Street Photo i ludzie

Street Photo to bardzo popularny ostatnio gatunek fotografii, choć nie jest to bynajmniej gatunek nowy. Radzimy, jak fotografować i czego się wystrzegać podczas wykonywania zdjęć w mieście, na ulicy.

Podczas ostatniego Fotospaceru, jaki zorganizowaliśmy wspólnie z firmą Panasonic po starej warszawskiej Pradze, w naszą stronę poleciały nie tylko wyzwiska, ale także kamienie i butelki. Było naprawdę ostro, momentami bardzo gorąco, a paru uczestników spaceru rzeczywiście ucierpiało.

Na naszych Fotospacerach pojawiają się też zwykle niespodziewane niespodzianki. Tym razem był to piękny pokaz tańca nowoczestnego w wykonaniu artystów Teatru Tańca Test. Robił wrażenie, zwłaszcza w połączeniu z miejscem, w którym się odbywał!

Na naszych Fotospacerach pojawiają się też zwykle niespodziewane niespodzianki. Tym razem był to piękny pokaz tańca nowoczesnego w wykonaniu artystów Teatru Tańca Test. Robił wrażenie, zwłaszcza w połączeniu z miejscem, w którym się odbywał!

Więc jak to jest z tym fotografowaniem ludzi, których spotykamy na miejskich ulicach, placach i podwórkach? Na czym polega to słynne street photo i jakie niesie ze sobą wartości i… zagrożenia?

Najpiękniejszy temat na świecie

Ze mnie to w sumie chyba dość prosty człowiek i prosty fotograf. Od lat najpiękniejszym tematem fotograficznym są dla mnie ludzie – i nie wygląda na to, by miało się to kiedyś zmienić. Zawsze cieszy mnie praca w studio z modelkami, kiedy mam pełną kontrolę zarówno nad oświetleniem, jak i ustawieniem, wyglądem osoby uwiecznianej na fotografii. Ale… najpiękniejszy jest człowiek umiejscowiony po prostu w życiu, w jakimś naturalnym otoczeniu i w czysto ludzkiej sytuacji. Nawet niekoniecznie dramatycznej – to naprawdę nie musi być zdjęcie protestujących wykonane podczas zamieszek z policją albo matki na pogrzebie żołnierza, który wrócił z Afganistanu w drewnianej skrzyni.

Piękno ludzi, jakie staram się uwieczniać na fotografiach, objawia się często bardzo zwyczajnie. Bawiące się dzieci, rozmyta sylwetka śpieszącego się gdzieś przechodnia, siedzący na murku panowie spożywający alkohol czy staruszka wyglądająca przez okno. To wszystko wspaniałe tematy do fotografii, którą ja uważam za prawdziwe street photo. Choć nie jestem w tym przypadku do końca obiektywny. Czemu?

Ulica to tylko tło

Jak sama nazwa wskazuje, wyróżnikiem street photo nie jest wcale obecność ludzi na zdjęciu. Jest nim obecność ulicy, albo też szerzej – miasta. Problem w tym, że miasto to także fotografia architektury, miasto to krajobrazy i pejzaże, miasto to ładne widoczki, pocztówki, reportaż, zdjęcia dokumentacyjne i wiele, wiele innych gatunków fotografii. Więc aby odróżnić od tego wszystkiego zdjęcia „streetowe”, ja dodaję właśnie człowieka.

Przykład street photo bez ludzi, ale z „czynnikiem ludzkim”. Jedno z praskich podwórek.

Co ciekawe, to nie musi być człowiek obecny na fotografii. Przewrócony rower z ukradzionymi kołami, stłuczona butelka z rozlewającym się po chodniku mlekiem czy graffiti wymalowane na obdrapanej ścianie to także zdjęcia, na których w jakiś sposób są ludzie. I które również jak najbardziej się do street photo zaliczają. To zresztą bardzo subtelna kwestia, bo dochodzi tu jeszcze jeden element – to, w jaki sposób coś zostało przez nas sfotografowane.

Trudniej to wytłumaczyć, a łatwiej pokazać – każdy z nas intuicyjnie odróżni zdjęcie streetowe od dokumentacyjnego, nawet jeśli na jednym i drugim uwieczniona zostanie ta sama sytuacja, ta sama sceneria i ci sami ludzie. I w tym miejscu wracamy powoli na nasz Fotospacer po Starej Pradze.

Niewidzialność fotografa – szkoła pierwsza

Zostawmy na razie na boku kwestie prawne i zajmijmy się samym fotografowaniem: jak wykonać zdjęcia typu street photo, na których będą ludzie i będzie poruszające swym autentyzmem życie? Cóż, na to pytanie nie ma niestety jednoznacznej odpowiedzi – jest ich kilka i każda jest równie dobra.

Pierwsza, łatwiejsza (co nie znaczy, że łatwa!) szkoła uczy, że powinniśmy fotografować w sposób maksymalnie dyskretny. Ideałem jest sytuacja, w której osoby fotografowanie nie wiedzą o tym, że właśnie wykonujemy im zdjęcie. Są wtedy najbardziej autentyczne, nie krępują się, zachowują się naturalnie. I jest to sposób, który generalnie polecam, ale z dwoma wyraźnymi zastrzeżeniami.

Zastrzeżenie natury moralnej – ten sposób fotografowania bardzo bliski jest już podglądaniu, włażeniu w czyjeś życie bez wiedzy osoby fotografowanej. Jedyne, co może nas usprawiedliwiać, to… nasze zdjęcia i to, co z nimi zrobimy. Jeśli wybierzemy kadry, na których fotografowana osoba wygląda wyjątkowo niekorzystnie – śmiesznie, głupio, po prostu źle – to niewiele nas już będzie różniło od paparazzich zakradających się do sypialni jakiejś gwiazdy, by uwiecznić ją bez makijażu (czy ubrania). Jedynym usprawiedliwieniem takiego fotograficznego ukrywania się może być – oczywiście to moje subiektywne zdanie – wyłącznie chęć pokazania piękna osoby fotografowanej. Piękna, oryginalności, jakiejś prawdy o danej osobie – ale nie jej poniżanie!

Jeśli ktoś nie będzie się tym przejmował, to dochodzi jeszcze drugie zastrzeżenie, natury prawnej. Jeśli sfotografujemy kogoś bez jego wiedzy i w jakiś sposób upublicznimy to zdjęcie, to – mówiąc krótko i dosadnie – mamy przerąbane. Oczywiście ktoś może się o tym po prostu nie dowiedzieć lub też dowie się, ale nie zareaguje – i tak jest w większości przypadków. Ale to mimo wszystko od strony prawnej to gra w rosyjską ruletkę, z tym że może na jedną komorę z nabojem w bębenku jest jeszcze sto albo i więcej komór pustych.

Niewidzialność fotografa – szkoła druga

Druga szkoła dyskretnego, „niewidzialnego” fotografowania jest jeszcze trudniejsza, ale zdecydowanie bardziej komfortowa. I to komfortowa zarówno dla fotografa, jak i dla osoby, która jest uwieczniana na zdjęciach.

Główna różnica polega na tym, że w tym przypadku nie ukrywamy tego, że wykonujemy komuś zdjęcia. Największa trudność i największy sekret polega tu na uzyskaniu akceptacji osoby lub osób fotografowanych. Akceptacji posuniętej do tego stopnia, że przestają one w ogóle zwracać uwagę na fotografa!

Można to osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy jest niestety czasochłonny i nie ma szans, by można go było zastosować na jednorazowej wycieczce z aparatem czy – w naszym przypadku – Fotospacerze. Polega on na przyzwyczajeniu osób fotografowanych do swojej obecności. Przyzwyczajeniu, które zajmuje tygodnie, czasem nawet miesiące wspólnego przebywania, bycia w pobliżu. Ten sposób nadal stosują fotografowie z dobrych agencji fotograficznych i nie znam przypadku, by nie zaowocował on powstaniem jakiegoś rewelacyjnego fotoreportażu. Ale mało kogo stać, by poświęcić tak dużo czasu na jeden temat.


Na początku Fotospaceru, tuż przed wykonaniem zdjęcia grupowego aparatem Panasonica (GM1) sterowanym z poziomu smartfona.

Drugi sposób to wzbudzenie sympatii. W tym przypadku liczy się nasz wygląd zewnętrzny (jak ktoś jest wysokim facetem z bródką, to ma trudniej), ale przede wszystkim zachowanie – nieśmiały uśmiech, nawiązanie kontaktu wzrokowego. To bardzo dużo daje! Niezłą odmianą takiego zachowania jest także udawanie turysty, który dużo „pstryka” na wszystkie strony i zupełnie przypadkiem, tylko na chwilę skierował obiektyw w stronę jakichś osób. Jedyny problem polega wtedy na tym, że nie możemy wykonać komuś całej sesji zdjęciowej, musimy streścić się w kilku zdjęciach. Przy czym najcenniejsze są zwykle te pierwsze lub ostatnie, kiedy fotografowane osoby jeszcze lub już zachowują się autentycznie i nie zwracają na nas specjalnie uwagi.

Dodatkową zaletą takiego fotografowania jest słabe, ale mimo wszystko realne zabezpieczenie prawne. Jeśli ktoś jest przez nas fotografowany i wśród naszych zdjęć mamy ujęcie, na którym patrzy się wprost na aparat i nie okazuje, że mu on przeszkadza (a może nawet odwzajemnia nasz uśmiech!), to istnieje domniemanie, że wyraził zgodę na fotografowanie. Polskie prawo (o tym jeszcze za chwilę) nie jest zbyt precyzyjne pod tym względem, ale na pewno jest to sytuacja wielokrotnie bezpieczniejsza dla fotografa, niż zdjęcie wykonane zupełnie z ukrycia.

Specyficzną odmianą tego typu sytuacji jest zapłacenie komuś za możliwość wykonania zdjęcia. Najczęściej spotykamy się z nią podczas zagranicznych wojaży, nie tylko w krajach trzeciego świata, ale również chociażby w Stanach Zjednoczonych albo w Polsce, w miejscach najbardziej „turystycznych”. Moja rada jest w tym przypadku prosta – zdecydowanie warto mieć w kieszeni kilka groszy i wręczyć je naszemu modelowi. Po wykonaniu kilku sztucznie wyglądających portretów znudzi się nami, ale nie będzie nam przeszkadzał – i w tedy można wykonać naprawdę ciekawe ujęcia! Na dodatek od strony prawnej sytuacja jest w tym przypadku bardzo klarowna – zapłaciliśmy, otrzymaliśmy zatem zgodę na publikację. Naturalnie jest to zgoda dość ogólna, ale jest.

A jak to było z tymi kamieniami podczas naszego Fotospaceru z firmą Panasonic? Oczywiście można część winy zrzucić na złą sławę niektórych praskich ulic (spacerowaliśmy w okolicach bazaru Różyckiego), ale bynajmniej nie chcę tu powielać pewnych stereotypów. W znacznym stopniu wina leżała po naszej stronie – zachowanie niektórych uczestników Fotospaceru było moim zdaniem absolutnie niedopuszczalne. Niestety, zobaczyłem to dopiero później, na zdjęciach przysłanych nam na konkurs na najlepsze zdjęcie z tego Fotospaceru. Kilka osób przysłało wykonane z bliska fotografie, na których widać było mieszkańców praskich podwórek zasłaniających twarze, odwracających głowy, chowających się pod kapturami. To były jednoznaczne sygnały, że nie życzą sobie być fotografowani – i właśnie tak powinniśmy się w takiej sytuacji zachować! To nie była wycieczka po ZOO, wkraczaliśmy w czyjś świat, w czyjeś życie i powinniśmy zachować maksymalną dyskrecję i kulturę. Mówiąc szczerze, sam bym się w takiej sytuacji zdenerwował, choć kamieniami bym pewnie nie zaczął rzucać. Ale „mięsem”? Być może…

Sprzęt do street photo

Niezależnie od tego, którą szkołę dyskretnego fotografowania wybierzemy, sprawdza się prosta zasada – im mniejszy aparat, tym lepiej. Najgorsze, co można zrobić, to założyć do potężnej lustrzanki duży obiektyw przypominający rozmiarami przenośną broń przeciwczołgową i wyjść z tym na ulicę. Na szczęście aparaty firmy Panasonic, jakie mieliśmy na IX Fotospacerze, genialnie sprawdzają się przy street photo. Większość z modeli, jakie mieliśmy ze sobą, stanowiły bezlusterkowce – maleńki GM1, nieco większe GX7 i GF6. Łączy je jedno – są małe i nie wyglądają zbyt poważnie, za to pod względem możliwości i jakości obrazu dorównują dużym, zaawansowanym lustrzankom. A jeśli chodzi o szybkość ustawiania ostrości często wręcz z nimi wygrywają!

Panasonic GM1 to świetny aparat do street photo. Jest tak mały, że wiele kompaktów jest od niego większych. Lecz równocześnie ma możliwość wymiany obiektywów, dużą matrycę i równie duże możliwości fotograficzne.

Z biodra, z brzucha, z aparatem przyłożonym do oka lub wyciągniętym przed siebie
– każdy sposób jest dobry;-)

Bardzo przydatną cechą większości aparatów Panasonica, która genialnie sprawdza się przy „streetach”, jest możliwość odchylenia tylnego ekranu. Dzięki temu możemy nadal precyzyjnie kadrować zdjęcia, fotografując „z biodra”, bez podnoszenia aparatu lub przykładania aparatu do oka. Nikomu nie muszę tłumaczyć, że oba te ruchy zwracają uwagę na fotografa i płoszą osoby, którym chcemy wykonać zdjęcie. Z odchylanym ekranem możemy trzymać aparat jedną ręką, gdzieś na wysokości pasa i „od niechcenia” robić jedno zdjęcie za drugim. Jeśli włączymy do tego tryb cichy (spotykany w większości modeli firmy Panasonic), to szanse na to, że nikt nie zwróci na nas uwagi, są ogromne.

Ale nawet jeśli zdecydujemy się nawiązać kontakt wzrokowy z „modelami” przed wykonaniem im zdjęcia, to mały, dyskretny aparat robi zupełnie inne wrażenie, niż trzymana tuż przy oku „armata”. Bezlusterkowcom i zdjęciom typu street photo bardzo ze sobą po drodze.

Litera prawa na ulicy

Zacznijmy od sytuacji zdjęciowej, w której jesteśmy – z prawnego punktu widzenia – najbezpieczniejsi. To te sytuacje, w których osoby uwiecznione na zdjęciach (w miejscu publicznym) nie stanowią ich dominującego, głównego motywu, lecz są jedynie jakimś szczegółem, elementem tła. W tej sytuacji nie musimy nikogo pytać o zgodę na publikację. Problem polega co najwyżej na tym, że w wielu sytuacjach możemy mieć do czynienia z sytuacjami granicznymi, przy których można zastanawiać się, czy jakaś osoba jest jeszcze tylko „szczegółem”, czy już głównym bohaterem fotografii. Uwaga! Nie ma znaczenia powierzchnia zdjęcia zajmowana przez daną osobę lub też liczba osób na fotografii – może być tak, że złapiemy w kadrze grupę kilkudziesięciu osób, ale sfotografujemy je w taki sposób, że zgoda na publikację będzie mimo wszystko potrzebna. Od każdej z nich…


Żadna z osób obecnych na tym zdjęciu nie jest sfotografowana na wprost, można też zastanawiać się, czy stanowią one główny motyw fotografii. Tego typu zabiegi warto stosować przy street photo.

No właśnie, inną w pełni bezpieczną sytuacją jest uzyskanie zgody fotografowanej osoby na publikację zdjęcia – najlepiej na piśmie i z wyszczególnieniem sposobów publikacji (np. również do zastosowań komercyjnych). W praktyce zbieranie takich zgód przy zdjęciach typu street photo jest jednak oczywiście niezwykle trudne i mało kto takie rzeczy robi.

Co nam zatem pozostaje? Ryzyko. Najmniejsze wtedy, gdy – tak jak już pisałem – uzyskamy co najmniej niemą zgodę osoby fotografowanej, wyrażoną chociażby tym, że widzi ona nasze działanie i nie wyraża protestu. Warto też pamiętać o tym, że w dzisiejszych, zafejsbukowanych czasach ludzie są bardziej przyzwyczajeni do tego, że kto inny publikuje ich wizerunek w internecie. Oczywiście z prawnego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia, ale w praktyce – o ile nasze zdjęcie nikogo nie ośmiesza albo nie poniża – ryzyko jest minimalne.

Street photo? Raczej nie, choć tego typu zdjęć powstaje na naszych Fotospacerach najwięcej.
Moim zdaniem to architektura, choć „z nutką” streeta.

A co w sytuacji, w której z jakiegoś względu nasze zdjęcie przedstawia kogoś w niezbyt korzystnej sytuacji? Na przykład zwykłe sfotografowanie kogoś na obdrapanym, zapuszczonym praskim podwórku już w jakiś sposób – poprzez kontekst – może być odebrane jako niekorzystne. Dobrą zasadą przy wykonywaniu zdjęć typu street photo jest przedstawianie na nich ludzi w sposób „nierozpoznawalny”. Klasycznym przykładem takiej fotografii jest ulica, na której wszystkie elementy są odwzorowane jako ostre, ale postacie przechodniów są nieco rozmyte. Wystarczy zastosować statyw i nieco dłuższy czas naświetlania. Zwykle wystarcza nawet 1/15 sekundy, więc takie zdjęcia można wykonywać nawet „z ręki”, zwłaszcza przy zastosowaniu stabilizacji. Ale sposobów na nierozpoznawalność bohaterów zdjęcia jest oczywiście więcej – dobór kadru, sfotografowanie kogoś z boku lub od tyłu, fotografowanie przez szybę, fotografowanie przy małej głębi ostrości (z ostrością ustawioną w innej płaszczyźnie). Śmiem twierdzić, że w większości przypadków takie zdjęcia nawet na tym zyskują – są trochę tajemnicze i bardziej uniwersalne w odbiorze.

Zamiast podsumowania

Wystarczy tego czytania;-) Najlepszą szkołą street photo jest wzięcie aparatu wyjście z nim na ulicę, więc do tego was bardzo zachęcam, niezależnie od pory roku i pogody (zła pogoda jest świetna do streeta!). Zdjęcia uczestników naszego Fotospaceru z firmą Panasonic możecie obejrzeć między innymi w tej galeri i, zaś nasze zdjęcia dokumentujące Fotospacer dostępne są tutaj.

Jeśli chcecie wybrać się z nami na kolejne spacery z aparatem w dłoni (nie tylko po Warszawie), najlepiej zacząć śledzić nasz profil na portalu Facebook: www.facebook.com/fotospacerypl

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.