Malware w sterowni japońskiej elektrowni jądrowej

Jeden z ośmiu komputerów sterujących elektrownią jądrową w mieście Tsuruga (prefektura Fukui) okazał się zainfekowany złośliwym oprogramowaniem. Dzięki temu do Sieci trafiło sporo ważnych informacji.

Jak wykazało przeprowadzone śledztwo, w ciągu pięciu dni nastąpiło ponad 30 nielegalnych pobrań danych z zainfekowanego komputera. W sumie oznacza to ujawnienie ponad 42 000 dokumentów, w tym maili i dokumentów szkoleniowych.

Na szczęście – i to jest ta dobra wiadomość – nie musimy obawiać się, że ktoś mógł przejąć kontrolę nad sterowaniem elektrownią. Wszystko dzięki temu, że reaktor w tej elektrowni został… wygaszony, i to już dość dawno, bo w 1995 roku. Doszło wtedy do dość poważnego wycieku sodu. Lokalna społeczność protestowała przeciwko ponownemu uruchomieniu reaktora tak skutecznie, że nigdy do niej ostatecznie nie doszło.

Elektrownia jądrowa Monju (Wikipedia Commons).

Elektrownia jądrowa Monju (Wikipedia Commons).

A zła wiadomość? To nie jedyny przypadek zainfekowania złośliwym oprogramowaniem komputerów w japońskiej energetyce jądrowej. Wyszło bowiem na jaw, że aż trzy komputery w głównej siedzibie Japońskiej Agencji Energii Atomowej również zostały zarażone, prawdopodobnie na skutek otworzenia załączników w specjalnie przygotowanych mailach. Być może zatem o japońskich elektrowniach jądrowych usłyszymy jeszcze w tym roku nie raz…

0
Źródło: zdnet.com
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.