Spacerując w chmurze Microsoftu

Chmura jest dziś podstawą działania większości usług informatycznych. Polegamy na niej my, zwykli użytkownicy, polegają też na niej wielkie korporacje. My mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć, jak owa chmura, fizycznie, wygląda i jak działa.

Niecałe trzydzieści lat temu, pewna niewielka firemka komputerowa o nazwie Microsoft otworzyła na przedmieściach Dublina niewielką fabrykę. Zatrudnieni tam pracownicy zajmowali się pakowaniem dyskietek do pudełek z napisami DOS i Windows. Nikt nie spodziewał się, że już dziesięć lat później to będzie miejsce należące do jednej z najpotężniejszych korporacji w historii.

Dziś Microsoft nadal jest potęgą, ale nie jest sam na placu boju. Należy do wielkiej trójcy, którą współtworzą Apple i Google. Te dwie firmy wykorzystały paraliż Microsoftu, spowodowany pracą nad następcą Windows XP. Projekt Longhorn, bo o nim mowa, pochłonął lata bezowocnej pracy, bowiem w końcu prace nad nim zostały zawieszone, a zamiast niego pojawiła się niesławna Vista. Konkurencja w tym czasie zajęła się opracowywaniem urządzeń mobilnych obsługiwanych za pomocą palca i usług internetowych, które my dziś, umownie, nazywamy „chmurą”.

Microsoft jednak szybko zrozumiał swój błąd i zaczął nadrabiać zaległości. Powstały systemy Windows 8 i Windows Phone 7, które, tak jak produkty konkurencji, były wygodne w obsłudze nie tylko za pomocą myszki, klawiatury czy rysika, ale również za pomocą palca. Zainwestował też krocie we własną chmurę. Patrząc na poziom inwestycji, można wręcz odnieść wrażenie, że Microsoft gra va banque .

Windows i Windows Phone są ściśle zintegrowane z chmurą, a niektóre nowe, sztandarowe produkty Microsoftu, są wręcz od niej bezpośrednio zależne. Czy to Xbox Live, czy Outlook, czy też SkyDrive, Office 365, Bing, SharePoint, Lync… wszystko to stoi na fundamencie zapewnianym przez Windows Server i Windows Azure.

By móc obsłużyć tak olbrzymią ilość usług zapewnianych przez chmurę, potrzebne są gigantyczne centra danych. To właśnie tam przetrzymywane są i przetwarzane wszystkie dane klientów Microsoftu. Czy to proste konsumenckie obsługi, czy też rozbudowane aplikacje przetwarzające terabajty danych korporacji korzystającej z microsoftowej chmury, wszystko to wymaga wielkiej mocy przerobowej. Mieliśmy niepowtarzalną okazję zwiedzić jedno z takich centrów, znajdujące się w Dublinie.

Samo wybudowanie owego centrum w wersji pierwotnej (a to jest cały czas rozbudowywane) kosztowało firmę Microsoft w 2009 roku 640 milionów dolarów. 29,5 tys. metrów kwadratowych przestrzeni zostało rozbudowane o kolejne 13 tysięcy w ubiegłym roku.

Czemu akurat Dublin? Jak się okazuje, nie chodzi tu o żadne urzędowe ułatwienia, a o… klimat. To małe Miasto Maszyn, które wyglądem przypomina to, co widzieliśmy w filmach Matrix, musi mieć zapewnione odpowiednie chłodzenie. Łagodny klimat Irlandii i często występujące w nim chłodne nie przypadł wyłącznie Microsoftowi do gustu. W okolicach Dublina znajduje się około 30 centr danych takich firm, jak Yahoo! czy Amazon. Żadne jednak swoją skalą nie dorównuje temu, co posiada Microsoft.

Wyżej wspomniane Miasto Maszyn firmy Microsoft jest ściśle strzeżone. Mimo iż byliśmy umówieni na wizytę (a wręcz zaproszeni), musieliśmy podpisać dokument o nieujawnianiu danych dotyczących fizycznych zabezpieczeń centrum. W środku panuje absolutny zakaz wykonywania zdjęć. Zresztą, i tak nie mielibyśmy czym. Przed wejściem należy bowiem zostawić wszystkie posiadane przez siebie urządzenia elektroniczne. Smartfon, iPod, nic nie umknie czujnym oczom strażników. Jednak po przejściu przez wszystkie bramki bezpieczeństwa (krąży anegdota, że nie przepuszczono przez nie Steve’a Ballmer, gdyż ten nie dopełnił odpowiednich formalności, ale nie wiemy, czy jest ona prawdziwa), pojawia się widok, który robi wrażenie. Prawie tak duże, jak ryk wentylatorów, klimatyzatorów i fala ciepłego powietrza.

Microsoftowe centrum danych to gigantyczne, wielopiętrowe hale. Każda wypełniona po brzegi rackami z serwerowymi modułami i dość szerokimi przejściami serwisowymi. Całość ma strukturę modularną. Można bowiem dokładać kolejne moduły a nawet podłączać kolejne hale bez zakłócenia pracy centrum danych. Centrum to bowiem musi działać 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez przerwy. Największym problemem, jak wytłumaczył nam przedstawiciel Microsoftu oprowadzający nas po centrum, jest chłodzenie. Widać było jak dużą wagę inżynierowie musieli do niego przyłożyć. Efekt widać na dachu budowli: gigantyczne wiatraki i moduły chłodzące wielkości domów jednorodzinnych bez przerwy emitują ciepło do atmosfery. Jest tego ciepła na tyle dużo, że Microsoft rozważa możliwość jego przechwytywania i przekazywania dalej znajdującym się w okolicy zakładom pracy. Jednak, jak przyznał przedstawiciel Microsoftu, nie udało się jego firmie jeszcze opracować techniki pozwalającej na efektywne przechwytywanie i gromadzenie tego ciepła.

Problemem za to, jak się okazuje, nie jest energia. Irlandzkie danych Microsoftu ma jedno z najwyższych sprawności elektrycznych na świecie. To ponownie zasługa klimatu Zielonej Wyspy. W momencie, gdy owo centrum danych powstawało, założono, że siła wiatru wystarczy do schłodzenia całej jednostki, ale dobudowano aktywne systemy chłodzące na wszelki wypadek, w razie fiasco. Po dwóch latach zdecydowano się owe systemy odłączyć, gdyż ani razu nie zostały wykorzystane.

Na tym jednak nie koniec.

Chmura jest od pewnego czasu microsoftowym priorytetem i, póki co, wygląda na to, że mu się to opłaca. Ponad połowa korporacji z listy Fortune500 już korzysta z Windows Azure, a Office 365 świeci triumfy na całym świecie. Ściśle zintegrowany z chmurą Windows 8 ma już ponad sto milionów aktywnych użytkowników, i tak jak nadal jest daleko w tyle zarówno za konkurencją, jak i swoim poprzednikiem w formie Windows 7, ilość aktywnych użytkowników cały czas przybywa. Przybywa też użytkowników Outlooka, a sieć Xbox Live cały czas rośnie. Microsoft więc inwestuje.

Przy okazji naszego zwiedzania centrum danych zdradzono nam, że na wiosnę przyszłego roku irlandzkie centrum danych czeka kolejna rozbudowa. Microsoft zamierza wydać na nią 170 milionów euro, a do zatrudnionych tam 80 osób dołączy kolejne 20. Powierzchnia użytkowa ma wzrosnąć o 15 700 metrów kwadratowych. Mimo tej rozbudowy, współczynnik PUE (Power Usage Effectiveness) dalej ma mieć maksymalną wartość 1,25.

Jak to osiągnięto? Niestety to należy już do tajemnic Microsoftu. Jednak wiemy jedno, po tej całej wyprawie: chmura to przyszłość Microsoftu. Niezależnie od tego, co się stanie z tą firmą w przyszłości, czy podbije rynek tabletów i smartfonów wracając do łask użytkowników końcowych, czy też, jak sugerują co poniektórzy, całkowicie wycofa się z konsumenckiego rynku, koncentrując się, tak jak IBM, na korporacjach, to sztandarowym produktem Microsoftu nie jest ani Windows, ani Windows Phone, ani Xbox czy Bing. To Windows Azure. To fundament, na którym Microsoft chce budować swoją przyszłość. I, przynajmniej na razie, patrząc na zwiększającą się liczbę użytkowników Microsoft Cloud OS (miliard użytkowników, 20 milionów firm na 109 rynkach), wydaje się to dobrą taktyką.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.