Google boi się Trumpa

Fot. breitbart.com
Film zarejestrowany przez Google w 2016 roku, krótko po wyborach prezydenckich w USA ujawnia atmosferę paniki i przerażenia wśród przywódców firmy. Choć na 1,5-godzinnym filmie padają tylko osobiste spostrzeżenia i refleksje szefostwa Google, dla konserwatywnych aktywistów jest to kolejny "dowód" na to, że technologiczny gigant jest stronniczy, a wyniki wyszukiwania w najpopularniejszej przeglądarce świata tak ustawiane, by przedstawiać Donalda Trumpa w negatywnym świetle.

Anonimowe źródła serwisu Breitbart.com ujawniły 1,5-godzinne nagranie jednego z wewnętrznych, cotygodniowych spotkań zarządu Google z pracownikami. Materiał pochodzi z 2016 roku i został zarejestrowany tuż po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich w USA. Na filmie usłyszeć można m.in. Siergieja Brina, który wyraża swoje głębokie rozczarowanie elekcją Trumpa mającą „godzić w wiele wartości Google”. Szef technologicznego giganta przyznał, że osobiście poczuł się urażony antyimigracyjnymi komentarzami w kampanii prezydenta ponieważ sam jest imigrantem i uchodźcą, a w dalszej części przemówienia  przyrównał zwolenników Trumpa do osób wspierających faszyzm i komunizm.

W Google jest dużo strachu. Dostałem wiele e-maili od ludzi, którzy bardzo się boją. Dorastałem w Indiach, w których działo się wiele złych rzeczy, ale był to kraj demokratyczny i przeżyliśmy w nim bardzo wiele podobnych momentów. – dodał od siebie Sundar Pichai.

google
Przedstawiciele Google są stronniczy, ale firma ich zdaniem pozostaje obiektywna (fot. searchengineland.com)

Na spotkaniu poruszono także temat tego, jak produkty Google mogą wpływać na społeczeństwo. Zapytany o to, jak firma chce przeciwdziałać rozszerzaniu się fake newsów i dezinformacji na YouTube Sundar Pichai przyznał, że jest to poważny problem, nad którym ciągle pracują:- To kwestia skali, za którą nie jesteśmy w stanie nadążyć – ludzka kontrola w tym przypadku zawodzi. Jednym ze sposobów walki może być inwestycja w uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, a więc dziedzinach, w których robimy postępy. Mimo to uważam, że powinniśmy zrobić na tym polu jeszcze więcej.

Reklama

Wyciek jest wodą na młyn kampanii Donalda Trumpa wymierzonej w media społecznościowe. Pod koniec sierpnia prezydent zarzucił serwisom społecznościowym manipulowanie wynikami wyszukiwania. Teraz nie ma już ani grama wątpliwości, że Google nie pała sympatią do głowy państwa. Tuż po opublikowaniu nagrania firma wydała oświadczenie, w którym broni swobody wypowiedzi i odsuwa pomówienia o stronniczość polityczną:

Podczas regularnych spotkań niektórzy pracownicy i kierownictwo Google wyraziło swoje osobiste poglądy będące następstwem długiego i kontrowersyjnego sezonu wyborczego. Od ponad 20 lat wszyscy w Google mogą swobodnie wypowiadać się na takich spotkaniach. Na tym, ani na żadnym innym spotkaniu nie zostało w żaden sposób zasugerowane, że jakiekolwiek uprzedzenia polityczne mają wpływ na to, jak budujemy i zarządzamy swoimi produktami. Wręcz przeciwnie – nasze usługi są tworzone z myślą o wszystkich i projektujemy je z niezwykłą starannością, aby być godnym zaufania źródłem informacji dla każdego, bez względu na jego polityczne poglądy.

W listopadzie odbędą się w USA wybory do kongresu. Po aferze z Cambridge Analityca, drugi gigant technologiczny współczesnego świata, Facebook wydaje się tym razem bardziej przygotowany do nierozprzestrzeniania fałszywych informacji, które mogłyby wpłynąć na kampanię. Mark Zuckerberg wydał dzisiaj w tej sprawie oficjalne oświadczenie na swoim blogu, w którym zapewnia, że nie tylko firma zwiększy wysiłek w likwidacji fałszywych kont ale też zaostrzy regulamin reklam związanych z tematami politycznymi. | CHIP