Sir Richard Branson odbył lot suborbitalny

Czym jest lot suborbitalny?

12 lipca to data historyczna dla kosmicznej turystyki, bo właśnie tego dnia sir Richard Branson stał się pierwszym milionerem, który opuścił ziemską atmosferę. Nie poleciał w kosmos, a odbył tzw. lot suborbitalny. Co to takiego?

Lot suborbitalny to termin, który w kolejnych tygodniach i miesiącach może przewijać się przez media. A to dlatego, że rozpoczyna się era kosmicznej turystyki. Sir Richard Branson na pokładzie statku kosmicznego VSS Unity odbył swój lot, a za chwile dokona tego Jeff Bezos na pokładzie statku New Shepard. Wszystko po to, by dotknąć granicy przestrzeni kosmicznej i na kilka minut doświadczyć nieważkości.

Lot suborbitalny, czyli jaki?

Lot suborbitalny to – za Wikipedią – taki lot, w którym statek kosmiczny osiąga przestrzeń kosmiczną, ale jego trajektoria przecina atmosferę ciała, z którego został wystrzelony (w tym przypadku Ziemii), przez co nie może udać się on poza orbitę.

W przypadku Ziemi, za lot suborbitalny uważa się lot każdego obiektu, który osiągnie wysokość 100 km n.p.m., a później wraca do naszej atmosfery. Niektóre statki kosmiczne są projektowane specjalnie do lotów suborbitalnych.

Jeżeli statek kosmiczny lub cokolwiek innego osiągnie prędkość 28 000 km/h lub większą, zamiast spadać na Ziemię, będzie nieprzerwanie okrążał naszą planetę. Na tej zasadzie działają wszystkie satelity, które krążą wokół Ziemi nawet wtedy, gdy przestają działać (stając się kosmicznymi śmieciami).

Po co nam loty suborbitalne?

Mimo iż statek VSS Unity nie wydostał się poza ziemską orbitę i odbył „tylko” lot suborbitalny, jest to ważny kamień milowy w historii ludzkości. Osoby na pokładzie VSS Unity i New Shepard (a także wszystkich innych maszyn tego typu), przez kilka minut będą w przestrzeni kosmicznej, doświadczając stanu nieważkości.

Niektórzy naukowcy porównują loty suborbitalne do wyrzuconych piłek baseballowych, które przez jakiś czas wznoszą się, ale ostatecznie opadają i wracają na Ziemię. Im szybciej uda się wyrzucić piłkę w górę, tym wyżej poleci i dłużej pozostanie w powietrzu. W miarę jak piłka się wznosi, zwalnia, gdyż jej energia kinetyczna jest zamieniana w energię potencjalną. W końcu piłka osiągnie swoją maksymalną wysokość i spadnie na Ziemię.

Gdyby komuś udało się tak mocno rzucić piłę, że osiągnęłaby wysokość 100 km, znalazłaby się w przestrzeni kosmicznej. Ale kiedy tak się stanie, piłka zacznie spadać na Ziemię. Wynika to z prostych praw fizycznych.

Aby opuścić ziemskie pole grawitacyjne, dany obiekt (np. statek kosmiczny) musi rozpędzić się do tzw. prędkości ucieczki (drugiej prędkości kosmicznej), która w przypadku powierzchni Ziemi wynosi 11,2 km/s. W przypadku powierzchni Marsa to 7,8 km/s, a orbity Czerwonej Planety już już 34,1 km/s.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News