Wizualizacja monitoringu pracy serca na tablicy rozdzielczej auta

Zatrzymaj się! Masz zawał!

Toyota pracuje nad samochodami monitorującymi serce kierowcy.

Kierowca, który podczas prowadzenia pojazdu doznaje np. zawału serca, nie tylko sam jest zagrożony, ale stwarza też poważne ryzyko dla wszystkich innych uczestników ruchu. Według przedstawicieli Toyoty możliwe jest wprowadzenie rozwiązań, które zminimalizują ryzyko wypadku spowodowanego zawałem. Inżynierowie Toyoty zwrócili się więc do zespołu kierowanego przez dr Kayvana Najariana z Uniwersytetu Michigan z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu.

Dr Najarian, dyrektor w Michigan Center for Integrative Research in Critical Care rozpoczął współpracę z motoryzacyjnym gigantem we wrześniu ubiegłego roku. Toyota zapewniła m.in. wsparcie finansowe projektu. Jego celem było opracowanie systemu stałego monitorowania stanu fizycznego kierowcy zintegrowanego z pokładowymi systemami elektronicznymi samochodu.

Po siedmiu miesiącach intensywnych badań Dr Najarian ze swoim zespołem mają już kilka pomysłów, niemniej wciąż borykają się z kolejnymi wyzwaniami. Jednym z problemów jest odpowiednie rozmieszczenie profesjonalnego systemu monitorowania pracy serca kierowcy. Z jednej strony urządzenie nie może kierowcy przeszkadzać, z drugiej odczyt musi być profesjonalnej jakości, odporny na zakłócenia wynikające choćby z drgań pojazdu podczas kierowania samochodem. Zdolność do przewidzenia problemów zdrowotnych prowadzącego wymaga na tyle wysokiej czułości, by system był w stanie poprawnie zidentyfikować subtelne zmiany rytmu serca zwiastujące zbliżające się kłopoty.

EKG
Profesjonalny sprzęt do monitorowania pracy serca nie jest przystosowany do montażu w pojazdach (fot. WiseGeek)

Niezależnie od kwestii związanych z dokładnością pomiaru podczas jazdy, badacze koncentrują się również na analizie danych pochodzących z czujników kardiologicznych. Opracowane algorytmy wykorzystują technikę uczenia maszynowego w celu uzyskania optymalnego stopnia diagnozy. Przewiduje się, że wyniki gotowe do komercyjnego wdrożenia uzyska się w 2020 roku.

Komentarz CHIP: jakkolwiek idea towarzysząca badaniom prowadzonym przez Toyotę i zespół dr Najariana wydaje się szczytna, to stawiamy sobie pytanie, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zintensyfikowanie wysiłków w kierunku autonomicznych pojazdów, nie wymagających w ogóle kierowcy?
Dr Najarian ocenia, najprawdopodobniej słusznie, że w 2030 roku liczba kierowców w podeszłym wieku znacząco wzrośnie, a tym samym wzrośnie też ryzyko wypadków spowodowanych schorzeniami układu sercowo-naczyniowego. Biorąc pod uwagę to, co widzieliśmy niedawno w BMW, w 2030 r. na ulicach może być już całkiem sporo pojazdów autonomicznych, w efekcie problem być może rozwiąże się sam. | CHIP