Od naczelnego – 2015/01

Konstanty Młynarczyk,

Konstanty Młynarczyk,
redaktor naczelny

Mam podłączony do Internetu telewizor z systemem Smart TV, pozwalający oglądać filmy z Youtube’a lub z podpiętego do USB zewnętrznego dysku twardego albo serwera NAS. Przy telewizorze stoi malutki, pasywnie chłodzony komputer pełniący rolę HTPC, czyli domowego centrum multimediów, z którego mogę na telewizorze puścić filmy z Youtube’a, dysku twardego i dysku NAS. W ręku trzymam smartfon, którego ekran mogę dwoma kliknięciami wyświetlić na ekranie TV, żeby oglądać film z Youtube’a, pamięci czy NAS-a, a obok, na stoliku leży tablet, który… No dobrze, wystarczy. Zapewne wiecie już, o czym chcę napisać: mamy dookoła siebie coraz więcej urządzeń, które robią to samo. Bardzo duże telefony i bardzo małe tablety. Dzwoniące smartwatche, tablety z funkcją rozmów, smartfony.

Komputer służy do gier, tablet zamienimy w konsolę, konsola staje się telewizorem, a smartfon po zadokowaniu całkiem sprytnie udaje komputer. Dotykowe notebooki z odwracanym ekranem i tablety z klawiaturami. E-book readery z Androidem, aplikacjami i przeglądarką WWW i tablety do czytania. Powiecie, że marudzę. Powiecie, że to żaden problem, że mamy wybór i każdy może używać takiego rozwiązania, jakie mu najbardziej pasuje. I oczywiście, będziecie mieli rację. Przynajmniej częściowo.

Bo tak naprawdę nie przeszkadza mi fakt, że mogę to samo zadanie wykonać za pomocą wielu narzędzi – przeszkadza mi, że narzędzia te zaczynają tracić swoją specjalizację i usiłują być uniwersalne. I to, moim zdaniem, źle. Bo jak sami doskonale wiecie, jeśli jakiekolwiek urządzenie zaczyna być „do wszystkiego”, staje się powoli urządzeniem, które niczego nie robi dobrze.

 

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News