Granice? Jakie granice? Przyszłość to współpraca i interoperacyjność

Dell wierzy w otwarte standardy.

Dell to firma, która jest wam znana zapewne przede wszystkim dzięki mniej lub bardziej udanym komputerom PC, jakie sprzedaje na polskim rynku konsumenckim. Jak mniemam, spora część z was zna również Della z zastosowań biznesowych, korporacyjnych i sieciowych. Być może dlatego, że jesteście pracownikami danej firmy, a być może też dlatego, że takimi rozwiązaniami administrujecie. Wszyscy jednak zapewne mamy świadomość, że Dell to potężna firma, mająca w swojej ofercie rozwiązania dla użytkownika końcowego i biznesowego od domowego laptopa aż po narzędzia dla centrów danych. Warto więc posłuchać co jej przedstawiciele mają do powiedzenia. A mieli dużo, zwłaszcza jeżeli chodzi o tą przewidywalną przyszłość. A więc o dwie kategorie urządzeń, które najszybciej zyskują na znaczeniu.

Mowa tu o urządzeniach hybrydowych (notebook + tablet) oraz urządzeniach Internetu rzeczy. Popyt na oba rozwiązania jest olbrzymi, a podaż wciąż rozczarowująca. To właśnie w tym segmencie urządzeń mobilnych czekają nas szczególne zmiany, choć nie do końca nieprzewidywalne. Wiemy już w którym kierunku zmierza rynek, do ustalenia pozostają jednak szczegóły. Istotne szczegóły.

Gościem specjalnym konferencji był prof. Grzegorz Kołodko
Gościem specjalnym konferencji był prof. Grzegorz Kołodko

Internet rzeczy, czyli jak to wszystko ogarnąć

Już teraz świat wypełnia się wszelakiego rodzaju czujnikami. Nasze inteligentne zegarki mówią nam o tym, jak często się poruszamy, nasze buty do biegania wysyłają pod koniec treningu informacje do naszego telefonu celem dalszej przez nas analizy, a firmy… firmy mają nowe, gigantyczne możliwości optymalizacji swoich działań, dzięki możliwości monitorowania zasobów i automatyzacji. A ta może iść bardzo daleko. Czy wiecie, że pewna niemiecka firma zainstalowała czujniki w butach swoich pracowników, by móc lepiej zaprojektować swoją następną fabrykę? Znając przyzwyczajenia swoich pracowników miała możliwość stworzenia projektu, dzięki któremu pracownicy załatwiają swoje służbowe sprawy w sposób zauważalnie wydajniejszy, bez niepotrzebnych spacerów.

To oczywiście rodzi problem związany z ochroną prywatności. Już teraz kamery przemysłowe w wielu krajach przyglądają się dokładnie przechodniom na ulicy. Wiele nawigacji samochodowych wysyła dane na serwery, by następnie je przetworzyć i móc przewidzieć gdzie i kiedy występują największe korki. Obawiam się jednak, że przed tym globalnym śledzeniem nie ma odwrotu. Korzyści dla społeczeństwa są zbyt duże, by je ignorować, ale to oznacza również, że rządy poszczególnych krajów muszą traktować bardzo poważnie stanowienie nowego prawa związanego z prawem do przetwarzania i przechowywania danych. –

Każdy z nas ma przy sobie smartfon. By ten mógł działać jeszcze lepiej pyta się nas o to, czy może zostawić śledzące ciasteczko z tej witryny, czy udostępnić geolokalizację tamtej aplikacji. Pytanie co może nas podglądać bez pytania? Gdzie jest granica między prywatnością, użytecznością a bezpieczeństwem. Wyzwaniem będzie zbudowanie systemów tak, by zapewniały nam korzyści, zarówno jako jednostki jak i społeczeństwa, bez naruszania naszego prawa do prywatności — podkreślił podczas rozmowy ze mną Stewart van Graan, dyrektor wykonawczy działu korporacyjnego Della.

Warto też pamiętać, że czujniki i inne urządzenia IoT to nie tylko flota urządzeń należących do wielkich korporacji czy administracji publicznej. Van Graan podał mi jako przykład jednego z klientów Della, indyjskiego farmera zajmującego się produkcją nabiału. Za pomocą zainstalowanych na krowach czujników GPS mógł przeanalizować czy jakość i ilość mleka ma jakiś związek z miejscem wypasu. –

Promujemy ideę korporacji modularnych. Próg wejścia dla nowych firm technologicznych jest bardzo niski, między innymi dzięki taniej technologii IoT. Najmniejsze firmy stają się gigantami. Spójrz na Ubera, był malutką firmą, która instalowała w samochodach czujniki z GPS, dziś jest międzynarodowym gigantem. Takich Uberów jest i będzie więcej — mówił na rozmowie ze mną Dave Brooke, dyrektor wykonawczy Della, dodając, że istotne jest nie tylko zbieranie danych, ale opracowanie rozwiązań, dzięki którym te mogą być dla nas przydatne, zamiast być nawałem nieczytelnej informacji.

Komputery muszą ze sobą współpracować, niezależnie od systemu czy producenta

Dell oferuje plejadę urządzeń przenośnych, zarówno dla firm, jak i użytkowników indywidualnych. Jego hybrydy dostępne są zarówno z Windows, jak i Ubuntu. Czemu właśnie powinniśmy wybrać Della? Pan Brooke wychwalał konstrukcje swojej firmy pod niebiosa, wskazując na ultrawydajne i ultracienkie laptopy, które na dodatek mają znakomite usługi ubezpieczeniowe i serwisowe. Dell nie jest jednak w tym wyjątkowy, choć wedle mojej wiedzy i doświadczenia znajduje się w grupie liderów.

To, co jednak zwróciło moją szczególną uwagę, to zapewnienia na temat kontynuacji filozofii, którą Dell stosuje od początków swojego istnienia. A chodzi tu o interoperacyjność, a więc stawianie na otwarte standardy tam, gdzie tylko jest to możliwe. Laptopy z Linuxem są tu oczywistym przykładem, choć jak przyznaje Brooke, popyt na nie jest znikomy. Dodaje jednak, że i Windows jest systemem, który spełnia wszelkie dobre praktyki trzymania się standardów i wyżej wspomnianej interoperacyjności, a na dodatek w praktyce jest tańszy w utrzymaniu, szczególnie w środowiskach firmowych.

Nie zamierza jednak inwestować w telefony z Windows, przynajmniej na razie. Ani z Windows, ani z jakimkolwiek innym systemem, właśnie z uwagi na wyżej wspomnianą interoperacyjność. Dell nie widzi platformy, która zapewniałaby użytkownikom i firmom wolność wyboru, przynajmniej na razie. Zapewnia jednak, że jest otwarty na dalsze rozmowy. Już teraz firma ma w swojej ofercie narzędzia dla firm do zarządzania urządzeniami z praktycznie wszystkimi stosowanymi na rynku systemami operacyjnymi.

Zakładając, że cyfrowa rewolucja będzie transparentna tak, jak marzy to się Dellowi (a przynajmniej jak mnie zapewniano) i zawsze będzie nam zapewniać wolność wyboru, to… może nie będzie ona taka zła? Zwłaszcza, że jak dodaje van Graan, by uwiarygodnić swoje deklaracje, „ani jedna firma na świecie nie będzie operowała tylko na jednej platformie, ani jedna nie wybierze wyłącznie Androida, iOS-a czy Windowsa, to niemożliwe”. A to oznacza, że szanowanie standardów i tworzenie nowych nie wynika tylko z ideologii i nie jest gadką PR-ową, by ocieplić swój wizerunek. To, zwłaszcza dla firm IT operujących w środowiskach firmowych, konieczność, bez spełnienia której mogą wylądować na marginesie rynku.