Angry Birds, Windows 8.1 nie ma nic do zaoferowania użytkownikowi, co by usprawiedliwiało wydatek kilkuset złotych na nowy system. Natomiast w momencie, w którym będzie on myśleć o wymianie sypiącego się już komputera i zobaczy ofertę urządzeń, które się znakomicie sprawdzają zarówno jako tablet do zabawy, jak i notebook do pracy, nagle ów Windows „po szlifach” może okazać się wart uwagi. Chociażby dlatego, że konkurencja, przynajmniej na razie, nie ma nic podobnego do zaproponowania. Wtedy to będzie ta szansa dla Microsoftu, którą bez wątpienia wykorzysta.

Póki co jednak z Windows 8.1 będą się cieszyć wyłącznie zadowoleni użytkownicy Windows 8, niektórzy klienci korporacyjni i garstka, która da się namówić na wypróbowanie czegoś nowego. Reszta ów system zignoruje. Chociażby nie wiem jak dobry by się okazał.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.