PowerColor wprowadzi nową serię Radeonów RX Vega

Seria Red Dragon to niereferencyjne Radeony produkcji PowerColor.

Czerwone Smoki (dość oczywisty wybór koloru) są zawsze kartami niereferencyjnymi, zwykle także posiadającymi wyższe niż standardowe taktowanie rdzenia i pamięci. Dwie nowe karty z tej serii pokazał PowerColor. Firma ma na koncie długą listę niereferencyjnych Radeonów, więc pojawienie się nowych modeli z serii Red Dragon nie powinno dziwić. Rynek jednak nie obfituje w autorskie wersje Radeonów Vega, więc nowe karty PowerColor nie mają licznej, bezpośredniej konkurencji w obozie „czerwonych”.

PowerColor AMD Radeon RX Vega 56 Red Dragon ma trzy wentylatory i dość efektowną stylistykę (fot. PowerColor)

Producent nie ograniczył się tu jedynie do zaprojektowania układu chłodzenia, ale też przebudował nieco PCB karty względem modelu referencyjnego. W porównaniu z pierwszą autorską wersją kart z rodziny Vega produkowanych przez PowerColor (Red Devil) karty Red Dragon są nieco bardziej kompaktowe. Są odrobinę krótsze, zajmują też dwa, a nie tzw. 2,5 (czyli w praktyce 3) sloty. Wydają się jednak dość wysokie.

Reklama
Nowe karty PowerColor oficjalnie trafią na rynek już niedługo. Oczywiście pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to tzw. „papierowa premiera” (fot. PowerColor)

Pełnych, oficjalnych danych dotyczących tych kart wprawdzie jeszcze brak, ale producent ujawnił, że Radeon RX Vega 56 Red Dragon będzie taktowany bazowo 1487 MHz, a to dość znaczący overclocking względem modelu referencyjnego, którego GPU pracuje z częstotliwością 1396 MHz. Zmiany ominą pamięć. Ta będzie nadal miała pojemność 8 GB i składać się będzie z bardzo wydajnych układów HBM2.

Wydajność będzie z pewnością nieco wyższa niż w przypadku karty referencyjnej. Otwarte pozostaje pytanie o cenę, jako że PowerColor jeszcze nie zdradził, ile przyjdzie zapłacić za nowe Czerwone Smoki. Przy obecnej sytuacji na rynku cena prawdopodobnie osiągnie okolice 4000 złotych za RX Vega 56 i około 1000 złotych więcej za RX Vega 64. Inna sprawa czy karty w ogóle trafią do sklepów, czy natychmiast wylądują w koparkach kryptowalut? | CHIP