chińskich

FELIETON: sprawdźmy, czy da się żyć bez chińskich produktów

Ostatnie wydarzenia w Hongkongu i działania władz Chin skłoniły mnie do refleksji, co możemy zrobić, aby pomóc ludziom, którzy walczą o swobody obywatelskie, wolność i niezależność. W końcu jeszcze nieco ponad 30 lat temu byliśmy w podobnej sytuacji, z mocarstwem stojącym u bram i tylko czekającym, żeby przyjść z "bratnią pomocą". Jeden z naszych czytelników zasugerował, by ograniczyć kupowanie chińskich produktów. Tylko pytanie, czy to wykonalne?

Żyjemy niewątpliwie w ciekawych czasach. Z jednej strony rozwój nowych technologii pozwala żyć na zdecydowanie wyższym poziomie niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Z drugiej – nowe technologie wykorzystywane są jako narzędzia inwigilacji, nacisku politycznego i propagandy. Najlepiej to widać w Hongkongu, gdzie stykają się dwa światy – zachodniego konsumpcjonizmu i chińskiego komunizmu. Ofiarą klinczu jest ludność cywilna, która od czerwca wychodzi na ulice Hongkongu, domagając się wycofania prawa ułatwiającego ekstradycję do Chin.

Reakcja Komunistycznej Partii Chin była do przewidzenia. Podobnie jak w przypadku dążeń innego autonomicznego regionu, czyli Tajwanu, chińskie władze urządziły manewry wojskowe. Skąd my to znamy? Mimo presji, Hongkończycy ciągle od ponad dwóch miesięcy wychodzą na ulice. Chiny z kolei próbują pokazać, że to Państwo Środka jest ofiarą, a protestujący dążą do starć z policją i chodzi im tylko o wszczynanie zamieszek.

Chińskie władze opłacają reklamy na Twitterze, żeby atakować protestujących w Hongkongu

A zastanówmy się, co my możemy zrobić, żeby pomóc mieszkańcom Hongkongu? Czytelnik proponuje: przestańmy kupować chińskie produkty. Na pierwszy rzut oka, takie działanie wydaje się łatwe. W końcu wystarczy podczas wizyty w sklepie patrzeć na to, gdzie powstały dane przedmioty. Nie kosztuje to zbyt wiele wysiłku. Pomińmy na chwilę zasadność takiego działania, które każdy musi rozważyć sam, ale skupmy się na prawdopodobieństwie. Dałoby się żyć bez towarów wytwarzanych w Chinach?

Moim zdaniem powinniśmy ograniczyć kupowanie produktów chińskich lub tam produkowanych. Kupujemy je, bo są tańsze, ale prawda jest taka, że ludzie nie chcą taniej, ludzie chcą więcej. Tak więc zamiast kupić jedną droższą rzecz, kupują trzy tańsze, więc paradoksalnie może wychodzić, że wydajemy więcej pieniędzy, zamiast mniej – pisze Daniel.

Dawno minęły czasy, kiedy metka Made in China była synonimem tandety. Obecnie chińskie produkty są równie dobre, a często lepsze od tych z Zachodu. Firmy z Państwa Środka konkurują nie tylko jakością, ale – tradycyjnie – ceną. Z tego powodu chińskie towary szybko zadomowiły się na polskim rynku, niezależnie od tego, czy są to elektryczne hulajnogi, smartfony, monitory, czy odkurzacze. Sprawa zaczyna komplikować się podczas przygotowań do bojkotu konsumenckiego i walki w obronie wartości, kiedy sprawdzimy pochodzenie poszczególnych urządzeń, jakie mamy w domu. W wyniku takich “porządków” możemy zostać bez telewizora i lodówki, a odkurzacz trzeba będzie zastąpić szczotką. Choć i to nie jest pewne, bo dość szybko stanie się jasne, że i poczciwa zmiotka jest Made in China.

Patrząc na smartfony, sprawa wygląda podobnie. 3 z 5 najpopularniejszych producentów to chińskie firmy: Huawei, Xiaomi i BBK Electronics (właściciel OPPO, vivo i OnePlusa).

NEWS: OPPO wyprzedza Apple na smartfonowym rynku

Jeśli jesteś fanem fińskiej Nokii albo amerykańskiego Apple – i tu mam dla ciebie złą wiadomość. Obie firmy produkują urządzenia w Chinach. Konkretnie zajmuje się tym Foxconn, tajwańskie przedsiębiorstwo z fabrykami w 9 chińskich miastach (a także w Czechach, na Słowacji i Węgrzech). Firmę wielokrotnie krytykowano za złe warunki pracy, znane są przypadki samobójstw zatrudnionych tam osób, a zachodni producenci nadal korzystają z chińskiego przemysłu i tańszej siły roboczej. W Chinach swoje fabryki ma też lider pod względem sprzedaży telefonów, czyli Samsung.

Reklama

Inną tajwańską firmą, której zagraniczni partnerzy (w tym również Amerykanie) zlecają produkcję, jest Taiwan Semiconductor Manufacturing Company. W fabrykach tego przedsiębiorstwa wytwarzane są podzespoły dla NVIDII, AMD, Qualcommu, Intela czy Texas Instruments. I tu sprawa znowu się komplikuje. Podobnie jak Foxconn, TSMC ma bardzo silne związki z Chińską Republiką Ludową. Tajwańskie przedsiębiorstwo dysponuje fabrykami w wielu krajach, w tym oczywiście i w Chinach. Klientem TSMC jest też należąca do Huawei firma HiSilicon, która zajmuje się projektowaniem mikroczipów Kirin. Pomimo amerykańskich sankcji nałożonych na Huawei, TSMC – jako tajwańskie przedsiębiorstwo – w dalszym ciągu współpracuje z chińskim gigantem telekomunikacyjnym.

Rzecz jasna producenci, chcąc ominąć zaporowe cła na chińskie produkty nałożone przez administrację prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, z chęcią wykorzystają okazję i – przynajmniej oficjalnie – przeniosą produkcję m.in. na Tajwan. Powinniśmy się jednak zgodzić, że to de facto niewiele zmienia. Kiedy nastąpi odwilż w stosunkach amerykańsko-chińskich, znowu ruszy produkcja podzespołów w chińskich fabrykach. To się po prostu opłaca wszystkim stronom.

Amerykańskie firmy technologiczne wycofują się z Chin

No dobrze, okazuje się, że w przypadku sprzętu elektronicznego trzeba iść na kompromisy. Więc może uda się chociaż w świecie gier? To też nie będzie proste. Wszystko za sprawą chińskiej firmy inwestycyjnej Tencent, która ma udziały w wielu wydawnictwach odpowiedzialnych za popularne tytuły. Warto wymienić chociażby takich gigantów jak Epic Games (“Fortnite” i sklep Epic Games Store), Riot Games (“League of Legends”) czy Activision Blizzard. Ostatnia firma aktywnie współpracuje z chińskim Net Ease, zarówno przy wydawaniu gier w Chinach, jak i na Zachodzie (choćby nadchodząca gra mobilna “Diablo Immortal”).

Jak widać, bojkotowanie chińskich produktów jest dziś karkołomnym przedsięwzięciem wymagającym uporu i pieniędzy – bo firmom spoza Państwa Środka po prostu trudno jest konkurować z tamtejszą tanią siłą roboczą. Na koniec zostawiłem jeszcze może kluczowy argument: w Chinach mieszka 1,4 miliarda potencjalnych klientów, którzy bez problemu pozwolą przetrwać rodzimym firmom. Można to było zaobserwować ostatnio w przypadku Huawei. Producent dzięki zwiększonej sprzedaży na lokalnym rynku zyskał (patrząc rok do roku) nawet pomimo amerykańskich sankcji i słabszych wyników na Zachodzie. Za sprawą ogromnego rynku wewnętrznego Chiny nie muszą obawiać się o los własnych firm, które będą w stanie przetrwać trudniejsze lata. I to niestety niedobra wiadomość tak dla protestujących obywateli Hongkongu, jak i osób, które się z nimi solidaryzują. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.