Tablety powoli się kończą

Jeszcze niedawno tablety wydawały się objawieniem świata elektroniki. Nową kategorią urządzeń, które sprzedawały się jak świeże bułeczki, choć w zasadzie nie wiadomo było do końca, dlaczego.

No dobra. Istnieje takie proste hasło, które tłumaczy, dlaczego produkty, które (przynajmniej częściowo) nie są specjalnie praktyczne i przydatne, sprzedają się genialnie – moda. Ale moda ma to do siebie, że mija, zwłaszcza kiedy użytkownicy zaczynają częściej używać zdrowego rozsądku.

O tym, że sprzedaż tabletów spada, informowaliśmy już pod koniec maja. Wtedy były to dane dotyczące porównania pierwszego kwartału roku 2014 i roku 2013. Tym razem możemy przyjrzeć się kilku prognozom obejmującym już obecnie cały rok 2014. Według agencji NPD DisplaySearch w tym roku do dystrybucji (co nie jest do końca równoważne ze sprzedażą) na całym świecie trafią 254 miliony tabletów, co oznacza wzrost w stosunku do ubiegłego roku o 2 procent. Nadal jest to więc wzrost, choć w porównaniu do dokonanego w 2013 roku skoku o 14 procent, znacznie mniej imponujący. Podobnie wyglądają dane IDC, szacujące liczbę tabletów na 230 milionów sztuk, z 6,5-procentowym wzrostem (w zeszłym roku 12,1-procentowy). Natomiast WitsView szacuje globalną dystrybucję tabletów w tym roku na niecałe 200 milionów sztuk, z wyraźnym spadkiem w roku 2015.

Czym spowodowane jest to wyhamowanie wzrostu sprzedaży tabletów, a następnie – czego możemy oczekiwać w roku 2015 – jej spadek. Przede wszystkim wyraźnie kurczy się nisza rynkowa, w której pozycjonowane są tablety – i to kurczy z dwóch kierunków równocześnie. Od strony mniejszych tabletów rynek przejmowany jest przez coraz większe smartfony i phablety i wielu użytkowników (sam się do takich zaliczam) dochodzi po prostu do wniosku, że zamiast smartfona i tabletu wygodniej jest używać tylko jednego urządzenia. W efekcie najmniejsze tablety z ekranem o przekątnej 7-cali, które stanowiły niegdyś 70 procent sprzedaży wszystkich urządzeń tego typu, spadły obecnie do mniej niż 60 procent, a trend cały czas się nasila.

Ucieczka w górę, czyli większa podaż tabletów z większymi ekranami, też napotyka jednak przeszkodę w postaci coraz większej popularności tanich notebooków i urządzeń hybrydowych. Właśnie to określam mianem „zdrowego rozsądku” użytkowników, którzy zdali sobie sprawę, że klawiatura – mimo ekranu dotykowego – to jednak przydatna rzecz. Już w tym roku rozpoczęły się spore obniżki notebooków z Windows, spowodowane trochę wojną cenową z Chromebookami, ale jej apogeum możemy spodziewać się właśnie w roku 2015. Ważni producenci, tacy jak HP, Acer, Asus czy Toshiba planują w przyszłym roku wypuszczenie notebooków w cenie 200-250 dolarów, pracujących pod kontrolą systemu Windows (w domyśle: z cyferką 10 na końcu). Różnica między takimi notebookami (często z dotykowym ekranem) a większymi tabletami to tylko kwestia dołożenia niezbyt kosztownej klawiatury, więc ciężko tabletom walczyć jakąś wyraźnie niższą ceną.

Czy tablety pozostaną, czy też podzielą los niezwykle popularnych kiedyś netbooków? Moim zdaniem w dużej mierze zostaną zastąpione przez notebooki, a zwłaszcza urządzenia hybrydowe, czyli tablety z dołączaną klawiaturą. Ale nie sądzę, by tablety znikły kompletnie, ponieważ istnieje wiele różnych zastosowań, przy których sprawdzają się po prostu najlepiej.

0
Źródło: digitimes.com
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.