Samsung upadnie w ciągu pięciu najbliższych lat

Czy obecna kondycja firmy Samsung umożliwia kreślenie równie czarnych scenariuszy? Trudno powiedzieć. Niewątpliwie ostatnio namnożyło się jednak sporo "kruków", które zwiastują rychły upadek koreańskiego kolosa.

Całkiem niedawno, bo w poprzednim miesiącu, informowaliśmy o słowach aktualnego szefa Motoroli. Jego zdaniem firma Samsung pójdzie niebawem śladami Nokii czy Blackberry, przy czym uzasadnia swoją teorię dosyć zgrabnie.

Tym razem w podobnym tonie wypowiedział się Kirt McMaster, prezes zarządu jednej z ważniejszych firm software’owych z punktu widzenia systemu operacyjnego Android – Cyanogena. W jego opinii mechanizm „wykańczający” Samsunga będzie klasyczny. Tak jak Nokia „przespała” najpierw ekrany dotykowe, a później sukces Androida, tak samo – według McMastera – Samsung również narażony jest na pominięcie kolejnej technologicznej rewolucji. Prezes Cyanogena skromnie uważa za taką rewolucję właśnie wzrastającą popularność otwartego oprogramowania CyanogenMod.

McMaster twierdzi, że już rok 2015 będzie przełomowy, między innymi ze względu na współpracę między Cyanogenem a ważnym producentem procesorów mobilnych – firmą Qualcomm. CyanogenMod ma stać się narzędziem popularnym na całym świecie, nie tylko wśród sympatyków urządzeń firmy OnePlus oraz mobilnych „hakerów”.

Po drugie, tak jak wcześniej prezes Motoroli, szef Cyanogena wróży problemy Samsunga związane ze stopniowym nasyceniem się rynku smartfonów. Ekrany kolejnych generacji telefonów nie mogą być już większe, bo staną się one zupełnie niewygodne w użytkowaniu, zaś od dołu rynek podgryzany jest przez tanie modele z ekranem o przekątnej powyżej 5 cali. W tych warunkach coraz trudniej sprzedawać jest za odpowiednio wysoką cenę produkty klasy premium, podobnej wielkości i z podobnymi ekranami, co tanie konstrukcje chińskich producentów.

NASZYM ZDANIEM
Cóż… śmiem wątpić w to krakanie. Po pierwsze dlatego, że Samsung nie sprawia na razie wrażenia firmy, która „przesypiałaby” jakąś rewolucję technologiczną. Raczej sama te rewolucje wprowadza. Po drugie – bo w przeciwieństwie do Nokii czy Blackberry koreański gigant opiera się na znacznie większej liczbie solidnych „nóg”, a nie wyłącznie na dochodach pochodzących ze sprzedaży smartfonów.
Z drugiej strony w tych czarnych scenariuszach może być jednak ziarno prawdy – rynek smartfonów zmienia się bardzo dynamicznie i już obecnie możemy obserwować triumfalny pochód chińskich producentów, depczących po nie wystygłych jeszcze do końca trupach, a przynajmniej mocno chorych japońskich firmach.
Ale czy uda im się zdeptać również Koreańczyków? Cóż… śmiem wątpić…

Zdjęcie mężczyzny na skraju przepaści pochodzi z serwisu Shutterstock.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.