Google manipuluje opinią publiczną w USA?

Kojarzycie funkcję autouzupełniania zapytań wpisywanych w wyszukiwarce Google, prawda? Na pewno kojarzycie. Według portalu SourceFed, Google zaczęło manipulować swoimi podpowiedziami w celu przedstawienia Hillary Clinton - jednego z kandydatów na Prezydenta Stanów Zjednoczonych - w nieco lepszym świetle.

Zdaniem SourceFed, Google, za pomocą swojej funkcji autouzupełniania, przedstawia Hillary Clinton w lepszym świetle niż robią to wyszukiwarki Yahoo i Microsoftu (również za pomocą autouzupełniania).

O co chodzi?

Wyobraźcie sobie, że wpisujecie następujące hasło w wyszukiwarkę Google: „Hillary Clinton cri” Wyszukiwarki Yahoo i Microsoftu zasugerują: „Hillary Clinton crime” i czym prędzej wyświetlą nam strony, na których według algorytmów wyszukiwarek hasła Hillary Clinton i zbrodnia (crime) tworzą najbardziej wartościowe dla użytkowników treści.

Co sugeruje wyszukiwarka Google?

Hillary Clinton crime reform, czyli propozycje kandydatki dotyczące reformy kodeksu karnego.

Podobna sytuacja ma miejsce po wpisaniu: Hillary Clinton ind. Konkurencja Google podpowiada użytkownikowi hasło „Hillary Clinton indictment”, czyli oskarżenie Hillary Clinton – z analizy Google Trends wynika, że było to jedno z najpopularniejszych haseł wpisywanych do wyszukiwarki przez internautów przez pierwsze miesiące 2016 roku (oskarżenia dotyczyły wycieku prywatnej korespondencji kandydatki). Google Trends swoje, a wyszukiwarka Google bez zająknięcia się podpowiada zupełnie inne hasła, takie jak: Hillary Clinton Indiana, Hillary Clinton independents i Hillary Clinton India. Słowo oskarżenie nie pojawia się ani razu.

Takie rozbieżności pomiędzy wyszukiwarkami występują tylko w przypadku Hillary Clinton. SourceFed sprawdził pozostałych kandydatów w wyścigu prezydenckim i tam, o dziwo, autouzupełnianie we wszystkich silnikach wyszukiwania wygląda mniej więcej tak samo.

Amerykański rzecznik prasowy firmy Google twierdzi, że firma nie dopuściła się tutaj żadnej manipulacji, a sugestie autouzupełniania dobierane są na podstawie zapytań wysyłanych do wyszukiwarki przez użytkowników.

SourceFed odkrył również, że Eric Schmidt, prezes zarządu Google, wspiera finansowo startup zajmujący się analizą danych, który ściśle współpracuje ze sztabem wyborczym kandydatki. Być może to tylko przypadek, jednak sprawa jest na tyle zastanawiająca, że skupiła na sobie uwagę amerykańskich mediów.

Źródło: MarketWatch
Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.