honor 9 lite

Honor 9 Lite czy Huawei P9 Lite? Pierwsze wrażenia [Test czytelnika]

Fot. Honor
"Aktualnie używanym przeze mnie urządzeniem jest Huawei P9 Lite pierwszej generacji. Mimo niemal identycznych wymiarów, Honor 9 Lite ma znacznie większą powierzchnię ekranu i ponadprzeciętnie dobre podświetlenie" - ocenia Marek Błaszczyk.

CHIP:

Finałową część konkursu „Przetestuj i zatrzymaj Honor 9 Lite” rozpoczynamy artykułem, napisanym przez Marka Błaszczyka z Wrocławia. Recenzja autorstwa kolejnego uczestnika rywalizacji w naszym serwisie w sobotę. Czytelnicy, którzy przeszli przez eliminacje, mogą wygrać testowane właśnie przez nich modele Honor 9 Lite.


Marek Błaszczyk: Chyba nie będę na bakier z faktami, jeśli stwierdzę, że pierwszym smartfonem, wyposażonym w ekran o najmodniejszych obecnie proporcjach i ramkach o zminimalizowanej szerokości był LG G6. Ponad rok po jego premierze mamy do czynienia z licznymi kontynuacjami nowej koncepcji wzorniczej i Honor 9 Lite jest tego doskonałym przykładem. Dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności, mam okazję spojrzeć na ideę 18:9 ze specyficznego punktu widzenia, ale kto wie, być może analogiczny tok rozumowania legł u podstaw założeń konstrukcyjnych wielu bezramkowych smartfonów.

Otóż, aktualnie używanym przeze mnie urządzeniem jest Huawei P9 Lite pierwszej generacji. Różnice w długościach przekątnych ekranów (5,2” – P9 i 5,65” – Honor) sugerują na pierwszy rzut oka różne segmenty gabarytowe, ale bezpośrednie skonfrontowanie obu telefonów ujawnia nieco zaskakujący być może fakt – oba mają niemalże identyczne wymiary.

I nie jest to przypadek odosobniony. Podobną koincydencję odnajdujemy w pionierskim LG G6 zestawionym z poprzednikiem – G5. Mnóstwo nowych chińskich bezramkowców 18:9 z ekranem 6” odpowiada gabarytowo wcześniejszym klasycznym konstrukcjom 16:9 z popularnym ekranem 5,5”. Oczywiście nie jest to bezwzględna reguła. Wymyka się jej choćby para Samsungów Galaxy: S7 i S8. Ten drugi jest o ponad 6 mm wyższy, co zresztą nie pozostaje bez związku z bardziej wydłużonym ekranem (18,5:9).

Bardzo często jednak cechą wspólną starych i nowych konstrukcji pozostaje przynajmniej jeden parametr – niemalże niezmieniona szerokość. W konsekwencji Honor 9 Lite leży w dłoni identycznie jak Huawei P9 Lite, a podejrzewam, że to samo można powiedzieć o bliźniaczym Huawei P Smart. Bezproblemowej przesiadce na nowy sprzęt sprzyja podobnie wyprofilowana metalowa rama oraz zbliżone rozmieszczenie przycisków fizycznych i czytnika linii papilarnych.

(fot. Marek Błaszczyk)

Zasadniczą nowinką wzorniczą w Honorze 9 Lite jest upowszechniające się ostatnio użycie szkła z tyłu urządzenia, z krawędziami wyprofilowanymi podobnie do przedniej tafli. Szkło, jako materiał, ma naturalnie pewne zalety. Wyraźnie lepiej od tworzyw sztucznych przewodzi ciepło (P9 Lite) i jest „przejrzyste” dla fal elektromagnetycznych, co uwalnia konstruktorów od konieczności stosowania sztuczek z różnorakimi wstawkami znanymi z obudów metalowych, niezbędnych do umożliwienia komunikacji bezprzewodowej. Nie bez znaczenia jest również jego znaczna odporność na zarysowania.

Szkło ma jednak i wady. Największą wydaje się towarzysząca nieuchronnie twardości kruchość, skutkująca niską odpornością na upadki. Nie mam również wątpliwości, że gładka, lśniąca powierzchnia jest obiektem westchnień specjalistów od daktyloskopii.

Brak mi doświadczeń z innymi „szklanymi kanapkami”, ale akurat Honor 9 Lite wykazuje zadziwiającą zdolność do ześlizgiwania się z minimalnie nawet nachylonych powierzchni. Oprócz tego położony na gładkim blacie potrafi przesunąć się w całości w odpowiedzi na próbę przesunięcia wyłącznie zawartości ekranu.

Honor 9 Lite – wyświetlacz

(fot. Marek Błaszczyk)

W oprogramowaniu telefonu jest filtr niebieskiego światła. Ale to ani żadna nowość (identyczny filtr występuje choćby w P9 Lite), ani nie jest on szczególnie wyrafinowany. Po prostu redukuje dokładnie o połowę jaskrawość niebieskich subpikseli (w minimalnym stopniu również zielonych) i tyle. W Sklepie Play można znaleźć mnóstwo aplikacji pozwalających bardziej precyzyjnie kontrolować stopień ochrony wzroku i ograniczania zaburzeń wydzielania melatoniny, łącznie z edycją harmonogramu aktywowania filtru. Za wbudowanym fabrycznie filtrem przemawia jednak jedna rzecz – można wygodnie włączać go i wyłączać za pomocą przycisku obecnego w obszarze powiadomień.

W moim subiektywnym odczuciu wyświetlacz Honora 9 Lite nie przynosi żadnych znaczących zmian w jakości wyświetlanego obrazu w porównaniu z P9 Lite. Jest to jednak wciąż bardzo porządny panel LCD, o znacznie poszerzonej przestrzeni barw w stosunku do matryc ciekłokrystalicznych, wytwarzanych jeszcze kilka lat temu. Spadek jasności i wierności reprodukcji kolorów przy obserwacji pod dużymi kątami jest nieznaczny, za wyjątkiem spoglądania po diagonali, kiedy to nieco rozjaśniają się wygaszone (czarne) piksele. Ale opisuję tu skrajny przypadek, który nie ma istotnego związku z codziennym użytkowaniem.

Podświetlenie ekranu jest ponadprzeciętnie dobre. W szczycie jego luminancja osiąga 600 cd/m2, minimum zaś to łagodne dla oczu 5 cd/m2.

Warto także wspomnieć, że najnowsza odsłona nakładki EMUI pozwala na lepsze zagospodarowanie powierzchni pulpitu. Dzięki proporcjom 18:9 możliwe jest ustawienie siatki ikon 5×6 (inne opcje to 4×6 i 5×5).

Honor 9 Lite – Oreo i jego dobrodziejstwa

(fot. Marek Błaszczyk)

Pomimo wieloletnich starań Google, problem fragmentacji Androida jest wciąż aktualny. Świeże statystyki dystrybucji poszczególnych wersji systemu dają najnowszej jego odsłonie dość marne 4,6% udziału, a przecież od jej oficjalnego debiutu upłynęło grubo ponad pół roku. Ewentualny sukces solidnych „średniaków” pokroju Honora 9 Lite może nieco uzdrowić sytuację, również w dalszej perspektywie, bowiem „Czarne Ciasteczko” wyposażono w Project Treble, czyli kolejny oręż w walce z fragmentacją, w zamyśle mający uprościć proces aktualizacji systemu.

Inną nowością wprowadzoną w Oreo jest kolejne ułatwienie korzystania z wielozadaniowości, czyli uruchamianie pewnych aplikacji w „pływających” oknach. Poświęcę tu jednak jeszcze chwilę starszej, znanej już z Nougata, możliwości dzielenia ekranu i równoległego uruchamiania w jego połówkach dwóch aplikacji. Niekoniecznie zresztą muszą to być połówki, bo linię podziału można również ustawić w 1/3 i 2/3 wysokości ekranu.

Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy w jednej z aplikacji uaktywnimy klawiaturę ekranową. Użyteczność informacji prezentowanych w drugiej z nich może stać się wtedy mocno wątpliwa.

(fot. Marek Błaszczyk)

Nietrudno wywnioskować z powyższych przykładów, że YouTube jest specjalnie przystosowany do pracy w środowisku podzielonego ekranu (zmiana sposobu wyświetlania treści). Takich aplikacji jest oczywiście więcej, ale nawet jeden ze sztandarowych produktów Google potrafi się od czasu do czasu znarowić, np. po usunięciu podziału ekranu, zatrzymać wyświetlanie filmu i pokazywać przez chwilę stop-klatkę w trybie horyzontalnym.

Formalnie rzecz biorąc, na podzielonym ekranie można uruchamiać także aplikacje nieprzygotowane pod tym kątem przez deweloperów, ale w tym wypadku trzeba spodziewać się jeszcze większej liczby nieoczekiwanych rezultatów. Nie miałem zbyt wiele czasu, by dokładniej zgłębić zagadnienie częstotliwości występowania „fauli”, pozostanę więc przy ogólnikowej konkluzji: dzielenie ekranu z pewnością może być użyteczne i ma spory potencjał, ale najprawdopodobniej ucywilizowanie tej funkcji wymaga sporo czasu i pracy, zarówno ze strony twórców systemu jak i deweloperów.

czytelnik: Marek Błaszczyk


Komentarz CHIP-a:

Jak słusznie zauważył autor recenzji, moda na proporcje 18:9, a zatem bardzo bliskie kinowym 21:9, nie omija nawet budżetowych smartfonów – z korzyścią dla użytkowników, którzy przy tych samych gabarytach otrzymują większą powierzchnię ekranu. Szklane „plecy”, choć prezentują się pięknie, to rzeczywiście ślizgają się nie tylko w dłoniach, ale też na płaskich powierzchniach, jest to jednak domena każdego smartfonu z taką obudową, nie tylko Honora 9 Lite. Marek Błaszczyk zauważył, że w trybie podzielonego ekranu aktywacja klawiatury przesłania sporą część jednego z okien. Polecamy korzystać wtedy z trybu horyzontalnego, w którym obydwa okienka są czytelne – doradza Sylwia Zimowska.