Nasze dane osobowe będą lepiej chronione, ale… nie przed służbami

Temat ten wrócił do agendy Parlamentu po niedawnych zamachach w Brukseli.

„Dyrektywa PNR to słoik dziegciu wobec łyżki miodu, jakim jest długo oczekiwane przyjęcie rozporządzenia o ochronie danych. Chociaż nie jest ono wolne od wad, to jednak wzmocni uprawnienia obywateli przede wszystkim wobec prywatnych podmiotów. Na przykład umożliwi Polakom dochodzenie swoich praw wobec firmy zagranicznej za pośrednictwem polskiego Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Natomiast dyrektywa PNR poważnie ograniczy ich prawo do prywatności wobec organów państwa” – uważa Anna Walkowiak z Fundacji Panoptykon. „Służby uzyskają dostęp do szczegółowych informacji, które zbierają linie lotnicze: kto, kiedy, na jakiej trasie i jak często się przemieszcza, w jaki sposób płaci za bilety czy jakie zamawia posiłki. To ogromne pole do profilowania i dyskryminacji obywateli,” ostrzega.

Na tle rozwiązań proponowanych w dyrektywie PNR dają już o sobie znać niedociągnięcia związane z unijną reformą przepisów dotyczących ochrony danych,

szczególnie brak pomysłu na rozwiązanie problemu szerokiego wykorzystywania danych zbieranych na potrzeby komercyjne przez organy ścigania i służby specjalne

.

„Jeszcze na fali rewelacji Edwarda Snowdena alarmowaliśmy, że ani nowe rozporządzenie, ani nowa dyrektywa w sprawie ochrony danych nie wzmocnią praw obywateli w kontekście masowej inwigilacji, która opiera się m.in. na wykorzystaniu danych przekazywanych przez klientów firmom świadczącym im usługi. Dyrektywa PNR wykorzystuje dokładnie ten mechanizm: w cenie biletu lotniczego już niedługo dostaniemy także profil sporządzony przez służby. Oczywiście tajny,”

wyjaśnia Katarzyna Szymielewicz, prezes Fundacji Panoptykon.

Nowo powołany podmiot będzie gromadził i analizował dane pasażerów za pomocą niejawnych algorytmów i przekazywał je służbom z państw członkowskich. Wiąże się to z poważnym ryzykiem dyskryminacji szczególnie osób pochodzących lub podróżujących z krajów uznawanych za „niebezpieczne”. Pomysłodawcy nie wyjaśnili jednak, w jaki sposób przetwarzanie tego typu danych może pomóc w zapobieganiu kolejnym aktom terroryzmu, szczególnie wobec już działających i o wiele bogatszych baz danych obejmujących migrantów. I chociaż wcześniej wielu europosłów było krytycznych wobec rozwiązań proponowanych w dyrektywie, to jej losy są właściwie przesądzone.

„Zwiększanie nadzoru w reakcji na dramatyczne wydarzenia to sprawdzony i trudny do powstrzymania mechanizm, zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej. Merytoryczne argumenty po prostu ulegają sile emocji,”

komentuje Katarzyna Szymielewicz.

„Decydenci, podobnie jak większość obywateli, wolą nie pamiętać, że nawet za takie pozorne rozwiązania przyjdzie realny rachunek w postaci ograniczenia naszej wolności”

.