Szkielet ze świecącymi oczami sprzed 100 lat miał naprawdę zaskakujące przeznaczenie

W 1927 roku mieszkająca w Kalifornii Helene Adelaide Shelby postanowiła złożyć dość nietypowy wniosek patentowy. Jego celem był… szkielet ze świecącymi oczami. Jeśli ta część historii nie jest jeszcze wystarczająco dziwna, to jej kolejne fragmenty z pewnością to zmienią.

Ostatecznie patent został uznany po około trzech latach, a przeznaczeniem robota miały być policyjne przesłuchania. Nierzadko bowiem służby śledcze są oskarżane o wymuszanie zeznań bądź wyciąganie ich z wykorzystaniem różnego rodzaju niecnych trików. Problem jest aktualny i można się domyślać, że był nawet poważniejszy przed wieloma laty. Wniosek patentowy złożony przez Shelby odnosił się do tego faktu, a jej projekt miał stanowić panaceum na wszelkie (kryminalne) dolegliwości.

Czytaj też: 5 wynalazków z Kickstartera, które chcielibyśmy mieć

Już na tym etapie możecie się domyślać, czym była (a w zasadzie miała być) rzeczona maszyna. Jej przeznaczeniem miało bowiem być nagrywanie zeznań, a następnie ich odtwarzanie w razie potrzeby, na przykład na sali sądowej. Oczywiście wygląd robota nie był przypadkowy. Autorka pomysłu chciała bowiem stworzyć przerażającą zjawę emitującą strumień światła. Policyjny szkielet miał najprawdopodobniej powodować, że przesłuchiwani nie tylko wyspowiadają się z wszelkich grzechów, ale nie pomyślą przy tym o wycofaniu się ze swoich zeznań.

Szkielet ze świecącymi oczami miał ułatwiać zbieranie zeznań oraz ich uwiecznianie

Jakby dotychczasowa aparycja maszyny była niewystarczająco dosadna, robot miał również na wyposażeniu podświetlane oczy. Poza tym w jego mechanicznych ustach znajdował się megafon obsługiwany przez śledczego umiejscowionego po drugiej stronie ściany. W efekcie osoba składająca zeznania miała wrażenie, że rozmawia nie z robotem, lecz z istotą o bliżej nieokreślonym pochodzeniu.

Czytaj też: Robot w kształcie piłki trafi na Księżyc. Co planują Japończycy?

Jak się pewnie domyślacie, patent złożony przez Shelby nigdy nie odniósł sukcesu, jakiego można by było oczekiwać. Wynikało to między innymi z decyzji Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, ogłoszonej w 1961 roku. Na jej mocy orzeknięto, że wymuszone zeznania nie mogą być uznane za dowód w sprawach sądowych. Szkielet umarł więc „śmiercią naturalną”, choć nie wiadomo, czy jego następcy nie są stosowani w czasie mniej legalnych przesłuchań, takich jak prowadzone przez lata w więzieniu w Guantanamo.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News