Tesla na kosmicznym kursie, start Falcon Heavy udany, ale…

Rakieta SpaceX Falcon Heavy wystartowała z dwugodzinnym opóźnieniem. Wyniosła na orbitę wokółsłoneczną należącą do Elona Muska Teslę Roadster z kierowcą: manekinem ubranym w skafander kosmiczny. Generalnie start się powiódł, gorzej z lądowaniem boosterów. Zmieniła się nieco trasa manekina-kierowcy.

Wieczorna transmisja ze startu najcięższej aktualnie rakiety nośnej, jaka jest do dyspozycji ludzkości, czyli właśnie Falcon Heavy, przyciągnęła do Sieci mnóstwo ludzi. Start się udał, ładunek został wyniesiony na orbitę wokółsłoneczną. Całe przedsięwzięcie jest dużym sukcesem Elona Muska i jego SpaceX, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Zacznijmy od tego, dlaczego Falcon Heavy jest tak rewolucyjną rakietą. Nie jest to rakieta największa w historii. Jej zdolności nośne są mniejsze od amerykańskiego Saturna V, który wyniósł misje Apollo na Księżyc, czy radzieckiej rakiety Energia. Falcon Heavy ma jednak nad pozostałymi dwiema konstrukcjami olbrzymią przewagę: boostery, które są zdolne powrócić na Ziemię. Pozwala to na ich ponownie użycie. Znacznie redukuje to koszty wynoszenia ładunków poza sferę oddziaływania grawitacyjnego naszej planety.

Falcon Heavy, która umieściła auto Elona Muska w przestrzeni kosmicznej, to rakieta wyposażona w trzy boostery, czyli trzy modułowe jednostki napędowe. Idealną sytuacją byłoby gdyby wszystkie powróciły na Ziemię. Niestety, udało się to tylko dwóm bocznym boosterom, które poprawnie wylądowały na naziemnych stanowiskach powrotnych. Trzeci booster – centralny – ten pracujący najdłużej, miał wylądować na pływającej platformie na morzu. Cóż, jakby to powiedział Elon Musk – technicznie rzecz biorąc, wylądował. Problem w tym, że… zbyt szybko i niecelnie. Przy prędkości szacowanej na 300 mil na godzinę (ok. 482 km/h) moduł po prostu uległ zniszczeniu uderzając w wodę w odległości 100 metrów od pływającej platformy.

Jeżeli chodzi o sam ładunek, to kurs auta Muska, nadany przez Falcon Heavy też nieco odbiega od tego, co początkowo planowano. Przypomnijmy, pierwotny plan zakładał, że manekin-kierowca wraz z autem zostanie wyniesiony na orbitę wokółsłoneczną, która w najdalszym punkcie sięgałaby orbity Marsa. Jednostki napędowe Falcon Heavy zadziałały jednak… zbyt dobrze. I zgodnie z informacjami przekazanymi przez Elona Muska, jego auto wraz z manekinem kierowcą weszło co prawda na orbitę wokółsłoneczną, ale jej aphelium (najdalszy punkt) sięga pasa asteroid, zatem znacznie dalej niż orbita Marsa.

Z jednej strony fajnie, auto Tesli „pojedzie” jeszcze dalej, ale z drugiej, gdyby chodziło o żywych astronautów, to załoga nie byłaby szczęśliwa z wiadomości, że zamiast na Marsa polecą gdzie indziej. Nie zmienia to jednak faktu, że SpaceX osiąga spektakularne sukcesy, których nie przyćmią wspomniane błędy. Zresztą, pamiętajmy, że wczorajszy start i cały lot, to misja testowa. Tego typu próby są właśnie po to, aby w przyszłości uniknąć możliwie jakichkolwiek błędów. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.