honor 9 lite

Honor 9 Lite: Co klika a czego się dotyka? [Test czytelnika]

Fot. Przemysław Szymanowski
Przemysław Szymanowski: Oryginalny design pozbawiony wodotrysków przypadł mi do gustu. Miłym dodatkiem okazało się etui, które producent dorzuca do kompletu i gniazdo minijack, którego nowe modele smartfonów są często pozbawione. Funkcje dzielenia ekranu i trybu nocnego działają prawidłowo, choć nie są mi niezbędne do życia.

Wysyłając zgłoszenie do konkursu o Honorze 9 Lite wiedziałem już wtedy wiele, bo jestem na bieżąco z newsami branżowymi i testami sprzętu, ale nie miałem jeszcze przyjemności użytkować jakiegokolwiek telefonu tej marki choć z produktami Huawei miałem styczność wiele razy i to nie tylko telefonami. Z wielu testów, które przeczytałem, wynikało, że Honor 9 Lite to naprawdę udany smartfon, a nawet były głosy, że w cenie około 1000 zł to wyjątkowo udany zakup.

Krótki rzut oka na wygląd i jego specyfikację techniczną istotnie dawał nadzieję na coś więcej, niż zwykły, nie wyróżniający się w tłumie średniak, tym bardziej, że wyglądem na zdjęciach urzekł mnie już od pierwszego wejrzenia. A ten uroczy, niebieski kolor? Bomba! Tego mi od dawna brakuje w telefonizacji, szczypty czegoś innego, radości z koloru, powiewu świeżości w wyglądzie. Marzyłem tylko, żebym do testów otrzymał Honora w tym kolorze i kiedy przyszła paczka, to pierwsze czego szukałem na opakowaniu to opis koloru aparatu. Jakaż była moja radość gdy na opakowaniu zobaczyłem napis Sapphire Blue! A kiedy już go wyciągnąłem z pudełka powiedziałem do syna, który mi towarzyszył przy otwieraniu paczki- „Ale ładny telefon”. To coś musi znaczyć…

Wygląd i wykonanie

(fot. Przemysław Szymanowski)

Już po tym wstępie zapewne nietrudno się domyślić, że wygląd Honora niezmiernie przypadł mi do gustu. Nie ma tu „wodotrysków” w stylu ekranu 3D, tak promowanego głównie przez Samsunga, nie uświadczymy też metalowych elementów obudowy. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo telefon i tak może się bardzo podobać. Po przygodzie z S6 Edge śmiem twierdzić, że ekran 3D to zbędny „bajer”, mi on w ogóle nie przypadł do gustu i wiem, że nie jestem w swojej opinii odosobniony, bo są całe rzesze użytkowników, którzy nie tolerują mocno zaokrąglonych ekranów. W mojej opinii więcej w tym problemów niż pożytku – kto chciał przykleić szkło do takiego panelu ten wie, jak paskudna jest to sprawa. Nie wspomnę o tym, że często coś mi się klikało przy krawędziach co doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Nie, nie i jeszcze raz nie, ekran 3D to nie moja bajka… Wolę zdecydowanie klasyczne rozwiązania z prostym ekranem, ale ekran 2,5D jak w tym Honorze też jest jak najbardziej w porządku, dodaje mu nowoczesności bez ujemnych konsekwencji mocno obłego ekranu.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Telefon jest wykonany z połączenia plastiku i szkła. Na pewno jest to mniej wytrzymała konstrukcja niż chociażby w moim prywatnym LG G6, ale podejrzewam, że księgowi narzucili taki kompromis, żeby nie windować ceny sprzętu. I wiecie co? Brak wykorzystania metalu w obudowie Honora 9 Lite zupełnie mi nie przeszkadza, telefon jest doskonale spasowany, nic nie piszczy, nie trzeszczy, do tego jest relatywnie lekki i bardzo dobrze leży w dłoni. Honor w tym modelu w końcu przeszedł na ekran o nowych proporcjach 18:9 z dość wyraźnie zmniejszonymi ramkami obudowy, co wyszło na dobre. Ekran 2,5 leciutko zaokrąglony na krawędziach, w połączeniu z jego dużym rozmiarem (5,65 cala) i smukłym wyglądem dał świetny efekt końcowy- to wyglądający bardzo, bardzo ładnie, nowoczesny smartfon w atrakcyjnej cenie (obecnie nawet poniżej 900 zł).

W teście świadomie nie będę przywiązywał wagi do przytaczania specyfikacji technicznej, ponieważ wydaje mi się, że ideą testu jest sprawdzenie telefonu w warunkach zwykłego użytkowania, a nie testów porównawczych w odniesieniu do cyferek czy słupków. Nie do końca interesuje mnie, czy ekran to Gorilla  Glass 3, 5 czy 50, bo wiem, że jak telefon gruchnie o ziemię, to i Gorilla Glass 200 nie pomoże. Tak samo kiedy będzie noszony w kieszeni czy torebce z pękiem kluczy. Pęknie czy porysuje się i tyle. Ważniejsze jest, że ekran nie ma tendencji do palcowania się, ruch po ekranie jest płynny, palec „nie zaciąga” się jak to czasami bywa w innych szkłach, wygląda, pracuje, jakby był z powłoką oleofobową, ale chyba nie jest, bo nie mogłem znaleźć takiej informacji.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Najważniejsze jednak, że jest bardzo jasny, przez to czytelny nawet w największym słońcu. Tryb automatycznej jasności działa bardzo dobrze, całkiem rozsądnie dobierając parametry, więc nie widzę potrzeby zmiany tej nastawy na tryb sztywny. Kolory są żywe, ładne dla oka, czcionki wyraźne, ostre. Wyświetlaczowi naprawdę niewiele można zarzucić, przy tej cenie sprzętu to kawał porządnego ekranu. Niewątpliwie jest duży progres względem znanych mi modeli ze stajni Huawei np. P9 Lite 2016 czy 2017. Ale nie znaczy że nie ma wad. Ekran jest mocno lustrzany, daje chyba zbyt wiele refleksów, co widać na zdjęciach. Pewnie dlatego niezbyt lubi się z okularami polaryzacyjnymi. Przy odchyleniu w pionie są duże spadki jasności, czego praktycznie nie ma przy ruchu w poziomie. Do tego dochodzą duże przebarwienia kolorów w stronę czerwieni. Dlatego używając Honor z okularami polaryzacyjnymi (np. jadąc z nawigacją) mogą być pewne kłopoty. Ale to chyba jedyna jego wada, poza tym to naprawdę bardzo udany wyświetlacz.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Tył obudowy to lusterko. Piękne, urzekające, niebieskie lusterko, w którym można się przeglądać jak zła królowa w bajce o królewnie Śnieżce. Tylko jak to ocenić? Hmmm. Z jednej strony jest to naprawdę śliczne, ale z drugiej? Niekoniecznie. Lusterko bowiem palcuje się niemiłosiernie (co mam nadzieję widać na jednym zdjęciu!), zatem utrzymanie go w lustrzanej formie wymaga chyba nieustannego przecierania. Ale komu by się chciało! Do tego jest to szkło, które zarówno może się łatwo zbić, jak i porysować. Dlatego tylny panel, acz piękny, jest praktycznie mało użyteczny. Ale włożenie Honora do przezroczystej obudowy mogłoby z pewnością uratować sytuację- chronić telefon z jednoczesnym nieukrywaniem tego elementu ozdobnego.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Jak jakiś czas temu kupiłem flagowca LG G6 to zanim dokupiłem etui drżałem kilka dni, żeby go jakoś donosić do tego czasu w jednym kawałku. A w przypadku Honora 9 Lite przemiła niespodzianka! Etui w zestawie. Może żadnego szału nie ma, ale sam fakt, że firma dorzuciła je w komplecie to za to wielki plus. Mała, tania rzecz, a jak cieszy! Zanim kupimy coś lepszego według własnych upodobań możemy przynajmniej przez jakiś czas mieć względnie zabezpieczony telefon, głównie tylną szybę przed jej porysowaniem. A etui wcale nie jest złe, szkoda tylko, że z tyłu jest matowe, bo ukrywa lusterkowe plecki, ale na pewno nie widać tak na nim rys. I tak się teraz zastanawiam… Czy naprawdę w telefonach za 3-4 tysiące nie można dołożyć jakiegoś startowego etui? Honor pokazuje, że nawet w telefonie za 1000zł można to zrobić. Wielki „Szacun” dla Honora, taka drobna rzecz, a jak potrafi połechtać konsumenta. Love this.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Z przodu obudowy niby standardowo, ale od razu rzucają się w oczy dwa obiektywy, z których jeden służy do uzyskiwania rozmycia tła w trybie portretowym. Ale o zdjęciach będzie mowa w kolejnych odsłonach testu. Z prawej strony obudowy znajdują się trzy przyciski – zintegrowany przycisk głośności i odrębny, do blokowania ekranu/uruchamiania telefonu. Rozwiązanie to nie do końca mi pasuje, chyba za bardzo się przyzwyczaiłem do telefonów LG serii G, które głośność mają z lewej strony, albo na pleckach, gdzie często umiejscawiano też włącznik/wyłącznik blokady/uruchomienia telefonu. Nawet nie wiem czemu rozwiązanie Honora mi nie pasuje, niby przyciski są pod kciukiem i są łatwo dostępne, ale jakoś nie. Wiem że to drobiazg i żadna wada, ale wolę włącznik z tyłu, a głośność po lewej stronie. Może to coś ze mną nie tak, a nie z Honorem?

(fot. Przemysław Szymanowski)

Z dołu obudowy Honorowi zafundowano gniazdo 3,5mm minijack, co bardzo mnie cieszy, bo jestem mocno osadzony w czasach analogowych. Ostatnio niestety producenci mają tendencje do usuwania tego gniazda w ogóle, albo unifikowania z USB-C. Są głosy, że to niby niewiele zmienia, że USB-C daje lepszą jakość dźwięku i takie tam. Ale ja tam jestem trochę staroświecki i lubię gniazdo minijack. Przyzwyczajenia to przyzwyczajenia. A te przejściówki zawsze gdzieś się zapodzieją, kiedy są akurat potrzebne. Do ekranu 18:9 łatwo się przyzwyczaić, ale do braku minijacka chyba bym nie zdołał.

Po środku dołu obudowy ulokowano mikrofon i gniazdo ładowania. Szkoda, że producent nie zastosował gniazda USB-C, tylko stare poczciwe microUSB. Nie chwaląc się zdarzyło mi się „uwalić” microUSB po imieninach, if you know, what I mean 😉 bo kto tam by zwracał wtedy uwagę która końcówka jest krótsza, a która dłuższa…

Z prawej strony ulokowano głośnik, który gra bardzo dobrze, całkiem głośno i całkiem przyjemnym tonem. Nie mam do niego absolutnie żadnych zastrzeżeń. Trochę to nawet irytujące, bo gra on zdecydowanie lepiej niż w moim LG G6. Bez komentarza. Tylko bić brawo dla Honora.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Z tyłu obudowy prawie standardowo dla marek Honor/Huawei umiejscowiono czytnik linii papilarnych, czyli po środku w górnej części urządzenia. Rozwiązanie sprawdzone i niebywale wygodne, no chyba że w końcu doczekamy się czytnika z dowolnego punktu ekranu. Na chwilę obecną nie wymyślono według mnie lepszego rozwiązania dla jego położenia. Słyszałem co prawda głosy malkontentów, że czytnik z przodu to lepszy pomysł, ale według mnie absolutnie nie. Mam służbowego Samsunga z czytnikiem z przodu i wolę zdecydowanie czytnik z tyłu. Czytnik z przodu na dole wymusza trochę wykręcanie ręki i daje wówczas mniej pewny chwyt telefonu, co w Samsungu skutkowało kilka razy wysunięciem się telefonu z ręki, nie wspominając o gorszym trafianiu w pole skanera, ale to chyba raczej problem gorszego czytnika Samsunga. Dlatego czytnik z tyłu obudowy pod palcem wskazującym jest jego bardzo naturalną pozycją i cieszę się, że tak to zostało rozwiązane w Honorze. Sam skaner działa fantastycznie- szybciutko i praktycznie bez pomyłek, ale to już chyba standard dla produktów stajni Huawei/Honor.

Przy okazji czytnika muszę jednak wspomnieć o tym, że pewne przyzwyczajenia ciężko zmienić. W czytniku Honora brakuje mi kliku, bo to nie jest przycisk, a nieaktywne pole. W LG czytnik ma klik blokady, który mi zdecydowanie bardziej pasuje. Klik klik, blokada/odblokowanie. Jeden palec, żadnego szukania dodatkowego przycisku pod kciuk. Łatwiej. Ale to też nie jest wada Honora, po prostu pod mój gust można to zrobić inaczej- dla mnie lepiej.

Z tyłu obudowy mamy też dwa „oczka” podwójnego aparatu- tak jak z przodu jeden ma służyć uzyskaniu efektu bokeh. Jak to działa- sprawdzimy później. Do tego lampka flasha. Standard. Ale czego więcej wymagać od telefonu za 1000zł? Wszystko ładnie, schludnie i na miejscu. Urzekająca prostota i elegancja.

W zestawie są słuchawki, ale nie ma się o czym rozpisywać. Bardzo standardowe, zwykłe, nawet nie tulejowe. Ot są, spełniają swoją funkcję i tylko tyle. Może za dużo nie można wymagać w tej cenie?

Reasumując design telefonu i jego ekran to bardzo mocny punkt Honora 9 Lite. Jeśli zatem kupując telefon pokierujemy się oczami, a nie cyferkami, wybór tego Honora jest wielce prawdopodobny, bo to naprawdę bardzo atrakcyjny wizualnie sprzęt. I co bardzo ważne- telefon nie sprawi problemu w obsłudze kobietom. Żona i córka trochę pomogły mi w teście i poklikały telefonem, więc po ich wrażeniach jestem pewny, że smartfon tej wielkości mogą spokojnie i bez żadnych problemów użytkować panie. Co więcej moje kobiety chłonęły go wzrokiem, smukły, lekki, wygodny i do tego bardzo im się podobał wizualnie. Idealny telefon dla płci pięknej? Nie wykluczam.

Funkcje ekranu

(fot. Przemysław Szymanowski)

Obok wyglądu i ogólnych wrażeń o aparacie poproszono mnie o przetestowanie działania funkcji dzielenia ekranu i trybu nocnego.

Odnośnie funkcji dzielenia ekranu do pracy z dwoma aplikacjami mam bardzo mieszane uczucia, trochę takie, jakie ma mężczyzna gdy jego teściowa spada w przepaść jego nowym BMW. Z jednej strony można się cieszyć, że taka funkcja w ogóle jest, z drugiej nie jest to funkcja, która jest jakaś super przydatna w codziennym użytkowaniu i śmiało można się bez niej obyć. Wydaje mi się, że jej przydatność zależy od specyficznego wykorzystywania telefonu. Rozumiem, że mogą być przypadki, kiedy coś trzeba będzie napisać, przepisać z drugiego ekranu, coś podpatrzeć, nie wiem. Ale mi osobiście nie jest to funkcja niezbędna do życia.

Jeśli chodzi o jej działanie to nie mam większych zastrzeżeń. Większość apek ma w belce ikonkę „dzielenia” i po jej kliknięciu okno jest otwierane do połowy ekranu z belką dzielenia i suwakiem do zmiany wielkości okna. Można też włączyć dzielenie poprzez przytrzymanie kwadratu z belki na otwartej aplikacji, która wówczas przejdzie w stan dzielenia i otworzy się w połowie ekranu. Funkcja dzielenia jest jednak troszkę inaczej realizowana w Honorze niż np. w LG, gdzie wybierać dzielenie można z aplikacji już otwartych, bo telefon niejako „nie widzi” aplikacji do otworzenia w nowym oknie. W Honorze nawet po otwarciu jednego okna i jednej aplikacji można w drugim oknie otworzyć inną aplikację z wyświetlonej listy. I myślę, że to lepsze rozwiązanie, chociaż jakiegoś przełomu tu nie widzę. Tak jak pisałem, dzielenie ekranu mnie nie urzeka, od dawna jestem przyzwyczajony do przełączania się między otwartymi aplikacjami na pełne ekran i ciężko mi zmienić te przyzwyczajenia. Niemniej jednak wszystko działa jak należy, nie czuć żadnych zwolnień przy przełączaniu. Kirin 659 demonem prędkości może nie jest, ale w połączeniu z 3 GB RAM-u operacyjnego daje radę, wszystko działa szybko i bez zacięć. Należy jednak wspomnieć, że część aplikacji nie obsługuje trybu dzielenia ekranu, więc można dzielić tylko te, które na to pozwalają, na szczęście odsetek nie dzielących się jest stosunkowo nieduży.

Ekran w proporcjach 18:9 dobrze sprawdza się przy dzieleniu aplikacji, ponieważ są to proporcje 2:1, zatem po podzieleniu powstają dwa równe kwadraty, zarówno w układzie poziomym jak i pionowym. Wygląda to zdecydowanie lepiej jak w standardowych proporcjach 16:9.

(fot. Przemysław Szymanowski)

Jeśli chodzi o tryb nocny (ochronę wzroku) to akurat sposób realizacji tej funkcji niebyt mi się podoba. Nie chodzi o jej włączanie, bo EMUI jest tu intuicyjny, daje możliwość chociażby włączenia trybu ochrony z poziomu belki systemowej ściąganej z góry, bez konieczności wchodzenia w ustawienia. Jest też możliwość włączenia harmonogramu pracy trybu. To co mi się jednak nie podoba to zbyt duża agresywność tego filtru. Nawet w ustawieniu minimalnym ekran jak dla mnie jest zbyt żółty, nie wygląda to dobrze (co widać w porównaniu do Huawei P9 Lite 2016). Wprawdzie czytałem na próbę w nocy w PDF-ie „Jacka Reachera” przez około godzinę i nie czułem specjalnie zmęczenia oczu, więc chyba tryb robi co trzeba, ale generalnie czytanie książek na komórce nie należy do moich ulubionych zajęć, szczególnie nocą ;).

Dla porównania w zbliżonym cenowo i pod kątem parametrów Huawei P9 Lite filtr startuje z przyjemniejszego dla oka pułapu i wygląda to nieco lepiej. Z kolei jednak w Huawei w pozycji maksymalnej ekran robi się zbyt zielony, kiedy Honor cały czas zachowuje żółtą, przyjemniejszą dla oka poświatę. Mimo wszystko tryb nocny Honora oceniam raczej in minus. W codziennym użytkowaniu w celu uniknięcia ostrych, niebieskich barw po prostu włączyłem tryb ekranu na ciepły i w zupełności mi to wystarcza, barwa jest ocieplona i miła dla oka, zatem z trybu nocnego raczej nie będę korzystał, bo jest po prostu zbyt agresywny.

Na chwilę obecną to wszystkie moje spostrzeżenia odnośnie zleconych mi zadań testowych. Na następne musicie troszkę poczekać…

Autor: Przemysław Szymanowski

Komentarz CHIP-a

Jak zauważył Pan Przemysław ekran Honora 9 Lite jest jednym z jego głównych atutów. Wyświetlacz istotnie jest czytelny nawet w dużym słońcu. Niestety producent nie pokrył ekranu powłoką oleofobową zapobiegającą gromadzeniu odcisków palców na jego powierzchni, ale trudno uznać to za większą wadę – taki „gadżet” znajduje się jedynie w smartfonach z wyższej półki cenowej. Dodatkowe etui w zestawie to rzeczywiście niecodzienny bonus, który pomaga ochronić podatne na zarysowania plecy. Zgadzam się, że czytnik linii papilarnych umieszczony z tyłu to najbardziej wygodna opcja z możliwych. Faktycznie tryb nocny ma bardzo intensywne, żółte zabarwienie, które może irytować niektórych użytkowników nawet przy minimalnych ustawieniach, ale opcjonalnie, tak jak pan Przemysław stwierdził można zmienić barwę ekranu w trybie standardowym na cieplejszą, co także pomoże ochronić wzrok przy czytaniu w ciemności. | Sylwia Zimowska

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.