Latająca elektrownia wiatrowa

Urządzenie o nazwie Buoyant Wind Turbine (BAT) opracowane zostało przez amerykańską firmę Altaeros Energies. Jedną z jego zalet, w porównaniu do zwykłych turbin wiatrowych, może być znacznie większa odległość od ziemi (wyliczone optimum to ok. 300 metrów), a co za tym idzie – łatwiejszy dostęp do silnych ruchów powietrza.

Ale to nie koniec. Projektanci urządzenia zachwalają je jako świetne źródło energii wszędzie tam, gdzie tradycyjna sieć elektryczna napotyka problemy techniczne. Dlatego testują BAT-a na Alasce. Równocześnie podpowiadają jednak, że tego typu elektrownia może być świetnym rozwiązaniem tymczasowym na terenach objętych klęską żywiołową, na przykład trzęsieniem ziemi. Zanim dojdzie do odbudowania pełnej infrastruktury kilka takich podniebnych „baranków” z powodzeniem pełnić może rolę źródeł energii elektrycznej.

Balon unoszący turbinę wypełniony jest łatwopalnym helem, jednak po pierwsze wszystkie powłoki wykonane są z bardzo odpornego materiału, a po drugie – nie ma ryzyka zagrożenia ludzkiego zdrowia lub życia. Sama turbina wyposażona jest w śmigło o trzech specjalnie zaprojektowanych łopatach, działających nie tylko efektywnie, ale i cicho. Całość – według zapewnień projektantów – jest wyjątkowo prosta w obsłudze. Możliwe jest również „doposażenie” elektrowni w dodatkowe funkcje, np. badań atmosferycznych.

W tym momencie projekt jest już w fazie testów praktycznych, zaś Altaeros Energies informuje o ogromnym zainteresowaniu, z jakim się on spotyka. Data wprowadzenia urządzenia do masowej produkcji nie jest jeszcze znana, ale jest to zapewne kwestia najbliższych kilkunastu miesięcy.

PS Na wszelki wypadek, bo mamy dziś 1 kwietnia – to nie jest materiał primaaprilisowy.