TEST: Nośnik SSD Kingston – rozwiązanie uniwersalne

Fot. Kingston
Jeśli płyta główna nie ma wolnego złącza M.2 NVMe, a potrzebujesz naprawdę szybkiego dysku, to jeszcze nie wszystko jest stracone. Na ratunek przychodzi Kingston i jego nośnik KC1000.

W skrócie

  • Wydajność
  • Karta rozszerzeń HHHL
  • Rozsądna cena
  • Istnieją szybsze (ale też droższe) dyski SSD

Kingston KC1000 to szybki i uniwersalny nośnik SSD. Do rozbudowy starszego komputera, budowy nowego, czy też dodania skrzydeł notebookowi nada się znakomicie.

Dyski SSD systematycznie zdobywają coraz większą popularność. Trudno się dziwić, skoro właściwie jedynymi argumentami na rzecz tradycyjnych nośników talerzowych pozostały cena i pojemność. Zaskakujące jest to, że chociaż coraz częściej widzimy nośniki SSD w komputerach i laptopach, to wiele z nich wykorzystuje niezbyt szybki interfejs SATA. Ale niektóre modele, takie jak testowany dziś Kingston KC1000 240 GB, to już zupełnie inna liga. Komunikują się bowiem z komputerem za pomocą interfejsu PCI Express. Na dodatek w przypadku tego modelu mamy do czynienia z urządzeniem, które możemy podłączyć zarówno bezpośrednio do M.2, jak i do standardowego złącza PCI Express.

Kingston KC1000 – pomysł na uniwersalny nośnik SSD

Dyski, takie jak testowany dziś KC1000 to rzadkość. Nieczęsto bowiem producenci decydują się na dołączanie do nośnika SSD na złączu M.2 specjalnej karty rozszerzeń typu HHHL, która umożliwia podłączenie go nawet do tych komputerów, w których nie znajdziemy ani jednego wolnego slotu M.2.

Co więcej, dzięki karcie HHHL korzystamy ze złącza M.2 z jego pełną, maksymalną prędkością. Bez żadnych ograniczeń i opóźnień. Dzieje się tak ponieważ karta umieszczana jest bezpośrednio w slocie PCIe x4, który jest jednocześnie najszybszym spośród wariantów połączenia wykorzystywanych przez gniazda M.2.

Dysk Kingstone KC1000 240 GB wykorzystuje kontroler Phison PS5007-E oraz pamięci Toshiby typu NAND MLC. To niezła kombinacja, co widać po wynikach testów. Producent deklaruje prędkości na poziomie 2700 MB/s (odczyt) oraz 900 MB/s (zapis).

Nośnik już zamontowany w komputerze. W towarzystwie świetnej płyty głównej Aorus.

Testy wydajności, czyli KC1000 w praktyce

Pierwotnie zamierzaliśmy pokazać wyniki uzyskiwane z użyciem karty HHHL oraz te uzyskiwane przez dysk podpięty bezpośrednio przez M.2. Okazałoby się jednak, że publikujemy w istocie dwa razy to samo, bowiem praktyka zbiega się w przypadku tego urządzenia z teorią i zastosowanie karty nie wpływa na wydajność nośnika.

A ta jest naprawdę dobra. Dysk Kingstone’a osiągnął rezultaty bardzo zbliżone, a właściwie niemal pokrywające się z tymi, które deklaruje producent. To nie dziwi, bo akurat w przypadku Kingston’e rozbieżności wyników deklarowanych od uzyskiwanych zdarzają się rzadko i na ogół są bardzo nieznaczne.

Wyniki uzyskiwane przez ten nośnik z pewnością zadowolą nawet wymagających odbiorców. Trzeba jednak pamiętać, że to najmniej pojemna wersja KC1000, a wśród dysków SSD normalną cechą wynikającą z ich budowy jest większa prędkość przy większej pojemności (w przypadku tak samo zbudowanego nośnika). Innymi słowy: decydując się na pojemniejszy model Kingstone’a KC1000 otrzymacie jednocześnie nośnik szybszy niż testowany. A jak dysk Kingstone’a wypada na tle rynkowej konkurencji? Zajrzyjcie do naszego rankingu dysków SSD ze złączem M.2 i PCIe. Wszystko stanie się jasne

Rozwiązanie uniwersalne

Kingston KC1000 będzie idealnym wyborem dla osób, które chcą rozbudować komputer o szybki dysk SSD, ale płyta główna ich komputera nie dysponuje wolnym złączem M.2. Nawet w starszych komputerach, z gniazdem PCIe x4, x8 lub x16 można ten nośnik zamontować. Ponieważ wielu użytkowników sięgało w przeszłości po płyty przystosowane do obsługi wielu kart graficznych (po czym okazało się, że zarówno SLI, jak i CrossFire są dalekie od ideału), jednocześnie wykorzystując tylko jedno z gniazd PCIe X16, często takie właśnie sloty są wolne. A jako, że są one oczywiście kompatybilne z węższymi PCIe, można śmiało zrobić z nich użytek i zamontować tam szybki dysk.

Producent deklaruje aż 2 miliony godzin MTBF (średni czas między awariami). To oznacza, że marne są szanse, by ktokolwiek z czytających ten tekst żył dostatecznie długo, by zobaczyć jak KC1000 się zużywa.

Jeśli miałbym wykazać jakąkolwiek wadę tego dysku, to byłaby to chyba wydajność transferów 4K. Szybszą widywałem w niektórych nośnikach NVMe. Mogę więc z czystym sumieniem polecić KC1000, który zasługuje także na naszą oficjalną rekomendację. Tym bardziej, że właśnie ten dysk stosujemy w naszej platformie testowej.