PIERWSZE WRAŻENIA: Huawei P20 Pro

Seria P to konsumenckie flagowce Huawei. To telefony, które mają trafić do serc i portfeli użytkowników, którzy nie interesują się technikaliami, ale oczekują najwyższej jakości wykonania, intrygującego wyglądu i płynnego działania urządzenia. A przede wszystkim - świetnego aparatu fotograficznego. Rozpoczęliśmy testy P20 Pro, na początek - pierwsze wrażenia. 

Wygląd i wykonanie

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niezwykłe wykończenie obudowy – P20 Pro został pokryty z obu stron wyginanym szkłem, jednak inaczej niż u konkurentów. W jego przypadku z tyłu obudowy jest ono wewnętrznie barwione w sposób, który sprawia, że w zależności od kąta padania światła jego barwa się zmienia. Przypomina to trochę „efekt kameleona” znany, co starszym czytelnikom, z Nokii 7110. W sprzedaży pojawią się trzy odmiany kolorystyczne P20 Pro – czarna, niebieska i fioletowa – na tej ostatniej efekt gradientowego barwienia wygląda najciekawiej, podczas gdy w przypadku pierwszej, czarnej, jak łatwo domyślić się, nie występuje w ogóle. My testujemy model „blue”.

Tył P20 trochę jak lustro (fot. Damian Kwiek)

Obudowa P20 Pro jest przyjemnie zaoblona i dobrze układa się pod palcami, jednak nie należy do najcieńszych, a wrażenie to wzmacnia fakt, że jej brzegi są półokragłe. Ten telefon świetnie wpasowuje się w dłoń i leży w niej pewnie, a szklana powierzchnia, chociaż trudna do utrzymania w czystości, nie jest śliska i bardzo dobrze przylega do palców.

Standardowy zestaw przycisków – Power, Volume Up, Volume Down – znajduje się na prawej krawędzi obudowy, dokładnie tak jak w innych urządzeniach Huawei. Działanie przycisków jest pewne, a ich lokalizacja bardzo wygodna. A skoro już mówimy o dźwięku, to zła wiadomość dla tych, którzy nie lubią zmian: P20 Pro nie ma analogowego złącza audio, a przewodowe słuchawki podłącza się do niego przez dołączoną w zestawie przejściówkę. Cóż, czy ktoś spodziewał się, że będzie inaczej…?

P20 Pro to duży telefon, jednak jak na swoją klasę można by go nazwać wręcz kompaktowym, bo oferuje doskonały stosunek powierzchni ekranu do powierzchni całej obudowy. Jego mierzący 6,1″ po przekątnej wyświetlacz nosi oznaczenie FullView, co oznacza, że ma coraz popularniejsze proporcje 18,5:9 i jest niemal całkowicie pozbawiony ramek. I w przypadku P20 Pro „niemal całkowicie” oznacza wreszcie naprawdę to, co powinno, bo tylko na dole obramowanie ekranu pozostało szersze, niż absolutne minimum niezbędne do zainstalowania matrycy. Niestety, na górze wyświetlacza znajduje się wycięcie, do złudzenia przypominające to, które dobrze znamy już z iPhone’a X. W P20 Pro mieści się w nim przedni aparat fotograficzny oraz zestaw czujników.

Poniżej ekranu zainstalowany jest czytnik odcisków palców, będący jednocześnie dotykowym przyciskiem Home. Możemy tylko zgadywać, czemu wybrano taką lokalizację tego czujnika oraz że zapewne miało to ważne uzasadnienie technologiczne, nie mniej jednak szkoda, że nie pozostał on tam, gdzie był w większości dotychczasowych urządzeń serii P, czyli z tyłu obudowy. Taka lokalizacja sprawiała, że był dużo wygodniej dostępny, a także pozwalała potencjalnie pozbyć się także dolnej ramki wokół ekranu. Tradycyjnie natomiast zastosowany przez Huawei czytnik linii papilarnych jest najwyższej klasy: imponuje zarówno szybkość jego działania, jak i praktyczna bezbłędność wykonywanych odczytów. Także podobnie jak w innych modelach, dotknięcie czytnika inną częścią dłoni niż palec albo nawet innym niż zarejestrowany palcem nie powoduje włączenia podświetlenia ekranu, nie ma więc obaw o wybudzanie telefonu w kieszeni i zużycie baterii.

Trzy moduły fotograficzne flagowca Huawei (fot. Damian Kwiek)

Aparat fotograficzny

To właśnie ten element, który w moim odczuciu zadecyduje o sukcesie P20 Pro. Aparat fotograficzny nowego flagowca Huawei to tak naprawdę zestaw aż trzech obiektywów i matryc, z których każda ma do wypełniania konkretne zadanie a wspólnie tworzą system będący czymś więcej, niż suma jego składników.

Na pokładzie jest więc matryca RGB Light Fusion o rozdzielczości 40 Mpix współpracująca z obiektywem f/1.8, matryca monochromatyczna o rozdzielczości 20 Mpix i obiektywie f/1.6 oraz dodatkowa matryca 8 Mpix z obiektywem tele o długiej ogniskowej (f/2.6).

Wykorzystanie bardzo jasnych obiektywów, matryc o dużym rozmiarze piksela oraz tradycyjnego dla Huawei zestawu matryca RGB-matryca BW ma pozwolić na uzyskanie doskonałych rezultatów w gorszych warunkach oświetleniowych, czy wręcz w nocy i nasze wstępne testy potwierdzają, że zamiar ten udało się zrealizować.

Robienie zdjęć nowym smartfonem z Chin to duża przyjemność (fot. Damian Kwiek)

Doskonałe wrażenie robi też technologia Hybrid Zoom, która dzięki wykorzystaniu trzech obiektywów o różnych ogniskowych pozwala na wykonywanie zdjęć z przybliżeniem x5, z czego powiększenie x3 jest optyczne. Tu także potrzebne są dalsze testy, które pokażą jak ta funkcja sprawdza się w różnych warunkach, jednak po pierwszych próbach stwierdzam, że jej używanie jest wygodne i naturalne a uzyskane wyniki naprawdę dobre.

Nowości pojawiły się też jeśli chodzi o kręcenie filmów. Najważniejszą z nich jest zastosowanie wyrafinowanej stabilizacji, która ma zapewnić dobrą jakość materiałów filmowych nawet jeśli kręcimy je w ruchu. Mniej istotna, bo zdecydowanie rzadziej używana, ale za to dużo bardziej spektakularna jest funkcja Super Slow Motion, znana już ze smartfonów Sony i Samsunga. Tak jak w przypadku tych marek, także telefon Huawei ma możliwość zapisać krótki (ok. 0,2 s) film z szybkością 960 klatek na sekundę, co pozwala uzyskać klip z fantastycznie wyglądającym efektem spowolnienia czasu. Niestety, w odróżnieniu od Samsunga Galaxy S9 w P20 Pro nie ma możliwości automatycznej aktywacji trybu 960 fps za pomocą wykrywania ruchu, a to oznacza, że tak jak w smartfonach Sony trzeba będzie próbować samemu trafić z naciśnięciem migawki w ten właściwy ułamek sekundy, co zdecydowanie nie jest ani proste, ani przyjemne.

Aparat P20 wspomagany przez SI (fot. Damian Kwiek)

Ekran

Wykonany w technologii AMOLED wyświetlacz o przekątnej długości 6,1″ ma rozdzielczość 2240×1080 pikseli, co daje gęstość 414 ppi. Obraz jest więc idealnie ostry, kontrasty świetne a nasycenie w sam raz. Huawei chwali się zastosowaniem technologii TrueTone, mającej za zadanie wyświetlanie barw możliwie najbardziej zbliżonych do naturalnych i trzeba przyznać że różnica w kolorach w stosunku do ekranów innych producentów, szczególnie Samsunga, jest zauważalna. Pytanie, czy to jest właśnie dokładnie to, czego chcą użytkownicy, którzy nie raz już pokazali, że przynajmniej na krótką metę wolą przesadnie intensywne, podkręcone barwy.

Wysoką jakość wyświetlacza widać nawet gołym okiem (fot. Damian Kwiek)

Ekran ma proporcje panoramiczne 18,5:9 i został „nadgryziony” przez umieszczone na górnej krawędzi wcięcie z przednim aparatem fotograficznym. Ciekawym pomysłem jest możliwość programowego „schowania” wcięcia, co polega na… wyświetleniu po jego obu bokach dopasowanych do niego szerokością czarnych pasków. Optycznie uzyskujemy wtedy jednolity, czarny pasek na górze ekranu, dobrze maskujący fakt, że jego środkowa część tak naprawdę nie jest kawałkiem wyświetlacza.

Pokazaliśmy flagowcowi Huawei stronę CHIP-a (fot. Damian Kwiek)

Wydajność, system, AI

Najnowszy flagowiec Huawei wyposażony jest w procesor Kirin 970, który zadebiutował wraz z premierą Mate 10 Pro i pozostaje najwydajniejszym CPU produkowanym przez należący do Huawei HiSilicon. Do kompletu w P20 Pro znajdziemy chip graficzny Mali-G72 MP12, 6 GB pamięci RAM oraz 128 GB pamięci masowej, a wszystko to pracujące pod kontrolą systemu Android 8 Oreo z nakładką EMUI 8.

Niezwykle ważną cechą użytego SoC jest fakt, że został on wyposażony w NPU, koprocesor sieci neuronowej, przeznaczony do wspomagania pracy działających lokalnie, w telefonie a nie w chmurze elementów sztucznej inteligencji.

Huawei coraz szerzej wykorzystuje możliwości swojej AI. W P20 Pro znajduje ona zastosowanie między innymi w optymalizacji wydajności, optymalizacji zużycia energii, inteligentnej redukcji szumów otoczenia podczas prowadzenia rozmów, automatyczna kategoryzacja zdjęć, ocenianie i wybór najlepszych (obsługujące tą funkcję algorytmy były trenowane przez ludzkich ekspertów), czy wreszcie grupowanie wybranych fotek w tematyczne galerie o automatycznie tworzonym layoucie.

Najważniejszą dziedziną użycia AI jest jednak fotografia. W P20 Pro sztuczna inteligencja nie tylko w tle zajmuje się generowaniem obrazu łączonego z trzech matryc i obiektywów, ale też na bieżąco rozpoznaje scenę automatycznie dobierając optymalne parametry i podpowiadając stosowny program tematyczny, analizuje głębię kadru i stosuje właściwe rozmycie tła czy też potrafi przewidywać w którym miejscu znajdą się w chwili naciśnięcia migawki poruszające się obiekty, zawczasu ustawiając tam ostrość. Nowością jest funkcja wirtualnego oświetlenia zdjęć portretowych, w której AI tworzy model twarzy fotografowanej osoby i nakłada na niego efekty świetlne odpowiadające zastosowaniu trzech różnych typów oświetlenia studyjnego. Póki co z naszych prób wynika, że efekty działania tej funkcji są bardzo różne w zależności od sytuacji, z pewnością napiszemy o nich dokładniej, kiedy sprawdzimy ją dokładniej.

Specyfikacja testowanego przez nas P20 Pro (fot. Damian Kwiek)

Ważne detale

P20 Pro jest wodoodporny, spełniając wymagania normy IP67, co oznacza, że bez obaw można go włożyć pod wodę albo wystawić na jej strumień, jednak nie należy go w ten sposób traktować zbyt długo ani zanurzać zbyt głęboko. Z punktu widzenia użytkowników, ten często niedoceniany drobiazg ma bardzo duże znaczenie – nie dlatego, żeby wszyscy planowali nurkować ze swoimi telefonami, ale raczej ze względu na łatwość, z jaką przy odrobinie pecha można w codziennym użytkowaniu zniszczyć telefon pozbawiony tej cechy.

Kolejna kwestia, która często ginie w cieniu szybkości procesora i ilości pamięci to pojemność baterii. W P20 Pro mamy aż 4000 mAh, które dodatkowo zostały wsparte systemem szybkiego ładowania SuperCharge. Dopiero zaczynamy testy, trudno więc powiedzieć, jak będzie prezentować się faktyczny czas pracy pomiędzy ładowaniami, jednak znając możliwości Huawei po dotychczasowych doświadczeniach z telefonami serii Mate spodziewamy się, że będą co najmniej dobre.

Huawei postawiło na bogate wyposażenie swojego nowego flagowca w systemy wspomagające jakość odtwarzanej muzyki. Na pokładzie jest Dolby Atmos działający zarówno kiedy używamy głośników jak i słuchawek, współpracujący z inteligentnym systemem dobierającym efekty do rodzaju odtwarzanych dźwięków. P20 Pro obsługuje też bezprzewodowe przesyłanie dźwięku LHDC 990 kbps.

Mimo, że mamy do czynienia z telefonem konsumenckim, w nowym urządzeniu Huawei dostępny jest wprowadzony po raz pierwszy wraz z Mate 10 Pro tryb PC, pozwalający korzystać z podłączonego do zewnętrznego monitora, klawiatury i myszy smartfonu jak z komputera.

Wkrótce w portalu szczegółowy test P20 Pro (fot. Damian Kwiek)

Cena i podsumowanie

Huawei P20 Pro ma kosztować 3499 zł i jest to cena wysoka, lecz atrakcyjna. Wysoka, bo stawia nowy telefon w jednym rzędzie z innymi flagowcami, daleko powyżej zakresu cenowego, o którym myśli przeciętny Polak zastanawiający się nad zakupem smartfonu. Atrakcyjna, bo aż o jedną ósmą niższa od ceny Galaxy S9+, który jest jego największym konkurentem. To właśnie z nim najnowszy Huawei toczyć będzie walkę o serca i portfele najwybredniejszych klientów i biorąc pod uwagę jego możliwości, ma duże szanse na zwycięstwo. P20 Pro oferuje wydajność na najwyższym poziomie, pojemną baterię, doskonały ekran i bardzo bogaty zestaw funkcji, który jest mocno wspomagany innowacyjną sztuczną inteligencją. Jego najważniejszym atutem jest jednak bardzo nowatorski aparat, który wykorzystuje cały szereg unikalnych technologii. Jeśli w dłuższych testach nadzieje, jakie budzą pierwsze próby tego potrójnego aparatu się potwierdzą, Huawei może zyskać wyraźną przewagę i stać się naturalnym wyborem dla poszukujących najwyższej jakości mobilnej fotografii. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.