O my biedni kierowcy, wszyscy chcą nas strzyc

Nie smartfon, nie tablet ani nie laptop, ale właśnie samochód jest największym urządzeniem mobilnym początku XXI wieku. Na naszych oczach dzieje się prawdziwa rewolucja technologiczna, ale podąża też za nią... ekonomia.

W tym momencie na świecie walczą o wpływy dwaj producenci systemów do nowoczesnych samochodów: Apple i Google (bo Microsoft, podobnie jak w przypadku systemów mobilnych do smartfonów, znowu zaspał). Ale równocześnie toczy się jeszcze jedna, niezwykle istotna walka – między tymi dwoma gigantami technologicznymi a samymi producentami samochodów. Walka o dane. Dane o nas, kierowcach.

Zarówno Google, oferujące Androida Auto, jak i Apple ze swoim Car Play, chcą otrzymywać o kierowcach samochodów wykorzystujących ich systemy operacyjne jak najwięcej informacji. Oficjalnie po to, by „świadczyć usługi na jak najwyższym poziomie”, ale w grę wchodzi oczywiście mnóstwo cennych danych, które można w dość prosty sposób, jak to się ładnie mówi, zmonetyzować. Informacje pochodzące z wbudowanego modułu GPS, informacje o stanie samochodu, o zwyczajach kierowcy, jego zachowaniu, liczbie osób, która z nim podróżuje, ulubionych trasach, sposobie spędzania wieczorów, weekendów… Takich danych jest mnóstwo, podobnie jak mnóstwo jest firm, które byłyby nimi zainteresowane. Towarzystwa ubezpieczeniowe, sklepy, restauracje, firmy zajmujące się serwisowaniem i naprawą samochodów, biura podróży – to tylko niektóre kategorie podmiotów gospodarczych, które z radością zapłacą za możliwość dostępu do interesujących ich danych o kierowcach.

Tylko… nie do końca wiadomo jeszcze, kto będzie te dane sprzedawał. Sęk w tym, że z wartości tych danych zdają też sobie sprawę sami producenci samochodów. I niektórzy z nich, tacy jak Audi, Ford czy GM, już obecnie mówią wprost, że będą ograniczać do minimum liczbę danych, która udostępniana będzie do takich firm jak Google czy Apple, a co więcej – że będą to dane maksymalnie anonimowe. Dla przykładu, może to być tylko podstawowa informacja GPS o położeniu samochodu (bo bez tego nie będą działały aplikacje do nawigacji, więc inaczej się nie da), ustawieniu wyświetlacza w tryb dzienny lub nocny, włączeniu wstecznego biegu. Nic więcej, przynajmniej takie padają obietnice. Ale mogą to być deklaracje bardzo trudne do spełnienia, ponieważ prędko okaże się, że niektóre funkcje oferowane przez CarPlay czy Android Auto będą wymagały np. zalogowania się użytkownika, chociażby w celu przesyłania muzyki czy dostępu do komunikatorów. Oczywiście i wtedy istnieje rozwiązanie, np. Ford pracuje nad własnym systemem o nazwie Sync 3, zastępującym systemy od Apple czy Google’a i oferującym podobną funkcjonalność.

Do tego wszystkiego powoli, powoli zaczynają się jeszcze pojawiać regulacje rządowe, starające się – raczej dość nieudolnie – chronić prywatność użytkowników samochodów. Nieudolnie, ponieważ producenci oprogramowania stosują w przypadku samochodów ten sam wybieg, który znamy już jako użytkownicy smartfonów – nie robią nic na siłę, ale pytają się kierowców o zgodę. Jak deklaruje rzecznik prasowy Google, Android Auto będzie pytał kierowców o to, czy chcą udostępnić generowane przez system dane firmie Google oraz zewnętrznym producentom różnego typu oprogramowania. Oczywiście mogą oni nie wyrazić na to zgody i… nie korzystać z możliwości, jakie daje to oprogramowanie.

Cóż, owieczki też mogą w końcu decydować – dać się strzyc czy też przestać korzystać w poidełka i nie jeść już roślinności na górskich halach. Pełna wolność.

Zdjęcie ruchu ulicznego pochodzi z serwisu Shutterstock.

Inspirowałem się tekstem agencji Reuters.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.