Starożytna brama do piekła? Wiemy, na jakiej zasadzie działała

Na terenie starożytnej Frygii, która obecnie znajduje się w Turcji, istniała jaskinia uważana przez Rzymian za bramę do piekła. Była ona tak zabójcza, że w jej obrębie ginęły zwierzęta, choć jednocześnie nie stwarzała zagrożenia dla ludzi.

Miejsce to zostało znalezione przez archeologów z Uniwersytetu w Salento, którzy udowodnili, że rzymska brama do piekła znajdowała się w mieście Hierapolis w starożytnej Frygii i była używana do składania ofiar z byków. Przeprowadzano je przez Plutonium, zwane również Bramą Plutona. Cały proceder była nadzorowany przez wykastrowanych kapłanów. Wokół znajdowali się też obserwatorzy, którzy mogli patrzeć, jak dymy wydobywające się z bramy doprowadzają zwierzęta do śmierci.

Już grecki historyk i podróżnik Strabon wiedział, że jaskinia jest wypełniona gęstymi oparami, które prowadzą do natychmiastowej śmierci zwierząt. Przyznał nawet, że wrzucił do środka wróble, które zdechły w mgnieniu oka. Na podobnej, choć odrobinę mniej drastycznej zasadzie, znaleziono opisywaną jaskinię ponad dwa tysiące lat później. Archeolodzy zwrócili bowiem uwagę na ptaki, które przelatywały nisko nad tym miejscem i padały na ziemię. Pokazuje to, że nawet pomimo upływu czasu brama do piekła zachowała swoją grozę.

Rzymska brama do piekieł opierała się na obecności toksycznego dwutlenku węgla

Zdaniem Hardy’ego Pfanza z Uniwersytetu Duisburg-Essen sprawcą całego zamieszania jest aktywność sejsmiczna. Szczelina znajdująca się głęboko pod tym obszarem emituje duże ilości dwutlenku węgla o wulkanicznym pochodzeniu. Zespół badawczy przeprowadził pomiary poziomu dwutlenku węgla w arenie połączonej z jaskinią i stwierdził, że gaz, który jest nieco cięższy od powietrza, utworzył swego rodzaju jezioro. Miało ono zaledwie 40 centymetrów głębokości, na której znajdował się wysoce stężony CO2.

Gaz ten jest najbardziej śmiercionośny o świcie, po tym, jak gromadzi się przez noc. Jego stężenie osiąga ponad 50 procent na samym dnie „zbiornika” i wynosi około 35 procent na wysokości 10 centymetrów. Takie stężenie mogłoby być zabójcze dla człowieka, jednak powyżej 40 centymetrów jego zawartość znacząco spada.

Dość zatrważający wydaje się fakt, że w przeszłości jaskinia była nie lada atrakcją turystyczną. Odwiedzającym sprzedawano małe zwierzęta i ptaki, które ci następnie wrzucali na podłogę „areny”. Miało to na celu złożenie ich w ofierze. W dni świąteczne, czyli w związku z większymi okazjami, na śmierć skazywano większe zwierzęta, a nad wszystkim sprawowali pieczę kapłani. Dbali oni o to, by znajdować się wysoko nad oparami, podczas gdy np. byki były oddalone od podłogi o zaledwie 60-90 centymetrów.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News