Darth Vader shards of the past film fanowski

Darth Vader to płaczliwa ciamajda

Jeśli macie ochotę na przegląd wszelkich patologii w toksycznym związku, a także chcecie się przekonać, czym jest mobbing, który najwyraźniej może się dziać nie tylko w korporacyjnym "ołpenspejsie", ale także w galaktyce Bardzo Daleko Stąd, to koniecznie zobaczcie "Darth Vared: Shards of the past".

Umieszczony na YouTube’ie fanowski film znacząco przekracza rozmachem to, co reprezentują sobą typowe amatorskie produkcje. Reżyser obrazu, Danny Ramirez wraz z zespołem Star Wars Theory przeznaczył na niego niebotyczny jak na możliwości większości domorosłych filmowców budżet wysokości 100 000 dolarów. A w przygotowanie, kręcenie i produkcję „Shards of the past” bezpośrednio zaangażowane było kilkadziesiąt osób.

Film opowiada historię procesu przemiany Anakina Skywalkera w Dartha Vadera i jego mentalnej, wewnętrznej wędrówki w stronę Ciemnej Strony Mocy. Mimo że tematem obrazu są rozterki moralne oraz zmagania z przeszłością, zdecydowanie nie można narzekać na brak akcji. Wiernie odtworzone kostiumy, oryginalna muzyka oraz starannie przygotowane efekty komputerowe pozwalają niemal zapomnieć, że oglądamy produkcję fanowską. Niemal, bo jakość CGI momentami przywodzi na myśl „poprawki” wprowadzone przez Lucasa do oryginalnej trylogii w czasach zachłyśnięcia się możliwościami komputerów, a scenografie są w większości dramatycznie ubogie, sprawiając wrażenie sterylnych greenboxów.

Prawdziwi fani Star Wars znajdą w „Shards of the past” sporo smaczków umieszczonych tam specjalnie dla nich i niezrozumiałych dla „zwykłych” widzów, a rozwój postaci Dartha Vadera jest spójny z historią pokazaną zarówno w oryginalnej, jak i nowej trylogii. Uprzedzam jednak, że wielbiciele mrocznego lorda Sithów mogą poczuć się zawiedzeni wyłaniającym się z filmu Ramireza obrazem swojego idola.

Reklama

„Darth Vared: Shards of the past” pokazuje, że produkcje fanowskie wciąż są pod względem technicznym o krok za dziełami powstającymi w dużych wytwórniach. O ile w tych ostatnich odchodzi się od używania CGI wszędzie gdzie się tylko da, zastępując je w miarę możliwości modelami i zdjęciami trikowymi, tu mamy cyfrową rzeczywistość praktycznie wszędzie. Duży jak na amatorów, ale śmiesznie mały w skali Hollywood budżet sprawia z kolei, że owa cyfrowość razi z podwójną mocą.

Twórcy zapowiadają, że „Shards of the past” to zaledwie początek i że możemy spodziewać się kolejnych części historii najpopularniejszego czarnego charakteru kinematografii. Nie wiadomo natomiast, w jaki sposób będzie finansowana produkcja dalszego ciągu. W ramach porozumienia, z posiadającą prawa do Gwiezdnych Wojen wytwórnią Disneya, film nie może w jakikolwiek sposób zarabiać.

Jakie jest wasze zdanie o pierwszym samodzielnym filmie (chociaż fanowskim) Dartha Vadera?  | CHIP

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.