influencerzy

Haker szantażuje polskie sieci partnerskie

W sieci pojawiła się strona, na której anonimowa osoba przyznaje, że weszła w posiadanie umów zawieranych między sieciami partnerskimi a influencerami. W zamian za odstąpienie od ich publikowania żąda ok. 50 tys. złotych.

W sieci pojawiła się strona z listem otwartym wystosowanym do dwóch dużych agencji marketingowych – GetHero oraz Gamellon – pośredniczących pomiędzy influencerami a reklamodawcami. Nadawca listu informuje, że dotarł do skanów umów, zawierających m.in. wynagrodzenie, jakie otrzymują influencerzy za swoje usługi. I z powodu braku reakcji na wcześniejsze monity zamierza je opublikować. W zamian za odstąpienie żąda 50 tys. złotych wypłaconych w bitcoinach.

W liście można przeczytać m.in:

Na początek chcę napisać, że podjąłem próbę kontaktu z sieciami partnerskimi, o których będę pisał. Na żadną z wiadomości nie otrzymałem odpowiedzi. Kim jestem? Powiedzmy, że przeszukuję internet trochę jak Google, ale otrzymuję ciekawsze wyniki. Nazwijcie mnie penetratorem.

Oczywiście, pojawia się też wątek, powiedzmy, „niesprawiedliwości społecznej”:

Czarę goryczy przelał ostatni film Sylwestra Wardęgi. Zrozumiałem, że we wszystkim chodzi o pieniądze, a sieć partnerska to nie są fajni kolesie, którzy chcą rozwoju dzieciaków, a bardziej traktują swoich pupilków jak bankomaty, czy też banery reklamowe samemu ściągając prowizję.

Najwyraźniej oburzony tym faktem autor listu postanowił sam zażądać pieniędzy.

List z żądaniem okupu.
List z żądaniem okupu. (źr. Niebezpiecznik.pl)

Okazuje się, że sprawa nie jest nowa. Wprawdzie strona pojawiła się w poniedziałek, ale do wycieku z agencji GetHero doszło w lutym tego roku. Firma wydała wówczas oświadczenie: zakres włamania objął około 400 dokumentów z ostatnich trzech lat. Dotyczyły one partnerów biznesowych, firm obsługiwanych przez agencję oraz twórców internetowych, z którymi współpracuje GetHero. GetHero, zgodnie z zasadą, że nie negocjuje się z szantażystami, zgłosiło sprawę do Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, a także do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Jest nam niezmiernie przykro, że musimy ponownie odnieść się do sytuacji, w której padliśmy ofiarą kradzieży i szantażu. Tym niemniej chcemy podkreślić, że kiedy dowiedzieliśmy się o sytuacji, założyliśmy najgorszy możliwy scenariusz i wykonaliśmy wszelkie niezbędne kroki wymagane przez prawo, jak i przez poczucie lojalności wobec osób, które potencjalnie mogły zostać w niej poszkodowane – skomentował dla portalu Wirtualnemedia.pl Paweł Kowalczyk, wiceprezes zarządu GetHero.

Reklama

Ile więc zarabiają?

Dokumenty publikowane były w popularnym serwisie Wykop.pl. Jednak „Penetrator”, jak sam się nazwał szantażysta, przyznał, że: Zdaję sobie sprawę ze wykop będzie usuwał moje znaleziska dlatego cala akcja będzie prowadzona z rożnych kont pod hasztagami: #Youtube #Gethero #Gamellon #Friz #Rezi #Multi #Tromba #Wersow. I rzeczywiście obecnie trudno dotrzeć do opublikowanych dokumentów, ale nie jest to niemożliwe. W dalszym ciągu niektóre z umów można znaleźć, np. w Wayback Machine. Jak wiadomo internet nie zapomina. | CHIP

10
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.