TEST: Huawei P20 – jakie robi zdjęcia?

W poprzedniej części naszej recenzji Huawei P20 udało nam się uzyskać prawie kompletny obraz smartfona z perspektywy sprzętowej. Prawie, gdyż fragment recenzji poświęcony fotografii potraktowaliśmy oględnie, zostawiając sobie całą część recenzji na opis możliwości fotograficznych (i filmowych) Huawei P20.

Opisując to, co potrafi Huawei P20 w kwestii fotografii nie da się uniknąć porównań z  P20 Pro, choć nie ulega wątpliwości, że P20 Pro dysponuje większym potencjałem niż P20, to efekty fotografowania nim nie odbiegają znacząco od tego, co uzyskamy za pomocą P20. Opis możliwości Huawei P20 jest interesujący o tyle, że jest dobrym przykładem możliwości smartfonów tego producenta. A także czego może po firmowym oprogramowaniu aparatu oczekiwać prawie każdy fotografujący flagowym fotograficznym smartfonem.

Aparaty w Huawei P20 – trochę liczb

Zanim zaczniemy rozwodzić się nad zaletami i wadami oprogramowania aparatu, pora na technikalia, bez których żaden szanujący fotograf nie może się obejść. Huawei P20 wyposażony został w dwa moduły aparatu na tylnej ściance i pojedynczy moduł aparatu na przednim panelu umieszczony w tak zwanym wcięciu obok słuchawki. Ten przedni moduł ma aż 24 Mpix rozdzielczości (co sugeruje, że sam sensor jest niewielki), a zastosowany obiektyw ma jasność f/2. Dokładnie taki sam aparat mamy w Huawei P20 Pro. Na tylnej ściance obiektywy (i moduły) umieszczono pionowo, podobnie jak przyzwyczaiła nas do tego seria Mate, ale po raz pierwszy mamy takie rozmieszczenie w serii P. Mamy tu układ 12 Mpix z filtrem kolorów RGB oraz układ 20 Mpix pozbawiony filtrów barwnych, co pozwala rejestrować obraz w pełni monochromatyczny. Ta kombinacja parametrów optyki jest dokładnie tym samym, czym raczy nas Huawei od ponad dwóch lat w serii P – i kompletnie innym zestawem niż w P20 Pro, gdzie zamiast 12 Mpix sensora mamy 40 Mpix oraz dodatkowy teleobiektyw z 8 Mpix sensorem.

Oba aparaty na tylnej ściance P20 mają pole widzenia odpowiadające obiektywowi 27 mm dla aparatu pełnoklatkowego. To pole widzenia trochę mniejsze niż 24 mm do którego przyzwyczajają nas kompakty cyfrowe, wartość minimalnie za duża, gdy zechcemy fotografować szersze plany, jednak wartość, która pozwala uniknąć przerysowań perspektywy charakterystycznej dla obiektywów szerokokątnych.

Jasność obiektywów w obu aparatach jest podobna. „Kolorowy” sensor ma do dyspozycji obiektyw f/1,8 (niech was nie zwiedzie napis na tylnej ściance sugerujący f/1,6), a „monochromatyczny” obiektyw już o jasności f/1,6. Nie dość, że jest trochę jaśniejszy, to i sam sensor lepiej „łapie” światło. Z perspektywy przeciętnego użytkownika najistotniejszy jest 12 Mpix moduł (jego „rozmiar” to 1/2,3 cala (piksele 1,55 um), mniej niż w przypadku 40 Mpix sensora w P20 Pro (rozmiar typowy dla prostych kompaktów cyfrowych, ale też rozmiar, który przy dzisiejszym zaawansowaniu technologicznym smartfonów daje nadzieję na niezły obraz).

Pozytywne konsekwencje przetwarzania obrazu, wykorzystującego dane z sensora monochromatycznego, czy typowo monochromatyczna fotografia, w większości przypadków schodzą na drugi plan. Przyznam, że i mnie trudno wprost wskazać przewagę sensora monochromatycznego, bo po prostu wtedy gdy zależy mi na fotografii monochromatycznej włączam tryb czarno-biały.

W obu tylnych aparatach zastosowano optykę opracowaną we współpracy z firmą Leica (w menu są też specyficzne dla tej firmy tryby nasycenia kolorów), do dyspozycji mamy autofokus z detekcją fazy (praktyka pokazuje, że bardzo sprawny), laserowe wspomaganie autofokusa przy fotografii z bliska (ponownie pozytywnie oceniam ten element aparatu/ów). Do dyspozycji mamy dwubarwny LED, który wykorzystuje informacje z czujnika koloru (spektrum barw). Na podstawie tych danych określa jak dostosować tonację bieli święcącej lampy, a przy fotografowaniu w dobrych warunkach oświetleniowych pomaga prawidłowo dobrać balans bieli. I ponownie ciepłe słowa dla programistów/inżynierów Huawei, bo kolorystyka zdjęć jest „naturalna” (dlaczego użyłem cudzysłowu, dowiecie się nieco później).

Zdjęcia 12 megapikselowe na posiadaczach aparatów cyfrowych, oceniających sprzęt przez piksele, pewnie nie zrobią wrażenia. Lecz obecnie świat fotografii smartfonowej nie dąży (w większości przypadków) do maksymalizacji pikselowego rozmiaru zdjęć, a raczej tego by były one jak udane (i to gdy wykona je zwykły Kowalski, a nie profesjonalny fotograf). Dlatego 12 Mpix to podobna rozdzielczość jak w innych tegorocznych flagowcach.

Dwa słowa należą się też parametrom filmowym. Na razie powiem tyle, że przednia kamera filmuje w rozdzielczości maksymalnie Full HD, a tylna (filmy kolorowe) w rozdzielczości maksymalnie 4K. Moduł aparatu 12 Mpix dysponuje też stabilizacją optyczną, na którą miałem ochotę również w wideo. Czy udało się z niej skorzystać? Cierpliwości, odpowiedź znajdziecie poniżej.

Huawei P20, tak jak Pro, ma inteligentny aparat

W tekście o zasadach funkcjonowania aparatów cyfrowych w smartfonach poświęciłem jedną sekcję inteligencji w smartfonowych aparatach cyfrowych. Przedstawiony obraz to oczywiście teoretyczny wyidealizowany rys fotografii mobilnej, w której użytkownik li tylko wybiera kadr i naciska spust migawki (a niedługo może i tego nie będzie musiał robić). Praktyka potrafi zburzyć ten obraz albo efekty będą trudne do uzasadnienia przez osoby obeznane z fotografią mobilną.

Jak to wszystko wypada w przypadku Huawei P20? Osoby, które będą używać aparatu Huawei P20 otrzymają zdjęcia 12 Mpix rozdzielczości potraktowane domyślnie technologią AI. Oznaczona jest ona jako Główna AI w menu ustawień aparatu.

AI w Huawei P20 działa podobnie jak w modelu Pro. Wykrywa najpopularniejsze scenerie i dobiera odpowiednie ustawienia. Jak to widzi użytkownik smartfonu? Przede wszystkim zdjęcia prezentują się ładnie na ekranie smartfona i pierwszy krok ku zadowoleniu został uczyniony. Ładnie, bo większość posiadaczy smartfonów oczekuje podbitego kontrastu, dobrze zaznaczonych krawędzi, nasyconych kolorów, które są uwydatnione tak by podkreślić pokazane na zdjęciach motywy.

Zdjęcie zrobione przy pomocy AI
Ten sam kadr wykonany bez pomocy AI

Aparat doskonale wie, czego potrzebuje użytkownik, który oczekuje pełnej automatyki i dokładnie to serwuje. Doświadczony fotograf, który wie, że nadmierny kontrast czy przesadne nasycenie kolorów, mogą prowadzić do błędów, zauważy że inteligencja Huawei P20 jest nadgorliwa. Wykrywa sceny prawidłowo, lecz potem przesadza aplikując „ulepszacze”. Po wyłączeniu funkcji Główna AI nie dostaniemy gorszych zdjęć, wręcz przeciwnie – analizowane piksel w piksel będą nawet bardziej szczegółowe. Dostaniemy za to to w czym doskonale sprawdzają się aparaty Huawei, czyli naturalnie wyglądające zdjęcia. Fotografie, które cieszą mnie, a zajmuję się fotografią zawodowo i zawsze podchodzę do tematu krytycznie. Czy warto więc korzystać z fotograficznego AI w Huawei P20? Trudniejszego pytania chyba nie mógłbym sobie wyobrazić. By na nie odpowiedzieć trzeba być jasnowidzem, który wnika w umysł każdego smartfonowego fotografa, i wie czego ten oczekuje. Co więcej, wie czego oczekuje publiczność, która dane zdjęcia będzie oglądać. Innych znajomych ma pan X, innych pani Y. Gdyby postawić takie pytanie w sondażu, wyniki byłyby może miarodajne, ale gdyby zamiast pytania pokazać zdjęcie wykonane z AI i bez AI, a potem poprosić o wskazanie lepszego (nie wspominając nic o tej funkcji), wynik głosowania może być inny. Dlatego najlepiej skorzystać z AI, ocenić zdjęcie, zrobić je bez AI i też ocenić, a potem samemu wybrać lepszą opcję. Bo na szczęście nikt do niczego tu nas nie zmusza. Troszkę tak, bo suwak włączający AI ukryto w menu, a nie na głównym ekranie aparatu, ale dla chcącego nic trudnego.

Interfejs aparatu w Huawei P20 

Już po włączeniu aparatu Huawei P20 (interfejs jest taki sam jak w P20 Pro, są tylko inne ustawienia rozdzielczości) poczujemy powiew klimatu Leica, gdyż pasek z przyciskiem migawki i ikonami galerii i zmiany aparatu na przedni, ma tło przypominające skórzane wykończenie tych aparatów. Drobiazg a cieszy.

Tryby fotografowania (przegląd poniżej) dostępne są w postaci przewijanego paska. W trybie 12 Mpix (bo jest też 20 Mpix, i to w kolorze) pojawi się okrągły przycisk z napisem 1x lub 2x. Naciskając go zmieniamy sekwencyjnie przybliżenie (zoom). Wartość 2x to zoom uzyskiwany sprzętowo.

W ustawieniach jest z czego wybierać

Ostrość aparat może ustawiać automatycznie bądź ręcznie. Samodzielnie wskażemy punkt ostrzenia, a przytrzymując palec na ekranie po chwili aktywujemy dodatkowy punkt, który można przesunąć w inne miejsce by dokonać pomiaru światła na wybranym motywie. Możemy też wprowadzić korektę małym suwakiem od razu. To idealne rozwiązanie stosowane przez Huawei od lat, które daje dużą kontrolę nad ekspozycją już podczas korzystania z trybu Zdjęcie (automatyka). Technika, której obsługi nietrudno nauczyć nawet laika (choć są osoby podobno odporne na takie szkolenie).

Lewa (lub górna zależnie od orientacji aparatu) część interfejsu to przyciski aktywujące najpotrzebniejsze funkcje aparatu oraz dostęp do menu użytkownika. Od lat narzekam na brak przycisku aktywującego/deaktywującego HDR, ale powoli Huawei zaczyna mnie przekonywać, że nie mam powodu.

W Huawei P20 filmowanie rozpoczniemy po naciśnięciu przycisku nagrywania, dlatego dobrze że tryb filmowy (również filmy spowolnione) jest trybem niezależnym, a nie częścią trybu fotografowania.

Huawei P20 – przegląd możliwości foto

Tryb automatyczny

Dzięki wygodnej korekcji ekspozycji i wspaniałej funkcji ręcznej regulacji ostrości (poszukajcie w menu, a znajdziecie) przyciskami głośności, daje prawie wszystko czego potrzebuje mobilny fotograf. Dlatego mogę w ciemno założyć się, że większość z nas, włącznie z mistrzami smartfonowej fotografii, najczęściej skorzysta z tego trybu.

Dzięki sztucznej inteligencji tryb automatyczny to coś więcej niż opcja „idiotenkamery”

Gdy kilka lat temu po raz pierwszy w smartfonowych aparatach pojawiły się funkcje rozmycia tła przy ostrym pierwszym planie było po prostu źle. Lecz technika tak jak natura potrzebuje czasu by zadziałać. I oto od niedawna mamy nieźle działające funkcje symulacji rozmycia tła. W przypadku Huawei P20 nie jest ważne czy wykorzystują one jeden czy dwa obiektywy. Nie jest nawet ważna przysłona f/0,95 jaką symuluje Huawei. Ważne, że otrzymamy estetyczny efekt zarówno z przedniej jak i tylnej kamery. A to że czasem z błędami. Te zdarzają się i najlepszym.

Przysłona – to nie tylko namiastka prawdziwej przysłony. Tutaj naprawdę ma sens
Portret

Ten tryb zoptymalizowano pod kątem fotografii naszych danych osobowych, mówiąc profesjonalnie fotografii portretowej. Smartfon to już nie tylko bezmyślna selfie maszynka, a więcej o tym trybie napisałem w dalszej części tekstu.

Portret – z przedniej i z tylnej kamery. Rozmycie tła w trybie selfie widać tylko na podglądzie
Tryb Pro

Inteligencja aparatu, nawet nie ta sztuczna, ale elektroniczna, czytać w naszych myślach nie potrafi. I wtedy sięgamy po tryb, w którym sami zdecydujemy, jak aparat ma zarejestrować zdjęcie. Każdy z parametrów domyślnie regulowany jest w trybie priorytetowym, co oznacza że pozostałe są automatycznie dostosowywane. Możemy też zaszaleć i wszystko ustawić po swojemu, ale za rezultaty nie ręczę. W Pro wykonamy też zdjęcia zapisywane w formacie DNG.

Pro – od automatyki do manuala
Zdjęcia nocne

Nieporuszone zdjęcia świateł miasta wykonane nocą, gdy otacza nas miejski (nie leśny) mrok, to marzenie każdego. W P20 ten już wcześniej niezły tryb foto został, można rzec, dopracowany do perfekcji, ale kto wie co zobaczymy za rok, a nawet kilka miesięcy. Tryb Nocne daje pewną kontrolę nad czułością ISO i czasem ekspozycji, bo wyczucie klimatu to dla smartfona czasem jeszcze zbyt wysokie progi.

Miasto nocą – nie uwierzysz, dopóki nie zobaczysz, jak P20 radzi sobie z tym zadaniem
Tryb więcej

Tutaj znajdziemy dodatkowe możliwości, które prawdopodobnie uznane zostały za warte eksponowania w mniejszym stopniu. I jeśli zignorujecie to menu, to popełnicie duży błąd. To właśnie tam znajdziemy tryb slow motion z filmami rejestrowanymi w rozdzielczości HD i przy 960 kl/s. Taki klip trwa 10 sekund, z czego 6 środkowych to spowolniona akcja. Do tych 6 sekund rozciągnięte jest niespełna 0,2 sekundy akcji. Trzeba mieć refleks, by trafić właściwie w dobry moment (nie mamy tu niestety wykrywacza ruchu), ale okazji będzie na pewno wiele. Takie powolne filmowanie obciąża niestety akumulator, ale w końcu kilka lat temu taką funkcję umieścilibyśmy w sferze mrzonek.

Więcej – w Huawei P20 ten tryb zdecydowanie ma sens
W zwolnionym tempie

Filmy slow motion wymagają dużej ilości światła, by zapewnić wysoką jakość obrazu. Mimo to nawet w tak niekorzystnych warunkach jak stacja metra daje się nagrać ciekawą akcję, a raczej ją zamrozić w czasie.

Filmy poklatkowe, świetnie sklejone panoramy, funkcje malowania światłem dla cierpliwych i kreatywnych, panorama 3D, czy wreszcie zdjęcia czarno-białe, to pozostałe tryby pracy aparatu Huawei P20, które kryją się pod opcją Więcej. Tryb monochromatyczny podzielono na cztery podtryby – automatyczny, symulację zmiennej przysłony, czyli efektowne rozmycie tła, tryb portretowy i opcje pro, a więc tak kompletną kontrolę nad ekspozycją i ostrością jak to możliwe.

Selfie z Huawei P20 – z przodu czy z tyłu, oto jest pytanie

Tryb selfie zasługuje na oddzielny akapit, bo Huawei poradził sobie z nim śpiewająco. Przede wszystkim selfie w trybie Portret możemy zrobić sobie samodzielnie głównym aparatem (i to zarówno trybie kolorowym, jak i monochromatycznym). Wystarczy chwila skupienia, użycie przycisku głośności do wyzwolenia migawki, poczucie że jesteśmy piękni, pośrodku kadru, i voilà. Efekt będzie nawet lepszy niż z kamery przedniej (mamy tu AF), która ma dwa razy więcej pikseli.

Samodzielnie wykonany portret. Ważna jest odległość na jaką trzymamy aparat

Kluczowe dla fotografii selfie Huawei P20 (jak i P20 Pro) jest to, że o tym czy będzie to zdjęcie hot or not decyduje nie tylko nasz urok, ale i dobrze dobrana odległość twarzy od obiektywu. Najlepiej, gdy trzymamy aparat na minimalnie ugiętej w łokciu ręce, co mistrzowie selfie mają we krwi. Gdy odległość będzie dobra ilość szczegółów potwierdzi sens zastosowania 24 Mpix sensora. Ustawmy aparat bliżej lub dalej i już nie będzie tak pięknie. W tym przypadku szczegółowość ekranu P20 nie pomaga.

Takie selfie to jednak nie klasyczne selfie, przyda się podgląd na żywo, bo i zabawa wtedy lepsza. Po aktywowaniu trybu selfie możemy doświetlić twarz błyśnięciem ekranu, ale istotniejsze wydają się funkcję oświetlenia 3D realizowane cyfrowo. Mamy tu kilka klasycznych typów doświetlenia (jednolite, boczne, beauty dish, sceniczne, klasyczne). Oświetlenie sceniczne i klasyczne działa tylko wtedy, gdy w kadrze znajdzie się jedna twarz – wyróżnia ono nasz wizerunek, a tło ginie w klasycznej ciemności.

Oświetlenie sceniczne – efekt głębi dodaje też głębi spojrzeniu. Od razu wyglądam lepiej.

Zdjęcia z przedniej kamery prezentują się bardzo dobrze, ale musimy pamiętać o wspomnianej odległości my – obiektyw, nawet jeśli fotografujemy się w grupie. Oprócz funkcji cyfrowego makijażu (czyli rozmycia szczegółów twarzy), możemy włączyć dodatkowo rozmycie tła. Funkcja działa bardzo dobrze (to jeden z powodów, dla których warto mieć P20), nie należy się przejmować tym co widać na podglądzie (wydaje się, że tło jest źle wycięte). Jedynym o czym musimy pamiętać to czystość obiektywu, by nie zmarnować tych megapikseli.

Praktyka czyni mistrza, czyli aparaty Huawei P20 w boju

W trakcie testów P20 słońce nie próżnowało, dzięki czemu trudniej było o słabsze zdjęcia, ale też ujawniły się pewna cecha ujęć, którą dojrzą „piksel peeperzy” (ludzie z mikroskopem w oczach). Otóż smartfony Huawei, nawet gdy nie pracują w trybie HDR i mają wyłączoną inteligencję potrafią zaczarować zdjęcie tak, jakby coś z nim jednak zrobiono. Przypomina to automatykę HDR i czasem objawia się za mocno wyostrzonymi krawędziami. Napisałem tak, bo przyzwoitość każe, ale prawdę mówiąc w większości przypadków to nie przeszkadza, a nawet jak przeszkadza, to i tak jest fajne.

Huawei P20 jest zresztą ogólnie ambitnym fotosmartfonem. Główny sensor stara się rejestrować i pokazać, mimo tylko 12 Mpix, tak dużo szczegółów jak to tylko możliwe. Czasem zdjęcia wydają się nimi przeładowane tak bardzo, że mieni się nam w oczach – wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcie.

Tyle narzekania, a teraz prawda, która jawi się w oczach miłośnika fotografii smartfonowej. Kolorowe fotografie z Huawei P20 prezentują się świetnie na tle konkurencji. Te ochy i achy być może dotyczą bardziej funkcji specjalnych, ale nawet jako najzwyklejszy aparat P20 to najwyższa obecnie półka jakościowa w branży mobilnej. O tym, czy bezwzględnie najlepsza, zadecydują niuanse i gusta odbiorcy. A z tymi nie będę polemizować.

Zwykłe zdjęcie zwykłego bloku. W tym przypadku AI moim zdaniem okazało się nieco nadgorliwe i całość wygląda… tandetnie.
Zdjęcia monochromatyczne

Zdjęcia wykonywane w trybie czarno-białym są… czarno-białe (w odcieniach szarości). Tak powie laik i miałby rację. W przypadku P20 dochodzą jeszcze ładnie pokazane wszelkie krawędzie, krzywizny i bardzo dużo szczegółów. To nie tylko zaleta 20-megapikselowego sensora, ale też faktu, że każdy piksel samodzielnie (a nie w komitywie z sąsiednimi jak to ma miejsce przy kolorowych zdjęciach) tworzy obraz. O zdjęciach monochromatycznych na niższych czułościach powiedziałbym, że słusznie aspirują jakością do tej lustrzankowej.

Słabiej jest przy wyższej czułości, ale to nie zaskoczenie. Sensor monochromatyczny w P20 to nadal maleństwo. Warto pomyśleć o wykorzystaniu tego sensora przy fotografii w słabym oświetleniu, choć kolorowego trybu nocnego nic nie przebije.

Panorama

Zdjęcie o charakterze panoramy z zasady jest bardzo szerokie, a to oznacza, że ma bardzo dużo pikseli w pionie lub w poziomie. W przypadku panoramy bardziej nas ucieszy brak wad sklejania kolejnych segmentów obrazu niż rozmiar, który i tak zmusza nas do zmniejszenia zdjęcia gdy je wyświetlamy. Można jednak osiągnąć mistrzostwo w obu przypadkach – Huawei P20 klei panoramę bardzo dobrze nie tylko w silnym słońcu, ale i o zmroku. Czegóż chcieć więcej.

Panoramicznie i o zmroku
Bezstratny zoom

Nasz P20 zoomu optycznego nie ma, ale sam byłem zaskoczony funkcją sprzętowej symulacji ogniskowej 54 mm. Wykorzystuje ona szybkość sensora i elektroniki P20 (zdjęcia są składane by zachować wyjściową rozdzielczość, podobnie jak w zaawansowanych lustrzankach czy bezlusterkowcach). Efekt? Wprawne oko zauważy, że nie jest to zoom optyczny, ale dopiero, gdy przerzucimy zdjęcia na komputer. Jeśli tak ma wyglądać zoom cyfrowy (sprzętowy) w smartfonach to jestem jak najbardziej za. Kiedyś tak wyglądały zwykłe zdjęcia i budziły zadowolenie.

Ten gołąb na pierwszym planie był w rzeczywistości dużo dalej, ale od czego optyczny zoom
Fotografia nocna

Smartfony Huawei, w tym P20, nie wymagają od życia, a raczej fotografującego wiele. Nie musi on nawet wiedzieć czym jest czułość ISO. Wystarczy że wytrzyma kilka sekund we względnym bezruchu. Zdjęcia wykonane trybie fotografii nocnej z oczywistych względów nie są tak szczegółowe jak zdjęcia robione za dnia – to jednak kilka sekund naświetlania, które trzeba jakoś stabilizować.

Nocą przy ISO 800…
… oraz przy ISO 3200

Ale urok fotografii nocnej, a raczej fotografii wykonywanej przy sztucznym świetle lub w chwili, gdy słońce niewiele nam pomaga, polega nie tylko na szczegółach. Polega na przekazaniu klimatu, który towarzyszy późnej porze dnia, w mieście czy poza nim. Z tym Huawei P20 radzi sobie bardzo dobrze – większość zdjęć wykonywana jest w ciągu 4 sekund. Fotografie „nocne” przypominają podrasowane HDR. I z tego też powodu nie sprawdzą się w przypadku obiektów w ruchu. Pamiętajcie też, że w ustawieniach Więcej mamy tryb malowania światłem, który wyzwoli naszą kreatywność. Takie zdjęcia należy oceniać indywidualnie, bo tym razem to wyłącznie fotograf wie jaki miał zamysł.

Symulacja przysłony

Nie jest to efekt, którym chwaliłbym się na konkursach fotografii. Jest to za to efekt, którego nie unikałbym na zdjęciach portretowych z P20, tych wykonywanych z bliska jak i z całą sylwetką. Oprogramowanie precyzyjnie wykrywa plan, który ma być rozmyty, a główny motyw delikatnie zmiękcza. Dlaczego o tym piszę? Bo skoro brzmi to bardzo fotograficznie-technicznie, nie kojarzy się ze smartfonem, to mamy sukces. Aparat radzi sobie akceptowalnie nawet w przypadku innych niż portrety ujęć, na przykład z roślinami.

Przysłona całkowicie otwarta oraz…
… przysłona f/16
Zdjęcia w formacie DNG

Huawei P20 tak fajnie zapisuje pliki JPG, nawet w nadgorliwym trybie AI, że sięgać po pliki DNG radzę tylko entuzjastom. Zresztą tak jest od zawsze. Z pliku DNG wyciągniemy dużo więcej szczegółów, nawet za dużo, co skutkuje przeostrzonymi zdjęciami po konwersji. Huawei radzi sobie w tej dziedzinie dobrze od zawsze, jednak za cenę czasu koniecznego na korektę barw, którego przecież nie chcemy tracić. Gdybyście jednak chcieli się przekonać jak dobry może być P20, dlaczego zjada kompakty na śniadanie i dlaczego DNG to nadal ciekawostka, a nie normalny tryb pracy smartfonowego fotografa, to nic nie stoi na przeszkodzie.

Zabawa z ISO

Zabawa w ręczną regulację czułości ISO, podobnie jak poniższy opis, to coś dla wyjadaczy mobilnej fotografii, wierzących, że poradzą sobie lepiej niż automatyka trybu fotografii nocnej. Smartfony Huawei w przeciwieństwie do swojego wielkiego konkurenta, oferują zamiast maksymalnej czułości ISO 800, aż 3200. Czy to tylko pusta liczba czy jednak coś co się nadaje? Przede wszystkim jak zwykle, mamy wspaniały ekran w P20. A to już spore fory, jakie dostają zdjęcia, gdy je oglądamy. Gdy mamy dobre oświetlenie, a za takie można uznać mrok lasu, nawet ISO 3200 będzie używalne. Gdy zależy nam na nieporuszonym zdjęciu (a wyższe ISO, to krótszy czas naświetlania), nie bójmy się podbijać czułości do wyższych wartości.

Las fotografowany z ręki przy ISO 3200

Im mniej światła tym bardziej artystyczne, w dosłownym tego słowa znaczeniu, stają się zdjęcia na wyższych czułościach. O zmroku zdjęcie wykonane już na ISO 800 będzie bardziej przypominało rysunek niż fotografię. Gdy powiększymy je do 100 proc. oczywiście. To jak wypadną nocne ujęcia też zależy od tego jak jasny jest motyw. Gdy fotografujemy jasne zabudowania, nawet ISO 1600 jest akceptowalne, bo zdjęcie pozostaje ostre w całym kadrze. Gdy skierujemy obiektyw na niebo, wszystko się psuje.

Filmowanie

Huawei P20 będzie stabilizował doskonale nasze filmy, ale parafrazując słynne powiedzenie Henry’ego Forda, tylko gdy nie przekroczymy rozdzielczości 1080/30p. Dla głodnych 4K czy teatru telewizji w 1080/60p pozostaje gimbal, statyw, albo naprawdę pewny uchwyt.

Jakość nagrań w 4K jest świetna podobnie jak kolorystyka i dynamika obrazu. Zauważmy, że w wideo P20 działa intuicyjnie, nie mamy żadnego AI. A Full HD? Całe szczęście, że jest wspomniana stabilizacja, która z nawiązką ratuje nam skórę, no i wspaniały wyświetlacz, który wiele wybaczy. Na ekranie komputera obraz nie wygląda już tak dobrze jak wskazywałyby na to rozmiary plików. Te mają niewielki rozmiar, nawet w przypadku 4K, co oznacza, że wbudowana pamięć starczy nam na długo.

Slow motion

Chciałem rozpocząć ten akapit od narzekania na wyłącznie ręczny tryb 960 kl/s, ale już wiemy że w P20 Pro pojawi się automatyka z wykrywaniem ruchu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystał na tym też P20.

Natomiast wracając do samych filmów, które rejestrowane są w rozdzielczości HD przy 960 kl/s i Full HD przy mniejszym stopniu zwolnienia, to P20 wykonuje robotę dokładnie tak jak tego potrzebujemy. Obrazy nie są co prawda tak bogate tonalnie jak zwykłe filmy, a rozdzielczość pozostawia wiele do życzenia, ale najważniejsze – kwintesencja spowolnionego ruchu – pozostaje.

Aparat w Huawei P20 jest…

… no właśnie, jaki  jest aparat w P20? Rozpoczynając test byłem sceptyczny wobec możliwości fotograficznych tego telefonu, ale szybko przekonałem się, że mój sceptycyzm był nieuzasadniony. Podczas fotografowania zdarzały się przygody, które opisałem powyżej: źle dobrana ekspozycja, drżenie nagrań wideo, czy w końcu zbyt ambitnie funkcjonujący mechanizm AI z superefektownymi ujęciami, ale mniej naturalnie prezentującymi się na większych niż smartfonowe ekranach. Bądźmy jednak szczerzy, nawet flagowa lustrzanka w cenie samochodu będzie miała chwile słabości. Dlatego w moim odczuciu, a nie na podstawie testowych wykresów czy cyferek, Huawei P20 jako (prawie, bo jest P20 Pro) flagowy fotosmartfon sprawdza się bardzo dobrze.

W dobry nastrój wprawia mnie świadomość, że Huawei dotychczas nie zaniedbywał fotograficznych aktualizacji (przynajmniej do mojego ukochanego P9). Użytkownicy tych smartfonów mogą ponarzekać na prawdopodobny brak aktualizacji do Oreo, ale nie na poprawki aplikacji aparatu. Liczę więc, że aparat P20 w przyszłości będzie jeszcze lepszy niż teraz. A to już wysoko zawieszona poprzeczka. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.