Od redakcji – 2016/01

Konstanty Młynarczyk,Konstanty Młynarczyk, redaktor naczelny

Na początku października przez Internet niczym błyskawica przemknęła plotka, że Google zamierza zrezygnować z systemu Chrome OS. Zapanowała konsternacja – rynek komputerów to wciąż spore pieniądze, czemu więc oddawać go bez walki konkurentom? Kilka dni później Google oficjalnie zdementował pogłoski, więc właściwie można by uznać sprawę za zamkniętą. Jednak jeśli się zastanowić nad tym głębiej, dochodzi się do wniosku, że to mógłby być całkiem niezły ruch…
Przede wszystkim Chrome OS nie umarłby bez pozostawienia następcy, a całą schedę przekazałby swojemu starszemu bratu, Androidowi. Dlaczego jednak nowszy system miałby zostać zastąpiony starszym? Zacznijmy od obsługi dotykowej. Chrome OS jest do niej przygotowany w takim samym stopniu jak Windows… XP. Jeśli niemal dziesięć lat temu śmieliśmy się z Microsoftu i jego nieporadnych prób wypromowania dotykowych komputerów działających pod kontrolą systemu, w którym każdy element interfejsu był zaprojektowany z myślą o myszce, to jak zareagować na takie same próby podejmowane dziś przez firmę, która miała walny udział w dotykowej rewolucji? Druga rzecz, w której Android bije Chrome’a na głowę, to aplikacje. Tu z kolei Google wybiegł myślami zbyt daleko w przyszłość, przygotowując system, w którym pliki byłyby przechowywane w chmurze, aplikacje uruchamiały się w chmurze, ustawienia osobiste zapisywały w chmurze, a komputer stanowiłby tylko platformę służącą do otworzenia przeglądarki. Niestety, takie rozwiązanie w świecie, w którym Internetu w wielu miejscach nie ma i długo jeszcze nie będzie, a w większości innych parametry dostępu są ledwo zadowalające – okazał się pomysłem zbyt śmiałym. Żeby czuć się podczas pracy z Chrome OS tak jak w trakcie używania Windows albo OS X, trzeba by dysponować przepustowością rzędu 10 Mb/s w obie strony – sami wiecie, że w praktyce taka szybkość jest dostępna niewielkiej części mieszkańców Polski. Google’owi nie udało się też powtórnie wygenerować boomu na aplikacje, który napędził rozwój Androida. Sklep Chrome OS oferuje użytkownikom mizerny wybór appek, z których ogromna większość to tylko skróty do stron WWW. Tymczasem mimo szybkiego postępu w tej dziedzinie programy uruchamiane w przeglądarce wciąż nie są w stanie zapewnić wydajności, wygody i przede wszystkim funkcjonalności takiej, jaka cechuje aplikacje lokalne. Może jednak te plotki zawierają ziarno prawdy? Zobaczymy.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News