Pogoń za wielkością, czyli krótka historia smarftonowego ekranu

Pierwsze telefony służyły do dzwonienia, a ich ekran (może z wyłączeniem zabawy w węża...) potrzebny był tylko po to, by zrealizować ich podstawowe zadania użytkowe. W równoległym świecie, mniej więcej od 1997 r., rozwijała się nowa klasa urządzeń: PDA (Personal Digital Assistant). Wiele osób zapewne pamięta PalmPiloty firmy US Robotics, od których to "pidieje" wzięły nazwę "palmtop".

Ale to wciąż nie był smartfon. Brakowało mu nie tylko tego, co potrzebne do dzwonienia, czyli modułu GSM, ale też aplikacji. Palm był właściwie tylko cyfrowym menedżerem kontaktów, kalendarzem i kalkulatorem. Po kilku latach wraz z rozwojem Palm OS-u pojawiła się możliwość wgrywania programów. W końcu na ekranie „wysokiej rozdzielczości” – jak go wtedy opisywano (320×320 punk-

tów) – można było zacząć czytać e-booki! Palm OS miał od razu konkurenta: było nim Windows CE, które trafiło w 1998 roku na podobne do PalmPilotów urządzenia, takie jak Cassio Casiopeia E-10 czy Philips Nino. Formę tych urządzeń już niebawem miały przyjąć smartfony, ale ich ekrany – mimo że miały prawie 4 cale – były z dzisiejszego punktu widzenia fatalne. Czego innego można się było spodziewać po gęstości ekranu na poziomie 100 dpi.

Pięć lat później palmtopy z Windows, tym razem Mobile 2003 – takie jak XDA – zostały wyposażone w moduł GSM. Tak narodziły się smartfony, w formie, jaką dziś znamy, czyli zamkniętego w obudowie dużego ekranu dotykowego. Wzór, jaki wyznaczyło XDA, był powielany przez innych producentów albo… zmieniane było jedynie logo na obudowie. Telefony miały ekran o przekątnej długości 2,7–3,5 cala i rozdzielczości 240×320 pikseli (3:4) – przez następne lata tego wzorca trzymali się praktycznie wszyscy wytwórcy. Portal GSM Arena, zbierający parametry wszystkich telefonów, jakie były i są dostępne na świecie, ma w swojej bazie tylko 149 modeli smartfonów z dotykowym ekranem, pochodzących z lat 2000–2006. Widać wyraźnie, że to jeszcze nie był czas przenośnych ekranów. Skalę „małości” ówczesnych smartfonów ukazuje liczba dostępnych wtedy tradycyjnych słuchawek: było ich na rynku prawie 10 razy więcej, bo 1438…

Wszystko zmieniło się w 2007 roku, kiedy Apple wprowadził na rynek nowatorski system operacyjny iOS i smartfonową ikonę: iPhone’a. Ten telefon przez długie lata, bo aż do 2011 roku miał 3,5 calowy wyświetlacz. Tym, co się zmieniało, była też jakość. Apple rozpoczął od ekranu o rozdzielczości 320×480 punktów (~165 ppi), by w 2010 roku zmienić go na „Retina display” o rozdzielczości 960×640 punktów (326 ppi). Rok po sukcesie Apple’a na rynek wszedł HTC Dream – pierwszy smartfon z systemem operacyjnym Google Android. Tak zaczął się smartfonowy „wyścig zbrojeń”. Konkurenci szybko zauważyli, że iPhone’a można w pewnym sensie pokonać, oferując ekran większy albo przynajmniej o lepszej rozdzielczości. Pod koniec 2008 roku ukazuje się duży HTC Touch HD (3,8 cala, 480×800 punktów, 246 ppi). Ten działający pod kontrolą Windows Mobile smartfon był zapowiedzią tego, co miało nastąpić rok później. Pojawił się wtedy HTC HD2 (4,3 cala, 217 ppi) oraz Motorola Droid X. Tak wielkich telefonów nigdy dotąd nie było. W redakcji śmieliśmy się, że przy uchu trzymamy naleśniki, że to skrajnie niewygodne, wielkie…

Czy 6,5 cala to już koniec?

Lenovo Phab Plus

Lenovo Phab Plus

Ostatnie pięciolecie to właściwie masowy wysyp dużych smartfonów. Liczba słuchawek z ekranami mającymi 4 cale i więcej to według GSM Arena 1883 modele. Tylko 354 urządzenia zawierało ekrany o przekątnych 3,5–3,9 cala. Większość dużych smartfonów miała także wyświetlacze o rozdzielczościach HD, gdzie niezbędne minimum to 230 ppi, a prawdziwa jakość fotograficzna zapoczyna się powyżej 300 ppi – 514 urządzeń mogło się pochwalić takim parametrem.

Pęd do podnoszenia jakości ekranów rozpoczął się od HTC, ale to Apple i jego Retina pokazały, że jeśli chce się grać na tym rynku, to trzeba zrobić coś jeszcze bardziej spektakularnego. Jednak sam iPhone dopiero w 2012 r. dostał większy, ale wciąż na tle konkurencji mały ekran. iPhone 5 miał 4-calowy ekran (16:9), a konkurujący z nim Samsung Galaxy SIII już mógł pochwalić się przekątną o długości 4,8 cala. Wtedy wydawało się, że jest to naleśnik do kwadratu – dziś, po użytkowaniu innych znacznie większych telefonów, ten rozmiar wydaje się zbyt mały. Nie dziwi więc, że w minimalnie mniejszej obudowie pojawiło się rok później „coś jeszcze większego”. S4 miał bowiem już 5-calowy ekran – tym

tropem poszły wszystkie high-endowe modele innych marek.

W samym tylko 2013 roku pojawiło się 170 modeli urządzeń z 5-calowym lub większym ekranem. W 2014 r. było ich 382 na 784 modele ogółem, a w mijającym roku 399 na 602 modele. Oznacza to, że ponad połowa słuchawek ma więcej niż 5 cali…, a stawkę od góry zamykają gigantyczne Xperia Z Ultra (6,4″) i Lenovo Phab Plus (6,8″).

Dlaczego wielkie ekrany wkroczyły na rynek

Do momentu pojawienia się na scenie iPhone’a urządzenia typu MDA były bardziej ciekawostką niż standardem. Wszystko zmienił telefon Apple’a. Androidowi konkurenci, którzy pojawili się po nim, musieli czymś przyćmić ten jakże wspaniały, niepowtarzalny…produkt. Najłatwiej było zrobić to, pokazując słuchawki z większym ekranem. Bo nic tak nie przyciąga wzroku, jak to, co… wyraźnie widać. Kolejnym krokiem było podwyższanie gęstości ekranów, czyli zwiększanie ich ostrości. Do tego stopnia, że topowe modele mają minimum 400 ppi i więcej (np. 577 ppi w Galaxy 6). Aby telefony 5-calowe zdominowały również rynek tańszych telefonów, musiała na to pozwolić technologia. O tym, że to się udało, świadczy choćby przykład linii Galaxy S. Pierwszy model zawierał baterię o pojemności 1500 mAh, która nominalnie zapewniała 7,5 godziny rozmów w sieci 3G. Galaxy S6 dysponuje ogniwem o pojemności 2550 mAh i może się pochwalić o 10 godzin dłuższym czasem rozmów. Wyścig producentów, dostępność technologii, mania wielkości. Pokochaliśmy wielkie ekrany. Dlaczego? Bo są dostępne na każdą kieszeń, a wszystko to razem wzięte, krok po kroku, wraz z rozwojem serwisów społecznościowych, taniego dostępu do mobilnego Internetu zamieniło telefony w trzymane w dłoniach komputery. Samo dzwonienie zeszło na bardzo odległy plan.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.