Oblewają się wrzątkiem w ramach internetowego Hot Water Challenge

Hot Water Challenge szybko zyskuje popularność w sieci. Dzieci trafiają do szpitali z poparzeniami II i III stopnia. Są też ofiary śmiertelne. Najnowszy przypadek, który skończył się poważnymi uszkodzeniami skóry, to sprawa 15-latka z USA.

Kyland Clark z Indianapolis spędził w szpitalu tydzień, po tym jak kolega wylał na niego wrzącą wodę. Ma mocno poparzoną skórę na piersiach i plecach. Chłopcy oglądali wcześniej na YouTube’ie filmy z serii tzw. Hot Water Challenge. „Zabawa” polega na oblaniu znajomego znienacka wrzątkiem oraz nagraniu jego reakcji. Dla Kylanda Hot Water Challenge skończył się groźnymi obrażeniami.

Powyższy przypadek nie jest odosobniony. Do amerykańskich szpitali przyjeżdżają dzieci z poparzeniami II i III stopnia. W innej odmianie tej „gry” autorzy nagrań samodzielnie polewają się wrzątkiem, bądź proszą o to innych. Najgroźniejszą wersją Hot Water Challenge jest picie wrzątku przez słomkę, które prowadzi do nieodwracalnych uszkodzeń organów wewnętrznych.

Internetowa moda zebrała już śmiertelne żniwo w ubiegłym roku. Ofiarą była wtedy 8-letnia Kiara Pope z USA, którą do wypicia wrzącej wody nakłonił kuzyn, rówieśnik. I tu dzieci dowiedziały się o zjawisku z sieci. Pomimo szybko wykonanej tracheotomii dziewczynka zmarła kilka miesięcy później.

hot water challenges
Hot Water Challenge – kolejny dziwny zwyczaj (fot. Pixabay)

Lekarze i rodzice ofiar apelują do innych rodziców o kontrolowanie tego, co ich dzieci oglądają w internecie i o rozmawianie o niebezpieczeństwach. Hot Water Challenge nie jest pierwszym  rozpowszechnionym wyzwaniem, które doprowadziło do kalectwa lub śmierci. W ubiegłym roku popularne było np. połykanie przed kamerą kapsułek do prania. Jeszcze wcześniej na całym świecie odnotowano śmiertelne przypadki Ultimate Selfie Challenge – polegającego na robieniu selfie w niebezpiecznych miejscach: na torach tuż przed rozpędzonym pociągiem lub na słupach z wysokim napięciem. | CHIP