Start-up mix

Trudno nie zauważyć, że nowych, rzekomo rewolucyjnych start-upów przybywa z każdym dniem. Jak sprawić, aby to właśnie nam udało się wybić? Czy połączenie kilku pomysłów uchroni nas przed uderzeniem w ścianę?

Stereotypowy informatyk czy błyskotliwy przedsiębiorca?

Poznajcie Richarda Hendricksa. Główny bohater nowego serialu Mike’a Judge’a,

Doliny krzemowej

(premiera miała miejsce 28 kwietnia na HBO) może nauczyć was niejednego o prowadzeniu start-upu. Albo przynajmniej o tym, jak tego nie robić. Ten informatyczny geniusz, mieszkający w samym sercu świata nowych technologii, szuka swojego sposobu na wybicie się. Przy okazji rozwijania portalu muzycznego „Pied Piper” wpada na rewolucyjny algorytm umożliwiający bezstratną kompresję, tym samym zwracając na siebie uwagę wielkich korporacji i miejscowych miliarderów. Od tamtej pory jednak zaczyna przekonywać się, że programowanie to niełatwa rzecz, w każdym razie kiedy ma się niewielkie pojęcie o biznesie i wątpliwe umiejętności interpersonalne. Nie ma pojęcia o negocjacjach, nie jest dobrym mówcą, niewiele wie o marketingu. Pewnie pomylilibyście go raczej z osiedlowym informatykiem niż wielkim biznesmenem, który potrafi opracować spójny plan działania.

Czy wszyscy twórcy start-upów wpadają w te same pułapki?

Czy wszyscy twórcy start-upów cierpią na podobne nieprzystosowanie do świata wielkich finansów? To na pewno częsty przypadek. Jak zauważa Duc Vu Hoang, twórca MyBaze, czyli platformy skupiającej polskich projektantów: „Pomysł i pierwsze wdrożenie to jedno, a drugie to sprzedaż na masową skalę. I tutaj biznesy internetowe często się wykładają, złudne mogą być opinie pierwszych klientów, bo ci zazwyczaj są tzw. early-adopters, ludźmi którzy interesują się nowa technologią lub po prostu są w stanie podjąć „ryzyko” skorzystania z najnowszych usług. Przejście do sprzedaży dla przeciętnego Kowalskiego może być trudniejsze (late-adopters). Niepodważalny jest jednak fakt, że internet umożliwia początkującym przedsiębiorstwom dotarcie do ogromnej liczby klientów nawet poza granicami danego kraju, koszty skalowania na międzynarodowy rynek są więc o wiele mniejsze niż w tradycyjnych biznesach”.

Ale jak widać, nieporadność jednych to szansa dla drugich. Wielu twórców start-upów wydaje się twardo stąpać po ziemi i doskonale radzić sobie z rozwijaniem swojego interesu. Nie chodzi tu tylko o przedsiębiorców zagranicznych, ale także tych z naszego podwórka. Być może, w przeciwieństwie do bohaterów

Doliny krzemowej

, nie mają okazji chodzić na wielkie przyjęcia i próbować krewetek w płynie, potrafią za to doskonale określić swój cel i znają własne ograniczenia.

Innowacja to podstawa

Weźmy choćby twórcę serwisu nieco podobnego do tego stworzonego przez Richarda Hendricksa, czyli Borysa Musielaka, który wraz z Adamem Zielińskim wymyślił Filmaster. Już u progu działania serwisu zdawał sobie sprawę, że zwykły filmowy portal społecznościowy to za mało, aby znaleźć swoje miejsce na rynku: „Konkurowanie z IMDB jest z góry skazane na porażkę. Nam chodzi o to, żeby stworzyć coś zupełnie nowego, innowacyjnego, z potencjałem na stanie się światowym hitem na miarę gier firmy Zynga czy serwisów takich, jak Foursquare czy GetGlue. Celujemy bardzo wysoko”.

Dlatego do pierwszej wersji serwisu został dodany silnik rekomendacji, który bierze pod uwagę szczegółowe oceny filmów. Obecnie Filmaster uległ jednak znacznie większej przemianie – zajmuje się personalizacją i analityką danych dla telewizji, serwisów VOD oraz dużych sieci kin. W odpowiedzi na potrzebę rynku Borys Musielak i jego współpracownicy wykorzystali więc wypracowane wcześniej rozwiązania technologiczne. Kilkukrotnie udało im się też zdobyć zewnętrzne finansowanie (m.in. dzięki brytyjskim aniołom biznesu i funduszowi venture capital Hardgamma).

Jak widać, w tym wypadku zboczenie z początkowo obranej drogi oznaczało otwartość na rozwój. Borys Musielak wykazał się nią w każdej sferze swojej działalności biznesowej, dzięki czemu Filmaster tak dobrze odnalazł się na rynku.

Nie można uniknąć ryzyka

Bierzmy pod uwagę, że żyjemy w czasach szalonego rozwoju technologicznego, za którego kręgosłup można uznać właśnie start-upy. Dziś to od nich wychodzą najbardziej spektakularne przemiany i od nich wymaga się największej kreatywności. Rzadko kiedy jeden pomysł czy metoda działania jest w stanie zaspokoić takie oczekiwania, dlatego oba te aspekty powinny podlegać redefinicji, a ich autorzy muszą wykazywać się otwartością na ich zaskakujące połączenia i wykorzystania. Jak pisze Grzegorz Marczak, twórca antyweb.pl: „Najwyższy czas wyskoczyć z samolotu i zacząć kruszyć beton. To misja dla start-upów”.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.