TEST: f-stop ANJA – niefotograficzny plecak fotograficzny

Jeśli plecak wyprodukowała firma o nazwie f-stop (po angielsku oznacza to stopień otwarcia przysłony obiektywu), to można się domyślać, że służy on właśnie do noszenia sprzętu fotograficznego. W praktyce sprawa się jednak komplikuje, bo ANJA to tak naprawdę nie jest plecak fotograficzny. Chociaż nim jest.

W skrócie

  • Wymienne moduły wewnętrznej organizacji zawartości (ICU)
  • Bardzo wygodny system noszenia (m.in. dzięki wewnętrznemu stelażowi)
  • Mnóstwo przydatnych kieszeni, pasków, systemów mocowania MOLLY itp.
  • Solidność i trwałość budowy
  • Wysoka cena - skonfigurowany plecak o pojemności 40 litrów to koszt ok. 1500 zł
  • Nieco zbyt mało sztywny pas biodrowy
  • Ukośnie położony system mocowania MOLLY na pasie biodrowym sprawia, że dopinane kieszenie skierowane są zbyt mocno do tyłu

Niezależnie od tego, jak banalnie to zabrzmi, f-stop ANJA to rzeczywiście plecak fotograficzny zaprojektowany totalnie inaczej niż wszyscy inni przedstawiciele tego gatunku. Oferuje niespotykany poziom możliwości spersonalizowania budowy wewnętrznej dzięki wymiennym modułom o różnej wielkości i kształcie, a w praktyce okazał się także zaskakująco wygodny, pojemny i trwały. Tylko ta cena...

Kiedyś bez problemu potrafiłem podzielić wszystkie plecaki fotograficzne na dwa podstawowe rodzaje. Pierwszy z nich obejmował plecaki, które służą wyłącznie do noszenia sprzętu foto-wideo, wypełnione całkowicie systemem różnorodnych przegródek, komór i kieszonek na tysiące fotograficznych drobiazgów. Drugi rodzaj to rozwiązania bardziej uniwersalne, zazwyczaj z co najmniej jedną dużą komorą na sprzęt oraz drugą na bardziej „cywilne” rzeczy, typu ubrania.

Wszystko było logicznie poukładane. Aż zetknąłem się z amerykańską firmą o zdecydowanie fotograficznej nazwie „f-stop”, która złośliwie wywróciła ten logiczny podział do góry nogami, zdecydowanie nie pasując do żadnej z obu szufladek.

I żeby jeszcze trochę namieszać: ANJA to jeden ośmiu modeli należących do serii plecaków górskich. Nie, nie fotograficznych, ale właśnie górskich – pod takim szyldem są one sprzedawane na oficjalnej stronie amerykańskiego producenta. Producenta, który jako logo wybrał nieco schizofreniczną grafikę przedstawiającą mechanizm przysłony (a więc zdecydowanie akcent fotograficzny), ale w tej przysłonie jeden z listków ucharakteryzowany został na szczyt górski (czyli dla odmiany akcent podróżniczo-wspinaczkowy). Gdzie zatem ukrywają się te odziedziczone w genach i podkreślone częściowo przez logo i nazwę firmy funkcje fotograficzne?

Kasa, kasa, kasa

Żeby to zrozumieć, trzeba najpierw poznać samą filozofię kupowania plecaka f-stop. Nie kupienia, lecz kupowania – bo to proces, który został rozdzielony aż na trzy etapy: wyboru plecaka, wyboru wewnętrznego systemu organizacji zawartości oraz wyboru akcesoriów. Niestety, podczas każdego z etapów musimy też oddzielnie sięgać do portfela – i to dość głęboko.

Jeśli teoretycznie zatrzymalibyśmy się już po pierwszym etapie, to zostaniemy właścicielami „zwyczajnego” plecaka górskiego. Bardzo dobrego, fajnego plecaka, za który już na tym etapie trzeba wyłożyć ok. 1100 zł.

Drugi etap jest równie istotny – wybieramy ICU do naszego plecaka. ICU, czyli Internal Camera Unit, to właśnie znany z innych plecaków fotograficznych system noszenia sprzętu w postaci umieszczanej w środku komory wypełnionej dodatkowymi przegródkami, których położenie możemy dowolnie konfigurować (mocowanie na rzepy), by zmieścić mniejsze lub większe obiektywy, korpusy, lampy błyskowe itd. Różnica w stosunku do innych plecaków foto polega na tym, że mamy do wyboru WIELE komór, różniących się kształtem i wielkością. W przypadku testowanego modelu ANJA w środku zmieścić możemy – oczywiście wymiennie – 7 różnych rodzajów komór, nie licząc dodatkowych kombinacji łączonych. My dostaliśmy do testu dwa ICU – maleńkie Micro Nano (169 zł) i Slope Medium (379 zł). Na drugim etapie koszty więc rosną, ale plecak stał się już plecakiem fotograficznym…

Bez trzeciego etapu można by się właściwie obejść, ale trzeba przyznać, że niektóre akcesoria fotograficzne tego producenta są bardzo udane (a niektóre raczej dziwne i mało praktyczne, jak na przykład wykonane z miękkiego materiału „onuce” do owijania obiektywów – znacznie lepsze byłyby zwykłe miękkie pokrowce/woreczki). Tak czy owak, wybór akcesoriów jest naprawdę ogromny, ja zaś zabrałem w Bieszczady dodatkowy pokrowiec na karty pamięci (40 zł) i chowany w spodniej części plecaka pokrowiec przeciwdeszczowy (80 zł), choć jest on sam z siebie już bardzo mocno deszczo- i brudoodporny. I znów koszty wzrosły, ale plecak zyskał jeszcze na funkcjonalności. I „fotograficzności”!

Reklama

Niestety, cena czy raczej ceny to zdecydowanie największa wada plecaków firmy f-stop, tym bardziej, że za wiele rzeczy należy płacić oddzielnie. Należy pamiętać jednak o dwóch korzyściach, jakie otrzymujemy w zamian: solidności budowy i personalizacji. Testowałem ten plecak w dość wymagających warunkach, wypychałem go poza wszelką miarę sprzętem, katowałem na śniegu i błocie. Po paru miesiącach nadal wygląda jak nowy, jeśli oczywiście zetrze się z niego drobne zabrudzenia. Nic, absolutnie nic nie zdradza nawet oznak zużycia, nie mówiąc o uszkodzeniu.

Najciekawszy jest jednak aspekt personalizacji. Mnóstwo różnego rodzaju wypełnień i akcesoriów pozwala naprawdę świetnie dopasować plecak do własnych oczekiwań i potrzeb. Jak widać na poniższym schemacie, możemy uczynić z niego chociażby plecak turystyczny z niewielką komorą na sprzęt fotograficzny lub filmowy, albo też pójść w drugą skrajność , wybierając jedne z największych ICU mieszczących się w głównej komorze. Możemy też kupić kilka różnych ICU i używać ich wymiennie, w zależności od sytuacji i potrzeb. Zwykłe plecaki fotograficzne tego nie potrafią.

Na następnej stronie dowiesz się więcej o budowie plecaka f-stop ANJA.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.