Muzyka dźwignią handlu

Nikogo nie trzeba przekonywać, że muzyka łagodzi obyczaje, umila czas w trakcie zakupów czy oczekiwanie na swoją kolej u fryzjera. Jak jednak odtwarzać muzykę w sposób legalny?

Umilanie muzyką lub programami telewizyjnymi pobytu w sklepach albo lokalach usługowych jest jak najbardziej pożądane i wskazane. Jednak musi się to odbywać zgodnie z zapisami ustawy „Prawo autorskie i prawo pokrewne”. Na straży prawa stoją organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (OZZ), które kontrolują lokale i równocześnie pobierają należne im opłaty licencyjne. Przedsiębiorcy twierdzą, że to forma haraczu, ale – jak mówi rzymska maksyma – „dura lex sed lex”. Mniejsza z tym, jak OZZ-ety reprezentują interesy supergwiazd albo stawających pierwsze kroki mało znanych debiutantów. Nieważne, czy w sklepie muzyka płynie z radia, Internetu czy odtwarzacza, art. 17. ustawy mówi jasno, że „twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu”. Wiadomo, że artysta osobiście nie będzie zajmował się sprawdzaniem, czy ktoś odtwarza jego muzykę czy też nie. Od tego są właśnie OZZ-y i to one w imieniu twórców parają się ściąganiem opłat licencyjnych. Co ma zatem zrobić właściciel zakładu, żeby muzyka grała legalnie? Możliwych scenariuszy jest co najmniej cztery: 1. Nie płacić; 2. Płacić OZZ-tom, 3. Płacić, ale nie OZZ-tom; 4. Nie odtwarzać muzyki.

U fryzjera można nie płacić

Czy można odtwarzać legalnie muzykę i za nią nie płacić? Tak! Zgodnie z art. 24 ust. 2 ustawy o PAiPP „posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego mogą za ich pomocą odbierać nadawane utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych”. Z tej wykładni prawa skorzystał Marcin Węgrzynowski, słynny fryzjer z Wałbrzycha, którego zamierzał „ogolić” ZAiKS. Pan Marcin wykazał w 2014 i 2015 roku przed sądami (również w sądzie apelacyjnym), że muzyka wydobywająca się ze znajdującego się w jego salonie radioodbiornika nie ma wpływu na osiągane przez niego zyski. Obok oświadczeń klientek argumentem w sprawie było stwierdzenie, że szum suszarek skutecznie utrudnia słuchanie czegokolwiek. Podobny wyrok w 2012 roku zapadł w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, który z obowiązku opłacania licencji zwolnił włoskiego dentystę. Te dwie sprawy pokazują, że można zgodnie z prawem nie płacić opłat licencyjnych, pod warunkiem że muzyka płynie

z radia (nie z płyt CD czy komputera) i nie jest nam straszny proces z jedną z organizacji zbiorowego zarządzania. To bowiem jedyna droga udowodnienia, że na tym nie zarabiamy. Jeśli ta sztuka nam się nie uda, za brak pozwolenia na odtwarzanie zgodnie z art. 116 ustawy PAiPP może grozić kara do dwóch lat więzienia. Art. 116. mówi, że „kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie,

fonogram, wideogram lub nagranie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Czarnoksiężnik z krainy Ozz

Najprostszym sposobem na uniknięcie procesu i ewentualnej kary jest zawarcie umowy licencyjnej z jednym z przedstawicieli OZZ-etów. Wtedy bez obaw możemy odtwarzać wszystko, co tylko będziemy

chcieli. Nie ma znaczenia, czy muzyka będzie płynęła z radia, Internetu czy płyt kompaktowych. Do maja 2015 roku po opłaty licencyjne mogły zgłaszać się poszczególne OZZ-ty. W efekcie przedsiębiorca, który np. zawarł umowę z ZAiKS-em, mógł spodziewać się, że za chwilę zapuka do niego STORT i kolejne organizacje. Sytuacja na szczęście się zmieniła. W myśl nowelizacji ustawy o prawie autorskim z 2013 r., obowiązującej od maja 2015 roku, umowę podpisujemy z jedną z organizacji zbiorowego zarządzania. Z którą? To już zależy albo od nas (jeśli sami zdecydujemy się na podpisanie umowy licencyjnej), albo od organizacji, która jako pierwsza do nas trafi. Pieniądze pobrane przez przedstawiciela OZZ zostaną następnie proporcjonalnie rozdzielone pomiędzy poszczególne organizacje upoważnione do zbierania opłat. Oznacza to nie tylko duże uproszczenie, ale przede wszystkim znacznie niższe koszty dla właścicieli lokali. Według danych Biura Analiz Kancelarii Senatu z 19 czerwca 2015 roku do tej pory sklep o powierzchni powyżej 2,5 tys. metrów kwadratowych

płacił miesięcznie 3779 zł. W nowej tabeli wysokość opłaty zależy od wielkości miasta, w którym sklep, ale także dyskoteka lub zakład fryzjerski się znajdują. W Warszawie właściciel hipermarketu zapłaci miesięcznie za odtwarzanie muzyki 750 zł, a w miejscowości liczącej do 5 tys. mieszkańców – 383 zł.

Uwaga! Podpisanie umowy, mimo że zawiera ona również licencje na publiczne odtwarzanie programów telewizyjnych, nie oznacza, że zawsze będziemy mieli do tego prawo. Obok praw autorskich są one obwarowane prawami stacji nadawczych. Jeśli nadawca nie wyraża zgodny na np. odtwarzanie meczu w miejscach publicznych, to osobno trzeba wystąpić o stosowną licencję i ją opłacić.

Tańsza alternatywa

Opłaty na rzecz OZZ- etów można ominąć, i to całkiem legalnie. Wystarczy sięgać po muzykę udostępnioną na zasadzie wolnych licencji (Creative Commons), dopuszczających również udostępnianie komercyjne. Taką muzykę możemy znaleźć w Sieci, posługując się wyszukiwarkami takimi jak search.creativecommons.org, bądź skorzystać z wolnego radia dla firm (Radio Wolne Media

Program 2; http://radio.wolnemedia.net/program/02.php). Inaczej niż w przypadku zawarcia umowy z OZZ, musimy się wtedy liczyć z tym, że nie znajdziemy tutaj radiowych hitów, choć sama muzyka pozostaje na wysokim poziomie. Poza tym, ściągając jakiś utwór czy korzystając z internetowego radia, musimy mieć świadomość, że nigdy nie będziemy mieli 100-procentowej pewności, czy wszystkie te utwory rzeczywiście są darmowe. Może się zdarzyć tak, że jakiś artysta zwiąże się nagle z wielką wytwórnią. Ten problem eliminuje zawarcie umowy z firmami oferującymi płyty CD, biblioteki MP3 czy kanały radiowe mające status Royalty Free. Wiąże się to co prawda z opłatami, ale niższymi niż te, jakie trzeba zapłacić OZZ-etom. Mowa tutaj o kwocie rzędu 25–40 zł miesięcznie. Przedsiębiorcy oprócz muzyki w ramach umowy otrzymują certyfikat, który potwierdza, że zgodnie z prawem korzystają z legalnej muzyki. Zwykłe radio jednak lepiej wynieśmy na zaplecze.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.