iPhone 7 ma dość przeciętny aparat – oto dlaczego

Apple naprawdę postarało się, by stworzyć najlepszy aparat, jaki kiedykolwiek pojawił się w iPhone'ach, ale...

Są pewne elementy, które sprawiają, że aparat fotograficzny w smartfonie jest po prostu dobry i trzeba przyznać, że Apple udało się wykorzystać większość z nich w nowych modelach iPhone 7 i iPhone 7 Plus. Ale nie wszystkie.

Niemniej podczas konferencji padła deklaracja, że aparat wbudowany w iPhone 7 to najlepszy aparat, jaki kiedykolwiek znalazł się nie tylko w smartfonach Apple, ale w smartfonach w ogóle. Cóż, to bardzo śmiałe stwierdzenie i pod wieloma względami nieprawdziwe. Ale na pewno aparaty w nowych iPhone 7 i iPhone 7 Plus zasługują na uwagę i dokładne omówienie.

iPhone 7 – aparat

Stabilizacja optyczna

Jest. Słaba, ale jest. Czemu słaba? Bo Apple chwali się, że pozwala uzyskać czas naświetlania 3-krotnie dłuższy od dopuszczalnego w przypadku robienia zdjęć bez stabilizacji. To zaś oznacza skuteczność na poziomie około 1,5 EV.

Współczesne aparaty cyfrowe i nowe obiektywy oferują stabilizację o skuteczności około 4 EV, czasem nawet 5 EV. Innymi słowy, wydłużającą dopuszczalny czas naświetlania nie 3-krotnie, ale nawet… 16-krotnie.

Warto jednak dodać, że stabilizacja działa też podczas nagrywania filmów. To wcale nie jest takie oczywiste, bywa, że stabilizacja działa tylko podczas fotografowania. Na szczęście w przypadku iPhone 7 tak nie jest.

Jasność obiektywu

Obiektyw w iPhone 7 ma otwór przysłony o wartości f/1,8, co według Apple przekłada się na dopuszczenie w tym samym czasie naświetlania o 50% więcej światła. Nie padła wprawdzie informacja, do czego odnosi się to stwierdzenie, ale można się domyślać, że punktem odniesienia jest iPhone 6s (obiektyw f/2,2).

Tylko że w tym przypadku, o ile oba parametry podawane są przez Apple wiernie, dochodzi do pewnego przekłamania i to… na niekorzyść Apple. Wzrost ilości światła wpadającego w tym samym czasie dla wartości przysłon f/2,2 i f/1,8 to aż 2/3 EV, co można uprościć do nadającego się na slajd stwierdzenia „66% more light”. Skąd zatem to „50%”? Bo ładniej i prościej, a ludzie i tak to łykną?

W każdym razie jest lepiej, niewątpliwie. To duży plus obiektywu nowego modułu aparatu, szkoda tylko, że Apple przy okazji nie podało chociażby tak prozaicznego parametru, jak jego ogniskowa. Prawdopodobnie jest to ekwiwalent 28 mm, tak jak w „szerszym” obiektywie iPhone’a 7 Plus.

Budowa

Nowy obiektyw składa się z sześciu elementów optycznych, co w przypadku konstrukcji stałoogniskowej oznacza, że wiele różnego typu wad optycznych (aberracja chromatyczna, sferyczna, geometria obrazu) zostało zapewne skutecznie wyeliminowanych już na poziomie hardware’u. Tak skomplikowana konstrukcja optyczna zajmuje jednak więcej miejsca, więc po raz kolejny obiektyw wystaje z korpusu nowego iPhone’a. Wyraźnie wystaje.

Problem może stanowić za to winietowanie, z którym pewnie walczyć będzie oprogramowanie telefonu. Niestety, zapewne kosztem nieco większych szumów.

Nowa matryca cyfrowa

12 megapikseli to taka sama rozdzielczość, jaką miała matryca w modelu iPhone 6s, ale nie ulega wątpliwości, że Apple wykorzystuje w iPhone 7 zupełnie nowy sensor. Na razie wiadomo o nim niewiele – nie znamy jego wymiarów, nie wiemy też, jak duże są poszczególne piksele, oficjalnie nie znamy producenta. Nie rokuje to zbyt dobrze, bo gdyby Apple mogło się pochwalić wielkością pojedynczych pikseli „40% bigger” czy „BSI 3rd generation”, to pewnie by to zrobiło.

To, o czym natomiast Apple informuje, jest w tym kontekście wiedzą imponująco… zbędną. Mało przekładającą się na bezpośrednią jakość zdjęć, choć oczywiście mamiącą oczy oglądających imponującym progresem. Nowy sensor sczytuje dane o 60% szybciej i jest przy tym o 30% bardziej sprawny energetycznie. No ale co z jakością obrazu?

System ustawiania ostrości

To jeden z tych elementów, o których prowadzący konferencję nie zająknęli się nawet jednym słowem. Czytając zatem z tej ciszy, możemy domyślić się, że iPhone 7 wykorzystuje po prostu detekcję kontrastu, żadnych laserów, żadnej detekcji fazowej. Niemniej iPhone’y zawsze znane były z dość szybkiego ostrzenia i reagowania na naciśnięcie „spustu migawki”. W przypadku iPhone’a 7 ma być podobnie, co udowadniało na prezentacji poniższe, wykonane nim zdjęcie.

Lampa

Składa się aż z czterech diod LED (w przypadku iPhone’a 6s mieliśmy do czynienia z lampą 2-diodową), co według Apple przekłada się na emisję światła większą o 50%. Do tego ma to być światło zachowujące kolorystykę oświetlanej sceny (True Tone) i wspomagane specjalnym czujnikiem (Flicker sensor) migotania światła, np. jarzeniowego. W razie wykrycia takiego migotania lampka iPhone’a 7 będzie starała się zniwelować jego negatywny wpływ na wygląd zdjęcia.

Procesor obrazowy

Apple chwali się odrębnym układem przeznaczonym do analizy i obróbki obrazu już w telefonie, wspomagającym, a równocześnie odciążającym główny procesor smartfona.

A jest w czym wspomagać, bo pomiędzy zarejestrowaniem „surowego zdjęcia”, a jego zapisaniem w formie wstępnie przetworzonej wykonywanych jest – jak twierdzi Apple – ponad 100 miliardów operacji. W czasie zaledwie 25 milisekund.

Live Photos

Nie mogło zabraknąć Live Photos, czyli znanych już z wcześniejszych modeli ujęć na pograniczu filmu i zdjęć. Są, mają być tylko jeszcze lepsze.

Zapis zdjęć w formacie RAW

To dla odmiany wiadomość, która ucieszy bardziej świadomych fotografów. Format RAW przechowuje znacznie więcej informacji o obrazie (choć nie wiemy, z jaką głębią bitową zapisywane będą RAWy w iPhone 7), a przez to umożliwia jego lepszą obróbkę.

Zapewne, tak jak w przypadku innych smartfonów, chodzi o pliki w promowanym przez Adobe formacie DNG. Super!

Warto wspomnieć też o obietnicy większego zakresu barwnego rejestrowanego przez matrycę aparatu. No ciekawe, ciekawe.

Jeśli chodzi o wideo, iPhone 7 i iPhone 7 Plus oferują zapis filmów w rozdzielczości 4K, zaś w Full HD i HD dostępny jest tryb slow-motion.

Przedni aparat

Ma matrycę o rozdzielczości 7 mln pikseli, oferuje cyfrową stabilizację optyczną i również szerszy zakres barw, co pozwala nam przypuszczać, że jest to zatem efekt innej obróbki danych, a nie własność matryc aparatów wbudowanych w iPhone’a 7.

Podsumowanie

Aparat w iPhone 7 to zatem matryca szybciej sczytująca dane, jaśniejszy obiektyw, mocniejsza lampka LED, dedykowany procesor obrazowy i zapis zdjęć w formacie RAW. Nieźle, ale szału nie ma – to parametry, które spotkać możemy w wielu topowych smartfonach innych firm.

iPhone 7 Plus – aparat

Dwa obiektywy!

iPhone 7 Plus to niewątpliwie jeszcze ciekawsza – z fotograficznego punktu widzenia – premiera zaprezentowana dzisiaj przez Apple. Przede wszystkim właśnie ze względu na jego budowę, wpisującą się w coraz popularniejszy ostatnio nurt modułów fotograficznych składających się z dwóch matryc i dwóch obiektywów.

No właśnie, obiektywów. Wiemy o nich niezbyt wiele, bo Apple nie podało nam realnych ogniskowych albo jasności tych „szkieł”. Wiadomo jednak to, co najważniejsze: jeden z nich to obiektyw szerokokątny, o kącie widzenia odpowiadającym obiektywowi 28 mm (format małoobrazkowy), a drugi oferuje węższy kąt widzenia, zbliżony do krótkiego teleobiektywu o ekwiwalencie ogniskowej 56 mm. Światło: f/1,8 (szerszy obiektyw) i f/2,8 (tele).

Dwie matryce

Każdy z obiektywów przenosi obraz na taką samą matrycę o rozdzielczości 12 milionów pikseli.

Prawdopodobnie jest to ten sam sensor cyfrowy, który wykorzystywany jest także w „zwykłym” modelu iPhone 7. Tylko zdublowany.

Zoom optyczny!

Układ dwóch obiektywów, szerokokątnego i tele, znamy już chociażby z LG G5, a zatem tak naprawdę to nic nowego. Trzeba jednak przyznać, że Apple udało się lepiej wykorzystać taki podwójny układ od strony software’owej, oferując w aplikacji iPhone’a 7 Plus wrażenie z korzystania prawdziwego zoomu optycznego o krotności 2x. Warto tylko na marginesie zaznaczyć, że nie jest to prawdziwy zoom w sensie dosłownym – nie dochodzi do przemieszczania się grupy soczewek zmieniających ogniskową układu optycznego. Ale jeśli przyjmiemy, że prawdziwy zoom, to zoom bezstratny, to iPhone 7 Plus taki właśnie zoom 2x oferuje.

Tak naprawdę oferuje on nawet więcej – zoom do 10x, ale powyżej 2x mamy już do czynienia z przybliżaniem obrazu wiążącym się z pogorszeniem jego jakości. Apple obiecuje jednak, że jest to pogorszenie dość nieznaczne i rzeczywiście – dzięki wykorzystaniu podwójnej ilości danych, płynących z dwóch matryc i dwóch obiektywów – są na to pewne szanse.

Rozmycie tła

To funkcja, którą znamy już z różnych modeli smartfonów innych producentów, ale Apple wprowadza ją jako coś spektakularnego i nowego. A raczej… wprowadzi, bo na razie oprogramowanie nie zostało jeszcze dostatecznie opracowane. Padła tylko obietnica, że jeszcze w tym roku pojawi się bezpłatna aktualizacja, która wprowadzi tego typu opcję.

Co ważne, wprowadzi ją tylko w przypadku zdjęć portretowych. A zatem jeśli planowaliście malowniczo rozmyć tło za jakimś kwiatkiem czy kotkiem, to jeszcze nie teraz. Funkcja korzystać bowiem będzie m.in. z rozpoznawania twarzy w kadrze i na podstawie analizy obrazu rozmyje tło za fotografowaną osobą/osobami. Trzeba przyznać, że na pokazywanych przykładach rezultaty wyglądały całkiem efektownie i przede wszystkim dość naturalnie (a to wielka sztuka w przypadku cyfrowego rozmywania tła), ale mimo wszystko nie jest to już jakaś spektakularna nowość.

Podsumowanie

Tak, niewątpliwie Apple odrobiło pracę domową i nowe aparaty w iPhone 7 i iPhone 7 Plus są znacznie lepsze niż w przypadku poprzednich modeli. Ale czy są najlepsze na świecie, przynajmniej wśród smartfonów? Tego jeszcze nie wiemy, bo nie znamy wyników pomiarów laboratoryjnych czy testów praktycznych. Na razie jednak widać, że Apple wprowadza jako wielkie nowości funkcje, które już od pewnego czasu oferowane są przez konkurencyjnych producentów. A to nie wróży dobrze kwestii pokonania konkurentów w tym ważnym dla współczesnych smartfonów elemencie.

ZOBACZ TAKŻE: wszystkie parametry modeli iPhone 7 i iPhone 7 Plus omówiliśmy w oddzielnym artykule.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News