Play ma 9000 stacji bazowych. Rok temu płonęły

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Dotarcie do upragnionego poziomu 9000 stacji bazowych Play zbiegło się z rocznicą podpalenia pierwszych masztów telekomunikacyjnych w Polsce. Co łączy te dwa wydarzenia?

Długa droga Play do 9000 nadajników

To były ostatnie dni 2018 roku. Pracownicy Play w mediach społecznościowych ogłosili – Plan wykonany, będzie premia! Plan dotyczył budowy 7 000 stacji bazowych. Wówczas Fioletowi uruchamiali je wręcz taśmowo. W całym 2018 roku uruchomionych zostało 1 316 nowych stacji bazowych, w tym aż 563 w całym IV kwartale roku. Plan na kolejne lata był skromniejszy i zakładał wybudowanie 2500 stacji bazowych w ciągu kolejnych trzech lat.

W normalnych warunkach byłoby to do wykonania, ale dzisiaj daleko nam do normalności.

Czytaj też: Nadajnik sieci komórkowej to raj dla złomiarza?

Play pilnie potrzebuje nowych nadajników, ale przepisy i pandemia stoją na drodze

Wraz ze wzrostem liczby stacji bazowych, sieć Play zaczęła przyśpieszać. Wynikiem czego były coraz lepsze rezultaty w comiesięcznych zestawieniach serwisu Speedtest.pl. Play mógł szykować się do planowanego wyłączenia roamingu krajowego, ale na drodze stanęły dwa ogromne problemy.

Pierwszy to przepisy. Procedury związane z budową nadajnika sieci komórkowej w Polsce to istny tor przeszkód, zauważany nawet za granicą i uznawany jako jeden z najgorszych. Jakby tego było mało, we wrześniu 2019 roku ktoś w ówczesnym Ministerstwie Środowiska postanowił ewidentnie zabłysnąć. Tak oto nadajniki sieci komórkowych stały się obiektami mogącymi znacząco oddziaływać na środowisko, co jest ewenementem w skali Europy. Oznaczało to jeszcze większe komplikacje w procesie budowy stacji bazowych. A nawet bez tego potrafiły się ciągnąć latami.

Drugi problem to pandemia. Nawet bez niej tempo działań niektórych urzędów pozostawiało wiele do życzenia, a co dopiero przy pracy zdalnej. To spowodowało, że Play pomimo tego, że miał gotowe do uruchomienia stacje bazowe, bardzo długo musiał czekać na uzyskanie pozwoleń. W sierpniu 2020 roku na zielone światło czekało aż 175 stacji bazowych.

Operator pilnie potrzebował nowych nadajników, bo miał ich zdecydowanie za mało. Pandemia mocno obciążyła sieci komórkowej i wtedy był widoczny problem ich braku. Podczas gdy konkurencja z większą siatką nadajników, po spadku prędkości Internetu mobilnego w trakcie narodowej kwarantanny, potrafiła szybko się pozbierać, tak Play złapał czkawkę.

Pomimo tego, że stacje bazowe Fioletowych były bardzo nowoczesne, na tle wielu konstrukcji konkurencji, tak było ich zwyczajnie zbyt mało. Dla porównania w ramach NetWorks! Orange i T-Mobile mają do dyspozycji 12 000 stacji bazowych.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Play poinformował, że nadajnik numer 9 000 został uruchomiony w miejscowości Mrzeżyno. Czy do końca roku uda się zwiększyć ich liczbę do zakładanych w 2018 roku 9 500? Wątpię, choć zdecydowanie nie z winy Play.

Czytaj też: Cyfrowa gospodarka nie ruszy bez zaufania

Play stał się celem ataków środowisk antykomórkowych

W związku z tym, że Play potrzebował nowych stacji bazowych, budował ich najwięcej, najczęściej i zwyczajnie najbardziej rzucał się w oczy. To skutecznie przyciągnęło środowiska antykomórkowe, które za główny cel obrały sobie właśnie Fioletowych. Teorie były różne, a po najgorsze sięgnęła jedna ze znanych krakowskich aktywistek, która postanowiła postraszyć ludzi… Ukraińcami(!) niewiadomego pochodzenia, którzy budują maszty Play i mogą roznosić choroby(!!).

23 maja 2020 roku do Polski przyszła plaga podpaleń stacji bazowych, która bardzo szybko obejmowała kolejne kraje w Europie. Zapłonął nadajnik w Łodzi, a w sumie w Polsce uszkodzonych zostało kilkadziesiąt nadajników. Działalność szybko zdobyła uznanie antykomórkowych aktywistów. W tym związanych z przychylnymi im posłami. Wskazanie tych powiązań ewidentnie się posłowi nie spodobało…

Jesienią 2020 roku Policja zatrzymała mężczyznę, który miał podpalić cztery stacje bazowe. Został tymczasowo aresztowany, a jego dalsze losy są nieznane. Osoby zaangażowane w projekt 3.4 PEM Ministerstwa Cyfryzacji i Instytutu Łączności dotarły do wpisu na Facebooku, w którym zawarte wyznania bardzo mocno pokrywają się z historią zatrzymanego mężczyzny. Nie brakuje w nich odniesień do światowych spisów. Oto ich treść:

Komórkosceptycy przerzucili się na COVID-a. Tymczasowo?

Środowiska antykomórkowe w Polsce to osoby, które niemal zawodowo zajmują się protestami. Niektórzy w zasadzie dosłownie zawodowo, tworząc z tego sposób na codzienny zarobek. Ale po podpaleniach i zarzutach nękania dla jednego z czołowych działaczy ich zapał zdecydowanie opadł. Po części wynika to z pojawienia się nowego wroga, jakim jest pandemia Koronawirusa. Tym samym osoby mówiące jeszcze niedawno o planowanej depopulacji siecią 5G, dzisiaj mówią o planowanej depopulacji szczepionkami przeciwko COVID-19.

Schemat działania ten sam, tylko wróg się zmienił. Póki co jednak, co nie ukrywam nieco mnie zdziwiło, nikt nie próbował podpalać punktów szczepień, ani też atakować konwojów ze szczepionkami.

Czy podpalenia stacji bazowych i aktywnie działający antykomórkowcy jeszcze wrócą? Trudno powiedzieć. Jeśli walka z rzekomo fałszywą pandemią okaże się odpowiednio opłacalna (finansowo lub politycznie) absorbująca, mogą pozostać tylko wspomnieniem. Wydaje mi się jednak, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News