Zawsze dostępni, zawsze w stresie

Nowe technologie ułatwiły nam kontakt, ale odbija się to na naszym zdrowiu.

Od pewnego czasu badacze mózgu obserwują zjawisko nazywane syndromem wibracji fantomowych. Niektóre osoby czują drżenie telefonu komórkowego, choć ten wcale nie dzwoni. Źródeł takich fałszywych alarmów nie udało się jeszcze ustalić. Część neurologów podejrzewa, że są nim chwilowe zaburzenia pracy mózgu, ale inni łączą czuciowe halucynacje ze stresem oraz stanem wypalenia zawodowego. Jedno jest pewne: wibracje smartfonu stały się nieodłączną częścią naszej codzienności, na równi z myciem zębów czy jedzeniem obiadu. Stale towarzyszą nam również krótkie dzwonki przychodzących emaili czy brzęczenie kolejnych wiadomości w komunikatorze – i to zarówno w pracy, jak i po godzinach.
Rzeczywistość, w której wiadomości w okamgnieniu docierają na drugi koniec świata, a komunikowanie się jest coraz szybsze i łatwiejsze, stale wymaga naszej uwagi. Presja konieczności natychmiastowej reakcji i wrażenie, że ani na chwilę nie można się – dosłownie – wyłączyć, są powszechne. Krótko mówiąc, ciągłe bycie online jest źródłem stresu.

Stres: silnik i hamulec w jednym

Co dokładnie się dzieje, gdy jesteśmy zestresowani? Oczywiście odczuwamy wewnętrzne napięcie, pojawiają się też sygnały somatyczne: pocimy się, rośnie ciśnienie krwi i zaczynamy szybciej oddychać, a nasz mózg przechodzi w stan pobudzenia. Taką reakcję wywołuje zwiększone wydzielanie hormonów stresu, takich jak adrenalina czy kortyzol. Dochodzi do niej zawsze, kiedy działamy pod presją albo obawiamy się, że przerośnie nas sytuacja, w której się znaleźliśmy. Stres nie zrodził się jednak we współczesnej rzeczywistości, przeciwnie – znali go już nasi najdawniejsi przodkowie. Reakcja stresowa często decydowała wręcz o ich życiu lub śmierci. U neandertalczyka poczucie zagrożenia czy silne emocje wywoływały tę samą odpowiedź organizmu, która i dziś pokrywa nam czoło kroplami potu. Na widok mamuta puls i oddech pierwotnego łowcy przyspieszały, co poprawiało jego wydolność. To pozwalało mu wyjść zwycięsko z niebezpiecznego polowania. Kiedy zwierzyna została zabita, pewność pożywnego posiłku na powrót obniżała poziom stresu – opłacało się wprowadzić organizm na najwyższe obroty.

Chociaż dziś nie musimy już osobiście polować na kolację, stres wciąż towarzyszy nam w chwilach wzmożonej uwagi. Gdy dłonie dosłownie drżą ze strachu, jesteśmy pobudzeni i skupieni – nasza wydolność chwilowo rośnie, zupełnie jak u naszych przodków. Wielu mówców potrafi porwać tłum dopiero wtedy, kiedy czują, że w ich żyłach płynie adrenalina. Stres ma więc także dobre strony – jednak co za dużo, to niezdrowo. Tkwiąc w ciągłym stresie, szkodzimy organizmowi. Przyczyny stresu u współczesnych ludzi są tyleż różnorodne, co indywidualne. Wywołuje go presja wyników, napięte terminy czy konflikty w zespole, a także ciągła dostępność za pośrednictwem smartfonów i innych środków komunikacji.

Nie da się wyłączyć

„Naturalnie pewien poziom stresu jest potrzebny, ale trzeba także być w stanie się wyłączyć. Za sprawą permanentnej dostępności i tego, że w każdej chwili może nam zadzwonić komórka, jest to utrudnione” – mówi prof. dr Tim Hagemann, kierownik Instytutu Psychologii Pracy i Medycyny Pracy w Berlinie. Profesor Hagemann od wielu lat zajmuje się psychologią pracy i zdrowia, poszukując między innymi odpowiedzi na pytanie, jak ciągła dostępność wpływa na ludzkie ciało i psychikę. „Zasoby organizmu nie są nieograniczone” – mówi. „Możemy więc w pewnym zakresie radzić sobie ze stresem, ale nie przez cały czas”. Aby doszło do podniesienia poziomu hormonów stresu, telefon wcale nie musi dzwonić często: „Nierzadko wystarcza sama możliwość skontaktowania się z nami”. Mówiąc prościej, za każdym razem, kiedy sięgamy do kieszeni, żeby zerknąć na wyświetlacz komórki, odczuwamy napięcie.
Jak wyjaśnia prof. Hagemann, przyczyna jest prosta: „Kiedy tylko zaczynamy zastanawiać się, czy ktoś wysłał do nas wiadomość albo próbował się do nas dodzwonić, natychmiast zostajemy poddani mentalnej konfrontacji z kwestiami zawodowymi albo innymi sprawami wymagającymi naszej uwagi”. Nie możemy więc liczyć na chwile wolności. „Często nie mamy dwóch smartfonów: służbowego i prywatnego. W rezultacie w wolnym czasie ciągle zderzamy się ze służbowymi problemami i na odwrót”.

Taka sytuacja często stanowi dla pracownika obciążenie, czyli stres. Potwierdzają to różne badania, prowadzone wśród naszych zachodnich sąsiadów. Już w 2011 roku zapytano reprezentatywną grupę Niemców o kwestię dostępności w ankiecie dotyczącej użytkowania mediów i zwyczajów informacyjnych społeczeństwa. Wówczas 71 proc. użytkowników telefonów komórkowych uznało permanentną dostępność za ważną, co piąty nie wyłączał komórki nawet na urlopie czy w nocy. Rok później w ramach innych badań pytania dotyczące dyspozycyjności zadano grupie 430 pracowników. Okazało się, że większość z nich jest dostępna zawodowo również w czasie wolnym. Zdaniem badaczy z odpowiedzi wynikało, że dla co siódmego stanowiło to obciążenie psychiczne. Nad Wisłą niestety nie prowadzi się równie szczegółowych analiz, ale nie znaczy to, że mamy się z czego cieszyć. Z badań OECD wynika, że stres w pracy odczuwa ponad 53% Polaków, co stawia nas wśród najbardziej zestresowanych narodów w Europie. Chociaż ankietowanych nie pytano wprost o to, czy do zdenerwowania przyczynia się konieczność ciągłego bycia „pod telefonem”, wystarczy przejrzeć ogłoszenia o pracę, żeby przekonać się, że stała dyspozycyjność jest w oczach pracodawców jednym z najbardziej pożądanych atutów.

Stres jest dobry, ale nie przez dłuższy czas

Profesor Hagemann dostrzega w tej permanentnej dostępności również szerszą zmianę zwyczajów społecznych i komunikacyjnych. „Zwłaszcza dla młodych ludzi bycie zawsze dostępnym wydaje się koniecznością. Fakt, że stale można się z nimi skontaktować, schlebia ich poczuciu ważności w grupie społecznej”. Samo w sobie nie musi to być złe, jednak „żaden człowiek nie wytrzyma takiego rytmu przez całe życie” – podkreśla psycholog. Skutki, jakie może to wywołać w naszym organizmie, są bardzo poważne: od problemów z trawieniem poprzez bóle głowy aż po zagrażające życiu choroby układu krążenia. Zwiększone ukrwienie mięśni i mózgu w sytuacjach stresowych szkodzi istotnym funkcjom ciała człowieka. Podczas gdy krótkotrwałe napięcie wzmacnia siły obronne organizmu, na dłuższą metę osłabia system odpornościowy, gdyż dłuższa obecność kortyzolu we krwi hamuje reakcje
immunologiczne. Osoby żyjące w ciągłym stresie są bardziej podatne na choroby. Cierpi również psychika. Zaburzenia snu czy poczucie wewnętrznego niepokoju nie są obce tym, którzy znajdują się w sytuacjach stresowych. Nie odcinając się w porę od napięcia, narażamy się na wypalenie zawodowe i depresję.

Stres oczekiwania i uzależnienie od nowości

To, że obciążenie stresem odbija się zwłaszcza na warstwie emocjonalnej, podkreśla również badacz mózgu, prof. Gerhard Roth z Uniwersytetu w Bremie „Samemu mózgowi nie szkodzi ciągłe postrzeganie” – wyjaśnia i dodaje: „Jest on aktywny przez cały czas i nigdy nie przestaje działać, nawet gdy śpimy”. Obciążenie stanowi co innego: „Dla wielu ludzi ze stresem wiąże się oczekiwanie na ważną wiadomość. Czekają na przykład na SMS czy telefon. Kiedy nic się nie dzieje, u wielu osób rośnie poziom stresu”. Profesor Roth mówi w związku z tym o tzw. stresie oczekiwania. To coś w rodzaju obciążającej, długotrwałej gotowości do odebrania sygnału, która – jeśli sygnał nie nadchodzi – sama staje się źródłem stresu. „Czekamy, aż stanie się coś potencjalnie ważnego” – wyjaśnia. „Szczególnie młodzi ludzie definiują się poprzez aspekt dostępności”. Jak twierdzi prof. Roth, permanentna dostępność jest częścią ich tożsamości. Dla samego mózgu nie jest to jednak istotne, bo w ciągu ostatnich 100 000 lat nie zaszły w nim większe zmiany. „Pojawienie się telefonu komórkowego i Internetu wywołało u wielu osób tzw. uzależnienie od nowości”. Czujemy się ważni, ciągłe spoglądanie na komórkę, odbieranie emaili i pokusa, żeby co chwilę sprawdzać, czy aby ktoś do nas nie dzwonił – to zachowania, których źródło leży w głowie. Naukowiec nie potępia jednak nowych sposobów komunikacji, a jedynie nawołuje, żeby korzystać z nich bardziej odpowiedzialnie.

Nie jest w tym sam. Wiele koncernów już dawno odkryło, że w długim okresie również firmom szkodzi wywieranie na pracowników presji, by byli stale dostępni. Należy do nich producent odzieży sportowej Puma. „Ciągła dostępność to jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo” – wyjaśnia szef działu kadr Dietmar Knoess. „Z jednej strony umożliwia dużą elastyczność, ale z drugiej naturalnie dostrzegamy płynące z niej zagrożenia”. Z tego względu firma stawia na bardziej umiarkowane korzystanie ze smartfonów czy tabletów. Elastyczny czas pracy albo praca z domu? Nie ma problemu, ale proszę nie odpowiadać na służbowe emaile w weekendy! „Tworzymy kulturę, która nie wymaga od pracowników ciągłej dostępności również w czasie wolnym”. Czy w siedzibie firmy zegary chodzą nieco wolniej? „Oczywiście nasz świat ogólnie staje się coraz szybszy i bardziej ulotny” – mówi Knoess. „Dawniej listy szły pewien czas, więc można było poczekać z odpowiedzią. Dziś oczekuje się, że odbiorca emaila zareaguje na niego natychmiast. Ten rodzaj komunikacji stanowi dla nas wyzwanie”. Z tego względu Puma organizuje seminaria, w trakcie których pracownicy dowiadują się, jak rozsądnie traktować stres – i telefon komórkowy.

Volkswagen poszedł o krok dalej. Już w 2011 roku w ramach układów zbiorowych pracy uzgodniono zasady wykorzystywania służbowych smartfonów. Pracownicy, którzy je otrzymali, nie odbierają emaili między 18:15 a 7:00 oraz w weekendy. Odpowiednia aplikacja nie jest w tym czasie dostępna. Chodzi o danie jasnego sygnału: czas na wypoczynek trzeba respektować, a wolny wieczór można przerywać sprawami służbowymi tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Wyłącz komórkę, żeby poprawić flow

Również użytkownicy prywatnych smartfonów czy tabletów nie muszą biegać w kołowrotku ciągłej dostępności. Ważne jest przy tym wyraźne oddzielenie życia osobistego i zawodowego, zwłaszcza w kontekście przyszłości rynku pracy, w którym zdaniem ekspertów granica ta będzie coraz bardziej rozmyta. Trzeba samemu zatroszczyć się o to, żeby nie być ciągle „pod telefonem”, i świadomie robić sobie przerwy. Wielu użytkownikom smartfonów trudno jednak wyobrazić sobie całkowitą rezygnację z gadżetu poza godzinami pracy. Ale kto wie, być może niedługo upowszechni się trend polegający na posiadaniu dwóch smartfonów, z których jeden faktycznie będzie służył tylko do pracy, a po jej zakończeniu będzie wyłączany. Dzięki temu wieczorami, w weekendy czy w trakcie urlopu nie będziemy denerwowani służbowymi emailami. Z kolei w biurze pracownicy byliby bardziej wydajni, gdyby nie rozpraszały ich wiadomości o prywatnym charakterze. Psychologowie odwołują się do tzw. stanu flow, czyli przepływu, polegającego na całkowitej koncentracji na jednej czynności – wówczas pracuje się efektywniej. Jasne jest też, że ten, kto pracuje efektywniej, rzadziej naraża się na stres niż osoba, która po każdym SMS-ie musi na nowo koncentrować się na swoim zadaniu.

Oczywiście każdy sam musi zadecydować o tym, jakie środki podejmie, żeby przeciwdziałać stresowi. Żeby napięcie związane z ciągłą dostępnością nie wpędziło nas w choroby, musimy działać. Tylko dla tych, którzy wiedzą, jak produktywnie wykorzystać smartwatch, komórkę czy tablet, bilans zalet i wad takich urządzeń okazuje się pozytywny.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News