Poradnik: Ile jest warta moja witryna?

Jakimi narzędziami dysponuje internauta, a jakimi właściciel serwisu? Do czego służą analizatory linków? Czym jest SEO i dlaczego jest tak ważny? Postaramy się odpowiedzieć nie tylko na te pytania.

Co i rusz słyszymy o fortunach zgromadzonych przez ludzi, którzy zaczynali od tego samego: mieli pomysł na zaistnienie w Sieci i założyli stronę. Tematyka strony nie ma w tej chwili żadnego znaczenia, może to być cokolwiek. Skupimy się na tym, w jaki sposób możemy przynajmniej szacować, ile warta jest dana strona – niekoniecznie nasza.

Rządzi Google

Pytanie postawione w tytule jest trochę przewrotne, bo przecież nasza strona jest dla nas najcenniejsza. Niestety, twarde reguły gry rynkowej często weryfikują marzenia o fortunie. Jak mierzyć faktyczną wartość strony internetowej? Na wstępie dla wszystkich, którzy oczekują prostej, zbawiennej rady dotyczącej wyceny witryny, mamy niezbyt dobrą wiadomość: nie ma jednego uniwersalnego sposobu. W wielu przypadkach przekonujemy się o prawdziwości powiedzenia: coś jest tyle warte, ile ktoś chce za to zapłacić. Istnieją jednak narzędzia, które bez emocji, korzystając z matematycznych procedur, pomagają oszacować wartość konkretnej domeny i dostępnej w tej domenie treści. W świecie zdominowanym przez Google’a nie powinno nikogo dziwić, że o popularności, oglądalności witryny, a więc także i o jej wartości decyduje to, na ile łatwo publikowane w konkretnym miejscu treści można znaleźć, posługując się wyszukiwarką internetową. Przy czym niemal za synonim terminu „wyszukiwarka internetowa” możemy tu śmiało uznać „Google”. To bowiem absolutnie dominujący gracz na światowym rynku. I według notowań Google’a, czyli pozycji, jaką dana witryna zajmuje w wynikach wyszukiwania, wiele mechanizmów szacuje wartość danej strony. Jak poprawić tę pozycję? Zajmują się tym spece od SEO (Search Engine Optimization).

SEO, czyli co?

Termin „SEO” stosowany bywa często zamiennie ze słowem „pozycjonowanie”, które lepiej wyjaśnia, o co tak naprawdę chodzi. To po prostu zbiór działań, których celem jest jak najwyższe wywindowanie pozycji danej witryny w wynikach wyszukiwania. SEO stanowi jedno z bardziej istotnych działań składających się na marketing danej witryny. Choć teoretycznie SEO dotyczy każdej wyszukiwarki internetowej, w praktyce wszyscy skupiają się głównie na tym, by ich witryna była jak najwyżej pozycjonowana przez Google’a.

Niektóre metody pozycjonowania stron budzą wątpliwości etyczne, np. budowanie olbrzymiej bazy słów kluczowych, używanie słów kluczowych niezgodnych z faktyczną treścią i tematyką witryny, ukrywanie słów kluczowych w postaci, dajmy na to, tekstu w kolorze tła czy przygotowywanie na potrzeby robotów analizujących strony WWW specjalnie spreparowanych wersji stron. Wszystkie wymienione metody mogą wprawdzie poprawić wyniki danej witryny, ale na bardzo krótką metę. Algorytm pozycjonowania stosowany przez Google’a jest pilnie strzeżoną tajemnicą firmy i choć można się domyślać niektórych szczegółów jego działania, to przedstawiciele wyszukiwarkowego giganta zgodnie przyznają, że ich roboty stają się coraz bardziej inteligentne i odporne na nieczyste zagrania webmasterów. Najważniejsza – jednomyślnie twierdzą analitycy Google’a – jest po prostu treść. Jeżeli będzie unikalna i rzetelna, stanie się popularna.

Triki Seo

  • Popraw błędy – dotyczy to zarówno błędów w kodzie strony (np. nadmiarowe znaczniki HTML, brak czytelnych opisów stałych elementów strony itp.), jak i samej treści publikowanej w danej witrynie.
  • Bez przesady z bajerami – animowane elementy nawigacyjne wykonane w technologii Adobe Flash czy w Javie może i wyglądają świetnie, ale mogą utrudniać poprawne wyświetlanie witryny na niektórych platformach sprzętowych. Ponadto warto wiedzieć, że Google „nie lubi” takich dodatków.
  • Alternatywne opisy – każdy element graficzny może mieć alternatywny opis. Wielu o tym nie pamięta i ignoruje ten fakt. To błąd – Google lepiej traktuje witryny, w których optymalnie wykorzystano możliwości HTML-a.
  • Adres ma znaczenie – z pewnością uznasz, że adres www.sklep.pl/towar/produkt/model jest znacznie bardziej zrozumiały niż www.sklep.pl/index.php?p=23e3rqf&id=123321. Google też tak uważa i umieszcza wyżej na liście strony o czytelniejszych adresach.
  • Precyzyjne stosowanie odnośników. Niby proste, a wielu wciąż popełnia błąd. Nie odsyłajmy do słów „tutaj”, „kliknij tu” itp. Zamiast np. zdania „o najnowszym produkcie przeczytaj tutaj” znacznie lepsze będzie „przeczytaj o najnowszym produkcie” albo jeszcze lepiej (bo w mianowniku): „poznaj nasz najnowszy produkt”.
  • Więcej unikalnej treści – lepsze notowania. Nie kopiuj treści z innych stron, dotyczy to nawet fragmentów (np. całych akapitów). Lepiej przygotować własną, autorską treść – jeżeli będzie napisana bez błędów, z pewnością przyniesie korzyści w postaci wyższych pozycji w wyszukiwarce.

Wszystkie powyższe działania poprawią pozycję danej witryny w wyszukiwarce Google. Co ważne – każde z nich jest etyczne, a to z kolei oznacza, że są skuteczne długofalowo i modyfikacje algorytmu Google’a (stale dokonywane) nie powinny mieć wpływu na korzystne efekty zastosowania się do tych porad. Zachęcamy też, byś zapoznał się z poradami publikowanymi bezpośrednio przez Google’a. Wskazówki dla webmasterów znajdziesz na stronie:

https://support.google.com/webmasters/answe-
r/35769?hl=pl

.

Użytkownicy

Oczywistym wskaźnikiem decydującym o wartości danej witryny są wyniki analizy przychodów z reklam. Istnieją jednak w Internecie serwisy, które cieszą się bardzo dużą popularnością, a nie zawierają praktycznie żadnych reklam, nie biorą udziału w kampaniach banerowych, reklamowych sieciach afiliacyjnych itp. Co jest miarą wartości akceptowaną powszechnie w takim przypadku? Jednym ze wskaźników uznawanych przez analityków i osoby wyceniające witryny jest tzw. liczba unikalnych (niekiedy można się spotkać z określeniem „unikatowych”) użytkowników. Czym są owi UU? Termin ten określa, w teorii, liczbę internautów odwiedzających serwis.

W praktyce jednak sumowana jest nie tyle liczba osób, co – najczęściej – liczba unikalnych plików cookie identyfikujących daną maszynę (komputer), której użytkownik odwiedził dany serwis. Mechanizm rozpoznawania użytkownika na podstawie ciasteczek (cookies) też ma wady, bo przecież z tego samego komputera i z tej samej sesji przeglądarki mogą korzystać różne osoby, ale jest to obecnie najpopularniejsza metoda zliczania UU (stosowana m.in. przez Gemius), z tym że nie jedyna. Inną metodą są badania ankietowe – z pewnością wielu internautów spotkało się z wyskakującym w wielu serwisach okienkiem z prośbą o wzięcie udziału w ankiecie.

Unikalni i realni, ale czy wartościowi?

Warto pamiętać, że w analizach dotyczących Internetu istnieje również pojęcie „real users”, czyli „użytkownicy realni”, które nie jest tożsame z „unique users”, czyli unikalnymi użytkownikami. Liczba

real users stanowi wynik analizy statystycznej opartej na informacjach o zliczonych UU (metoda „ciasteczkowa”) oraz informacjach pochodzących z innych źródeł (np. z ankiet). Dopiero łączny rezultat przekłada się na szacowaną liczbę real users.

Wiemy już zatem, co to jest UU i czym się różni od RU. Rodzi się pytanie: ile wart jest jeden użytkownik? Ponownie nie ma jednej ustalonej normy, bo wartość użytkownika również zależy od kilku czynników: prezentowanych treści w danym serwisie, charakteru serwisu itp. Inaczej należy patrzeć na wartość pojedynczego UU odwiedzającego ogólnotematyczny portal, a inaczej na stałych czytelników tematycznego bloga. Ci drudzy, stanowiący zazwyczaj wierną grupę fanów blogera, znacznie bardziej podnoszą wartość serwisu niż okazjonalny czytelnik jakiegoś portalu. Jeżeli natomiast chodzi o treść, to z biznesowego punktu widzenia oczywiste jest, że gdy np. prowadzimy witrynę z płatnymi szkoleniami dla określonej grupy zawodowej, to odwiedzający ją internauci podnoszą wartość strony w większym stopniu niż osoby odwiedzające serwis z bezpłatnymi ogłoszeniami. Wreszcie istotny jest też model biznesowy serwisu – zupełnie inną wartość będą mieli użytkownicy, w przypadku gdy chcemy zarabiać na reklamach, a zupełnie inną, gdy witryna będzie narzędziem sprzedaży towarów bądź usług, za które odwiedzający będą płacić bezpośrednio właścicielowi serwisu. Mimo tak zróżnicowanych parametrów szacowania wartości UU niektórzy próbują to robić i nie jest to wysiłek daremny, bo stanowi często składnik biznesplanu uzasadniającego np. koszty inwestycyjne niezbędne do rozwoju jakiegoś projektu internetowego. W zależności od wymienionych czynników wartość pojedynczego UU waha się od kilku, kilkudziesięciu groszy do nawet kilkunastu złotych.

Linki dobre i złe

Wartość danej witryny rośnie, gdy – jak w życiu – staje się inspiracją dla coraz to większej grupy ludzi. Jak to przełożyć na linki? To proste. Im więcej osób będzie odsyłać swoich czytelników do opublikowanych przez ciebie treści, tym twoja witryna będzie wyżej notowana. Niestety, niektórzy webmasterzy idą na łatwiznę i próbują kupować odsyłacze do swoich stron na wygenerowanych automatycznie „śmieciowych” stronach. To zły, a nawet bardzo zły pomysł. Google prędzej czy później wykryje taki zabieg (raczej nastąpi to prędzej niż później, bo inteligencja robotów Google’a stale się rozwija i mechanizmy skanujące są coraz bardziej odporne na nieetyczne praktyki optymalizacyjne), czego rezultatem będzie całkowite usunięcie danej witryny z wyników wyszukiwania. A to sytuacja, która często oznacza „przedwczesną śmierć” rozwijającego się serwisu. Pojawienie się z powrotem w wynikach wyszukiwania, po wykryciu nieetycznych praktyk, jest bardzo trudne, choć możliwe – oczywiście po usunięciu „złych” optymalizacji z serwisu. To, że coraz skuteczniej działają mechanizmy zdolne odróżnić uczciwe metody pozycjonowania od nieczystych zagrań, jest budujące. Bo oto paradoksalnie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy systematycznie rozwijane roboty analizujące treści publikowane na miliardach stron w Internecie stają się strażnikami rzetelności. Cóż, człowiek bywa naiwny. Robot – nigdy.

Wycena domen Speedtest.pl

Jedna ze stron, na której znajdziemy narzędzie do szacowania wartości konkretnych domen i korzystających z nich witryn internetowych, ma adres: http://www.speedtest.pl/wycena.

Posługiwanie się udostępnionym kalkulatorem wyceny jest banalnie proste. Zadanie użytkownika polega jedynie na wprowadzeniu adresu wycenianej domeny (np. chip.pl) w polu »Adres do wyceny«

i kliknięciu przycisku »Rozpocznij wycenę«. Po krótkiej chwili w oknie przeglądarki zawartość strony zostanie odświeżona i zobaczymy wyniki. Szacowana wartość serwisu (w naszym przypadku sięgająca 1,3 miliona złotych) obliczana jest w oparciu o: liczbę unikalnych użytkowników odwiedzających dany serwis w ciągu jednego dnia, wskaźnik Page Rank, parametr o nazwie Użytkownicy Internetu oraz liczbę linków przychodzących, czyli linków prowadzących do serwisu, którego wartość chcemy poznać.

Do wyników podawanych przez ten mechanizm należy podchodzić z pewną rezerwą. W przypadku dużych serwisów rezultaty są niedoszacowane: np. witryna google.com została wyceniona na ponad

16 mld złotych, a Facebook.com – ponad 14 mld zł. Tymczasem powszechnie znanym faktem jest kapitalizacja Facebooka na znacznie wyższym poziomie, o wartości Google’a już nawet nie wspominając.

Reklama dźwignią handlu, czyli jak działa RTB

Większość użytkowników reklamę w Internecie kojarzy z jednym słowem – „baner”. Tymczasem Sieć to już twór na tyle dojrzały, że możliwe jest korzystanie ze znacznie bardziej wyrafinowanych i efektywnych narzędzi promocyjnych. Jedną z nowocześniejszych form reklamy w Internecie jest technologia Real Time Bidding (RTB). Na czym to polega?

RTB

jest modelem w pełni zautomatyzowanego zakupu powierzchni reklamowej opartego na aukcyjnej wycenie wartości (reklamodawca licytuje, ile jest skłonny wydać na reklamę w danym serwisie), przy czym proces zakupu przebiega w czasie rzeczywistym. W praktyce działa to w następujący sposób:

Internauta odwiedza witrynę internetową, w której jest uruchomiony mechanizm pozyskiwania reklam za pośrednictwem RTB. W momencie rozpoznania nowego pliku cookie system analizuje dostępną powierzchnię reklamową (odsłonę) widzianą (dostępną) przez odwiedzającego i wystawia tę powierzchnię na „aukcję”.

Wysyłane jest zapytanie licytacyjne do wszystkich reklamodawców i jednocześnie obliczana jest stawka za reklamę na podstawie danych odwiedzonej przez internautę witryny. System wybiera najwyższą stawkę w licytacji, ale wygrany reklamodawca nie płaci tyle, ile wylicytował, lecz stawkę o 0,01 euro wyższą od zaproponowanej kwoty, drugiej co do wielkości. Kod emisyjny „wygranej” reklamy przekazywany jest do witryny, w której ostatecznie przekaz reklamowy zostaje wyświetlony użytkownikowi.

WAŻNE:

proces licytacji nie przebiega tak jak na rzeczywistej aukcji – całość jest w pełni zautomatyzowana i od momentu wyświetlenia się witryny na komputerze użytkownika do wyświetlenia reklam, które wygrały licytację, upływa co najwyżej kilkadziesiąt milisekund. W systemie

RTB istotny jest podział uczestników systemu na tzw. stronę popytową (DSP – z ang. Demand Site Platform), stronę podażową (SSP – z ang. Supply Side Platform) oraz hurtownie danych (DMP – ang. Data Management Platform). Znaczenie popytu i podaży jest zrozumiałe, natomiast rola DMP polega na odpowiednim dopasowaniu reklamy do treści i preferencji internauty, czyli tzw. targetowaniu reklamy.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.