twitter

Twitter: setki pracowników przeglądają nasze prywatne wiadomości?

Fot. video advertising news
James O'Keefe, amerykański dziennikarz śledczy, opublikował na swojej stronie Project Veritas nagrania pracowników Twittera, w których przyznają się oni do tego, że spory zespół ludzi ma nieograniczony dostęp do wszystkich danych umieszczonych w serwisie - w tym prywatnych wiadomości użytkowników. Twitter zaprzecza.

Na zaaranżowanym spotkaniu z ukrytą kamerą osoby wspierające Project Veritas przeprowadziły swobodną pogawędkę z kilkoma osobami zatrudnionymi w Twitterze. Inżynierowie oprogramowania i specjaliści zajmujący się na platformie bezpośrednimi wiadomościami m.in. Clay Haynes, Pranay Singh czy Mihai Alexandru Florea przyznali, że Twitter pozyskuje wszystkie możliwe dane presonalne i śledzi swoich użytkowników w każdym momencie, by następnie sprzedawać ich wirtualne profile reklamodawcom.

Wszystko, co wysyłacie jest magazynowane na moim serwerze. Wszystkie twoje erotyczne wiadomości i zdjęcia znajdują się obecnie na moim serwerze. Wszystkie twoje nieoficjalne „żony” i dziewczyny, to wszystko jest na moich serwerach.  – tłumaczy Pranay Singh. Clay Haynes z kolei utrzymuje, że istnieje specjalnie powołany zespół około 300-400 osób, którym płaci się za oglądanie zdjęć wysyłanych przez użytkowników za pośrednictwem Twittera.

Nawet osoby bez konta na Twitterze, znajdują się w naszych bazach danych. Dane o Was wyciekają na więcej sposobów niż Wam się wydaje. Mamy informacje od innych osób. Gdy pierwszy raz wchodzisz na Twittera, my już o Tobie wiemy – mówi Conrado Miranda.

Nagranie, na którym można usłyszeć komentarze pracowników przedstawiamy poniżej.

Nawet tak wiele osób nie byłoby w stanie na bieżąco kontrolować wszystkich użytkowników Twittera, dlatego jeden z pracowników wspomina o tym, że większością pracy zajmują się algorytmy. Dopiero, kiedy coś wzbudza ich zainteresowanie jest przekazywane do analizy pracownikom.

Twitter oficjalnie odcina się od tych zarzutów.

Nie prowadzimy aktywnego przeglądu prywatnych wiadomości. Jedynie ograniczona liczba pracowników ma dostęp do tak wrażliwych danych, ale obowiązują ich liczne protokoły, a nadzór jest stosowany wyłącznie w uzasadnionych celach prawnych – możemy przeczytać w oświadczeniu Twittera.

Eksperci do spraw cyberbezpieczeństwa od dawna przestrzegają użytkowników sieci przed wszelkiego rodzajami darmowymi serwisami społecznościowymi, które gromadzą o nich najbardziej szczegółowe dane, by nimi handlować.  Twitter nie jest jedynym serwisem, który stosuje taką politykę. W mniejszym lub większym stopniu robi to także m.in. Facebook i Google. Internet już dawno przestał być anonimowy, a wszystko co do niego trafia raz, nigdy tak naprawdę nie znika. Warto o tym pamiętać. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.