TEST: smartfon vs aparat

Fot. Konstanty Młynarczyk
Jeśli nie jesteś fanatykiem fotografii a robienie zdjęć traktujesz jako sposób na zachowanie wspomnień oraz dobrą zabawę, raczej nie będziesz wydawał wielu tysięcy złotych na aparat systemowy i optykę do niego. Z pewnością natomiast będziesz sobie zadawał pytanie: czy warto kupować aparat kompaktowy, czy wystarczy mi smartfon? Czym będzie mi się fotografowało lepiej i z którego zdjęcia wyjdą lepsze? Odpowiemy na te pytania.

Kompaktowe aparaty cyfrowe swoje najlepsze chwile miały w pierwszej dekadzie XXI wieku. Lustrzanki były wówczas wystarczająco drogie, by przeciętny miłośnik cyfrowego fotografowania nie brał ich pod uwagę. Pierwsze lata XXI wieku obfitowały w ciekawe kompakty jak legendarny Canon Powershot G3 czy wybiegający daleko w przyszłość Sony Cyber-shot R1. Ten pierwszy miał sensor 1/1,7 cala, a drugi wyposażono w lustrzankowych rozmiarów matrycę APS-C (mniejszy wariant, znany z Canonów).

Dziś APS-C to rozmiar, który wciąż króluje wśród lustrzanek segmentu podstawowego, ale też spotkamy go w niektórych kompaktach (tych droższych i kierowanych do użytkowników o wysokich oczekiwaniach). W samym świecie kompaktów dużo więcej uwagi poświęcamy dziś aparatom z sensorem typu 1 cal, znakiem rozpoznawczym zaawansowanych modeli.

Tymczasem rozmiar sensora 1/1,7 cala, który w 2003 roku świadczył o wysokim zaawansowaniu kompaktu dziś jest atrybutem aparatu podstawowego, o ile jest to kompakt. Bo do całej stawki już kilka lat temu na dobre dołączyły smartfony. Dziś nie można ich w żadnym wypadku lekceważyć.

Z kolei smartfon Huawei P20 Pro, uznany za najlepszy w swojej klasie przez EISA w tym roku, jako główny aparat wykorzystuje sensor 40 Mpix. Sensor tej samej klasy rozmiarowej, co sensor z Canona G3 sprzed 15 lat, ale z 10 razy większą liczbą pikseli. Ta różnica to pewien wyznacznik postępu w technologiach fotograficznych jaki się dokonał przez te lata.

Rozmiar 1/1,7 cala to obecnie w świecie smartfonów wyznacznik wysokiej klasy. Po kilku próbach z sensorami typu 1 cal, producenci skupili się na doskonaleniu tych mniejszych sensorów. Zaliczamy do nich również sensory typu 1/2,3 cala podobne jak w prostych kompaktach, a nawet te jeszcze odrobinę mniejsze. Jednak nie tylko rozmiar decyduje o klasie fotografii jaką zapewnia kompakt czy smartfon. To również zastosowana elektronika, oprogramowanie i tzw. doświadczenie użytkownika. To ostatnie wiąże się bezpośrednio z magią smartfonowej fotografii.

Odpowiedź na tytułowe pytanie tylko z pozoru jest oczywista

Gdyby brać pod uwagę wyłącznie rozmiar rejestrowanego obrazu, to smartfony i kompakty cyfrowe (szczególnie podstawowe) można uznać za równoważne produkty. A biorąc pod uwagę dużo większą funkcjonalność smartfona, można uznać, że odpowiedź na tytułowe pytanie jest jednoznaczna – smartfon.

W istocie sprawa nie jest taka prosta na jaką wygląda, co udowodnimy wykorzystując zdjęcia wykonane podczas naszej wyprawy w ramach akcji L.A.T.O. Fotografowaliśmy kompaktem Nikon A900, czyli superzoomem 24-840 mm z sensorem 20 Mpix i topowym smartfonem Huawei P20 Pro, o którym już pewnie wiecie prawie wszystko.

Zanim zabierzemy się za porównanie rozwiążmy raz na zawsze jedną sprawę. Kwestię ceny. Nikon A900 kosztuje około 1300 złotych. To koszt albo smartfona ze średniej półki, albo starszego modelu flagowca (mowa o tych atrakcyjniejszych cenowo propozycjach). Huawei P20 Pro jest na razie dużo droższy, za to lista jego możliwości rekompensuje nam dodatkowy wydatek. Szczególnie, że dziś opcja „nie mam telefonu” i tak w zasadzie nie wchodzi w rachubę. Kompaktowym aparatem nie zadzwonimy przecież na 112, nie sprawdzimy w nim rozkładu jazdy, ani nie sprawdzimy trasy wycieczki..

Smartfon vs kompakt: wygoda i ergonomia

Ustawiliśmy obok siebie Nikona A900 i Huawei P20 Pro. Od razu widać, że smartfon jest smuklejszy. Jest też lżejszy. Za to podczas robienia zdjęć Nikon lepiej leży w dłoni. Chwyt jest pewniejszy (nie bez znaczenia pozostaje wysoka jakość wykonania metalowej obudowy tego aparatu). Nikon ma zoom 35x, coś o czym posiadacz smartfona może tylko pomarzyć. Nawet P20 Pro z dodatkowym obiektywem tele, który rozsądne rezultaty daje przy maksymalnej ogniskowej około 7 razy mniejszej (zoom 5x).

Rozmiar obiektywu w Nikonie też działa na korzyść. Malutkie oczka Huawei nie przemawiają w tym przypadku do wyobraźni. A jednak to obiektyw w smartfonie jest jaśniejszy i to dużo, niż ten zastosowany w naszym superzoomie. Nikon A900 ma jasność obiektywu f/3,4-6,9, a Huawei P20 Pro to f/1,7.

Powiecie – Liczby bez znaczenia, bo rozmiar sensora gra tu główną rolę. Błąd, bo to P20 Pro ma większy główny sensor. O tym, że są to ważne liczby przekonacie się fotografując wieczorem. Pomyślmy, kompakt można wygodnie umieścić na statywie, zrobić fotkę na dłuższym czasie ekspozycji i też będzie super, a na zoomie jeszcze lepiej niż w smartfonie. Ta prawda, ale najczęściej chcemy dostać zdjęcie od razu, a statyw to narzędzie cierpliwego fotografa.

Reklama

A czy smartfon jest równie wygodnym w uchwycie podczas fotografowania co kompakt? Teoretycznie to ten drugi ze spustem migawki i przyciskami sprzętowymi (ale mogą być też dotykowe na ekranie w pewnych modelach) będzie wygodniejszy. Smartfon z wąską krawędzią trzymamy nieco z obawą o jego przyszłość, a wyzwalanie migawki wymaga pracy jednego z palców. Kompaktem możemy pstrykać trzymając go w jednej dłoni. Smartfonem też, ale to już pewne ryzyko.

Skoro tak wiele przemawia za smartfonem, to dlaczego odpowiedź na nasze pytanie nie jest oczywista? Ponieważ wygoda to nie tylko miękki uchwyt, przyjemnie uginający się pod palcem spust, ale też wygoda oceny tego, co fotografujemy i jak to coś będzie wyglądało na zdjęciu.

Co mam na myśli? Oczywiście wyświetlacz. Huawei P20 Pro ma 6,1 calowy ekran AMOLED, a w Nikonie A900 znajdziemy jedynie 3-calowy ekran. Dwa razy mniejsza przekątna, jak pokazuje praktyka, wcale nie przekłada się na dwa razy mniejszą wygodę. Jest jeszcze gorzej. Ekran Nikona jest po prostu zbyt mały. Jest jednak pewna cecha, która ma znaczenie, czyli opcja odchylania ekranu LCD w Nikonie. Gdy potrzebujemy fotografować z pozycji żaby czy znad głowy, to okazuje się, że możliwość odchylenia ekranu jest bezcenna. W przypadku fotografowania smartfonem trzeba się sporo nagimnastykować.

Smartfon to urządzenie, które od początku było projektowane jako sprzęt, który posłuży nam nie tylko do rozmów, ale też jako podręczny komputer. Specyficzny, ale jednak. Gdy aparaty fotograficzne trafiły do smartfonów okazało się, że jedne z najciekawszych aplikacji to te przeznaczone do przetwarzania obrazów i ich wrzucania do sieci. A w kompakcie cyfrowym? Cóż menu użytkownika związane z fotografią jest ciekawsze i bogatsze niż w smartfonie. Użytkownik kompaktu skazany jest na to, co zainstalował w nim producent (choć są pewne odstępstwa od reguły). Jeśli jednak ktoś zdecyduje się na korzystanie z kompaktowego programu, to ostrzegamy, że niewielki ekran aparatu potrafi ostudzić każdą kreatywność.

W-Fi czy Bluetooth w kompakcie znakomicie ułatwia współdzielenie się zdjęciami, ale potrzebny jest nam pośrednik – czy przypadkiem nie jest to właśnie smartfon?

A oprogramowanie sensora? Kiedyś producenci smartfonów, gdy fotografia z nimi związana raczkowała, nie grzeszyli doświadczeniem fotograficznym. Dziś tak już nie powiemy. Owszem Nikon to Nikon, ale ten skupia się teraz na lustrzankach i bezlusterkowcach, czyli sprzętach, z którymi smartfony konkurować nie są w stanie (przynajmniej na razie). Nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie powie, że aparat w Huawei jedyne co potrafi, to odczytywać piksele z matrycy. Nawet, jeśli tak było, to pomoc Leiki uczyniła dział foto R&D Huawei renomowanym.

Mówi się też, że w smartfonach oceniamy nie tyle jakość elektroniki, bo ta w zasadzie jest podobna, co oprogramowanie i to jak zapisywane są pliki ze zdjęciami. To prawda, ale fakt, że jest ono skrojone na smartfonową miarę świadczy na korzyść smartfonów.

Na następnej stronie porównujemy zdjęcia testowe z obu urządzeń. 

Reklama