MIT: Uber to wyzysk. Uber: MIT robi błędy w metodologii.

Z szeroko zakrojonych badań przeprowadzonych przez naukowców z MIT wynika, że pracując dla Ubera praktycznie... dopłacasz do interesu. Zdaniem badaczy, ekonomia stojąca za tego typu usługami jest absurdalna. Tyle, że zdaniem Ubera, absurdalny jest raczej sposób przeprowadzenia badania przez naukowców z MIT

Zacznijmy najpierw z punktu widzenia badaczy. Naukowcy z MIT (Massachusetts Institute of Technology) Center for Energy and Environmental Policy Research (MIT CEEPR) przeprowadzili zakrojone na szeroką skalę badania obejmujące ponad 1100 kierowców Ubera i Lyft (podobna usługa do Ubera) pracujących na kontraktach z wymienionymi usługodawcami w Stanach Zjednoczonych. Wnioski z badania można w skrócie ująć następująco: większość kierowców uzyskuje bardzo niski dochód, a znaczna część pracujących w ten sposób wręcz dopłaca do interesu wypracowując dochód nie zapewniający pokrycia kosztów i własnego utrzymania.

Raport o nazwie „The Economics of Ride-Hailing: Driver Revenue, Expenses and Taxes” spowodował, że na nowo rozgorzała dyskusja na temat warunków pracy w platformach technologicznych tzw. gigabitowej gospodarki, a także społecznego wpływu omijania podatków przez wspieranych za pomocą funduszy Venture Capital technologicznych gigantów.

MIT: kierowcy zarabiają poniżej najniższej pensji

Gdy badacze z MIT przeanalizowany zebrane dane od kierowców Ubera i Lyft (wielu z nich jeździ dla obu platform) okazało się, że zysk z ride-hailingu jak określa się uberopodobne usługi jest bardzo, bardzo niski, o ile w ogóle jakikolwiek. Mediana zysku za godzinę pracy wyniosła zaledwie 3,37 dolara (czyli 11,5 zł za godzinę – a mówimy o gospodarce Stanów Zjednoczonych), tym samym 74 procent kierowców zarabiało mniej niż płaca minimalna w stanie, na terenie którego działali. Oczywiście zysk obliczony przez badaczy uwzględniał wszystkie niezbędne składniki kosztów, sam fakt wykorzystywania własnego auta, konserwację, naprawy, paliwo, ubezpieczenie itp. Co gorsza niemal jedna trzecia kierowców, aż 30 procent badanych, poniosła koszty przekraczające ich dochody.

Uber, Lyft
74 procent kierowców Ubera i Lyfta zarabia mniej niż najniższa pensja. Zarobki są niskie nawet jak na polskie, a nie amerykańskie warunki (graf. TechCrunch).

To nie wszystko, zbadano również w jaki sposób opodatkowane są dochody z jazdy i okazało się, że w Stanach Zjednoczonych większość zysków jest niewłaściwie opodatkowana, a Uber czy Lyft dezinformują budżet publiczny w kwestiach podatkowych.

Co zatem badanie mówi nam o modelu biznesowym Ubera, Lyfta i podobnym im spółkom technologicznym? Jak twierdzi Mark Tluszcz, współzałożyciel i CEO Mangrove Capital Partners: „mówi nam że to gówniane miejsce pracy” (dokładnie tak się wyraził). Tluszcz, mimo iż sam zarządza funduszem Venture Capital, twierdzi, że nigdy jego firma nie wesprze tego typu gigabitowej spółki jak Uber, gdyż jego zdaniem wszystkie takie firmy korzystają z modelu biznesowego będącego w istocie wyzyskiem.

Dla kierowcy jeżdżącego dla takiej firmy, każdego dnia jakaś suma jest stałą jego kosztów, jak mówi Tluszcz: „Musisz kupić samochód, wykupić ubezpieczenie, zapłacić za paliwo… a jeżeli pośrednik (czyli właśnie Uber czy Lyft – dop. CHIP) bierze coraz większą prowizję, a następnie używa ceny podróży (obniża ją – dop. CHIP) jako elementu walki z konkurencją… to Ty jako kierowca widzisz jak twój dochód spada i jedynym sposobem na pokrycie stałych kosztów jest spędzanie jeszcze więcej czasu w samochodzie”.

Informacja o opublikowanym przez badaczy z MIT raporcie (zainteresowanym podaję źródło – dokument PDF w jęz. angielskim) jest coraz szerzej nagłaśniana. Rzecznik firmy Uber powiedział dziennikowi The Guardian, że firma uważa, iż metodologia i wyniki badań są „głęboko wadliwe”, jednocześnie dodał, że „wyciągnęliśmy rękę do autorów artykułu (dokładniej: badania – dop. CHIP), aby zaproponować sposoby, w jakie moglibyśmy razem pracować i udoskonalić swoje podejście”.

Problem w tym, że gdy model jest z gruntu zły, jego doskonalenie niewiele pomoże. Wspomniany już Mark Tluszcz na wypowiedź rzecznika Ubera zareagował w ten sposób: „MIT to nie jest jakaś organizacja drugiego rzędu” i dodaje „dla mnie jest to moment, że kiedy MIT mówi, że mamy tu problem to znaczy że w modelu jest coś nie tak. Przez jakiś czas możemy go tolerować, ale ostatecznie tworzymy zgubione pokolenie ludzi”.

Uber: kierowcy zarabiają przyzwoicie, a badanie MIT jest błędne

Uber nie poprzestał jednak na wspomnianej wyżej wypowiedzi rzecznika firmy. Dokonał analizy badania wykonanego przez badaczy z MIT CEEPR i wypunktował wady metodologii użytej przez naukowców. Uber zaczął od przedstawienia innych badań dotyczących warunków pracy kierowców kontraktowych Ubera w Stanach Zjednoczonych i powołał się m.in. na badania Alana Kruegera z Princeton (dla zainteresowanych źródło), które wykazały, że średnie zarobki kierowców Ubera wynosiły (stan na październik 2015 roku) 19,04 dolara za godzinę. Nowsze badania zrealizowane przez badaczy z Uniwersytetu Stanforda (źródło) obejmujące okres od stycznia 2015 do marca 2017 pokazują, że zarobki za godzinę (brutto, istotny szczegół) wynoszą 21,07 dolara za godzinę i jest to wartość średnia dla wszystkich kierowców Ubera w Stanach Zjednoczonych.

To nie wszystko, Uber wskazuje również, że samo źródło danych, na których opierali się badacze z MIT, również pokazuje inne wartości. Badacze nie przeprowadzili ankiet z kierowcami samodzielnie, posłużyli się danymi zebranymi przez blog The RideShare Guy, który odpytał ponad 1100 kierowców Ubera na temat warunków ich pracy, zarobków i kosztów. Zdaniem Ubera analiza nawet tych samych danych, na których opierali się badacze z MIT pokazuje, że średnie zarobki to 15,68 dolara za godzinę. Te same dane, a kwota ponad trzykrotnie wyższa? Kto zawinił? Zdaniem Ubera metodologia wybrana przez badaczy z MIT CEEPR.

Uber zwraca uwagę, że ankieta The RideShare Guy, której wyniki stanowiło źródło danych do badania MIT zawiera pytania tak sformułowane, że ankietowani mogą odpowiedzieć konkretną kwotą, przedziałem lub wręcz opisowo. Przy czym niektóre pytania są tak sformułowane, że kierowcy mogą na nie odpowiadać w różny sposób zależnie od tego jak zinterpretują pytanie.

Zainteresowanych tematem dokładniej odsyłam do obszernego wpisu Jonathana Halla, Chief Economist Officera Ubera, natomiast na koniec chcemy zwrócić waszą uwagę jeszcze na jeden fakt, MIT w swoich badaniach podaje wartości stanowiące medianę, natomiast Uber operuje wartościami średnimi. Średnia i mediana, choć stanowią obie tzw. statystyczne miary centralne, nie oznaczają tego samego. | CHIP