Test Mad Catz BAT 6+, mysz 2000 Hz, Mad Catz BAT 6+, BAT 6+, test BAT 6+,

Test Mad Catz BAT 6+. Sprawdzamy mysz 2000 Hz

Od zawsze uznaję Mad Catz za firmę godną szaleństwa w nazwie, bo modele, które ten amerykański producent oferuje od 32 lat mają w sobie „to coś”, co wyróżnia je na rynku. Obejmuje to zwykle dziwaczne obudowy, funkcje, czy rozmieszczenie przycisków. Co więc szalonego zawarto w testowanej dziś myszce Mad Catz BAT 6+?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Chociaż fajnie czasem rozpakować mysz, której pudełko różni się znacząco od rozwiązań konkurencji, to oszczędności na tradycyjnym projekcie są zbyt ważne, żeby kręcić nosem na powszechność tych samych opakowań. 

Pudełko Mad Catz BAT 6+ nie zaskakuje niczym – z pełniącej ozdobną funkcję obwoluty wysuwamy twardy karton, w którym znajdziemy mysz wyeksponowaną w plastikowej osłonce, sześć naklejek, instrukcję obsługi, informacje co do gwarancji oraz zestaw trzech wymiennych paneli obudowy. 

Najważniejsze cechy 

  • Sensor optyczny Pixart PMW3389
  • Czułość na 4 poziomach od 50 do 16000 DPI (przeskoki co 50 jednostek)
  • Waga: 115 gramów
  • Wymiary: 125 x 66 x 42 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: DAKOTA o wytrzymałości 60 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 7 + rolka
  • Interfejs: USB za pośrednictwem 180-centymetrowego przewodu w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500, 1000 i 2000 Hz
  • Podświetlenie: wyłącznie na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie

Design, materiały i wykonanie

Przed rozpoczęciem zabawy z BAT 6+ na dłużej ewidentnie musimy wybrać, z jakiego połączenia chcemy skorzystać. Co najważniejsze, panele możemy łączyć ze sobą dowolnie i tak też sam najbardziej upodobałem sobie bardziej obły grzbiet, tradycyjny prawy panel boczny i już bardziej rozbudowany z „półeczką na kciuk” lewy panel boczny.

Mad Catz tym zestawem ewidentnie chce zaoferować nam myszkę zarówno z myślą o dynamicznych grach, jak i pracy/bardziej spokojnych rozgrywkach, gdzie dodatkowe oparcie dla palców jest wskazane. Na szczęście firma nie zapomniała o ślizgaczach na tych dodatkowych poszerzonych panelach bocznych, sama wymiana przebiega błyskawicznie, a mocne magnesy utrzymują pewnie całość. 

Czytaj też: Test Mountain Everest Max. Oto jedna z najciekawszych klawiatur na rynku

Jednak bez względu na konfiguracje, myszka BAT 6+ ewidentnie pokazuje swój nietypowy pazur, na który składa się ogólne skomplikowanie nietypowej, bardzo geometrycznej obudowy. Wizualne oddzielenie od siebie głównych przycisków, grzbietu i paneli bocznych jest ciekawym, ale w moich oczach przesadnym zabiegiem, którego uzupełniają wizualne dodatki pokroju bordowego wykończenia boków skrzydełek, czy nazwy modelu napisanej wielkimi literami tuż pod grzbietem. 

Dodajcie do tego nietypowy przycisk funkcyjny, pogrubioną rolkę o bardzo surowym gumowym wyłożeniu i ciekawe połączenie czerni, szarości i wspomnianych bordowych akcentów. Czarne elementy obudowy dodatkowo posiadają pobłyskujące delikatnie malutkie srebrne drobinki, przypominające rozgwieżdżone niebo. 

Na spodzie znajdziemy trzy główne ślizgacze o zaokrąglonych krawędziach, skromną lukę na optyczny sensor, podczas gdy z przodu tradycyjnie i delikatnie pod kątem wychodzi wzmocniony oplotem przewód. Lekki, choć bardzo sztywny. Funkcjonalność Mad Catz BAT 6+ dodatkowo rozbudowuje dodatkowa para przycisków na prawym panelu bocznym.

Ergonomiczność

Chociaż zawsze do wymiennych paneli podchodzę z przymrużeniem oka, to w przypadku Mad Catz BAT 6+ spodobały mi się bardzo wyczuwalne różnice między grzbietami i możliwość dowolnego łączenia poszczególnych elementów. Panele boczne różnią się między sobą nie tylko pod kątem obecności „półeczki”, ale też w pewnym stopniu konstrukcją, choć to grzbiet gra tutaj największą rolę. 

Zależnie od wielkości dłoni możecie bowiem zapewnić sobie idealne podparcie pod wszystkie chwyty, a że na Mad Catz BAT 6+ spisuje się nawet układ 1+3+1, a nie 1+2+2, to jest to jedna za najbardziej uniwersalnych myszek pod kątem samej wygody. Spisze się bowiem świetnie nawet w przypadku leworęcznych, a jej nieprzesadna waga z wieloma punktami styku z dłonią i dobrymi ślizgaczami tylko dopełnia wysoki poziom ergonomii. Nie chce jednak popadać w zachwyt, bo osobiście dla mnie, fana minimalistycznych obudów, skomplikowanie obudowy początkowo trochę przeszkadzało. 

Test przycisków Dakota

Najlepsze zostawmy na koniec, skupiając się najpierw na poprawnie, szybko i pewnie działających przyciskach bocznych, które uzupełnia zdecydowanie solidnej klasy przycisk funkcyjny do zmiany DPI. Rolka, choć z pozoru masywna, działa płynnie i nie wymaga aż tyle siły. Ma wprawdzie gęsto usłane łożysko, co czuć od razu, ale jego wyczuwalne pod palcem przeskoki jednoznacznie wskazują nam, ile „scrollów” robimy. Na dodatek nie piszczy nawet przy agresywnej, szybkiej pracy, choć do najcichszych zdecydowanie nie należy.

Na temat przełączników Dakota, czyli autorskiego rozwiązania Mad Catz, trzeba się jednak zatrzymać na dłużej. Chociaż szczegółów na temat ich struktury nie posiadamy, to wedle producenta te przełączniki łączą w sobie zaawansowane techniki wykrywania aktywacji, co wpływa na rejestrowanie sygnału i umożliwia wykonywanie dokładnych kliknięć, a na dodatek przyspiesza czas reakcji do zaledwie 2 milisekund. Jak możecie się domyślać, to coś, czego nie da się bezpośrednio odczuć.

Załóżmy jednak, że przełączniki Dakota o wytrzymałości 60 milionów aktywacji są szybsze względem konkurencji, wierząc ślepo Mad Catz. Więcej na ich temat mówi nam sam charakter pracy, który objawia się zero-jedynkowym sposobem działania, twardym, choć lekkim i króciutkim klikiem. Innymi słowy, BAT 6+ cechuje się wysoką responsywnością głównych przycisków, choć trzeba się pilnować, żeby naciskać w odpowiednim miejscu skrzydełek.  

Oprogramowanie Mad Catz

Dostępna do pobrania aplikacja Mad Catz B.A.T. 6+ zdecydowanie wyróżnia się na tle oprogramowania innych producentów. Oferuje zabawę z nadpisywaniem funkcji wszystkich przycisków (w tym przy scrollowaniu w górę lub w dół) z obszernego zbiorku, pozwala dostosować czułość na czterech poziomach od 50 do 16000 DPI, działanie przycisku zmiany DPI, ustawienie odświeżania od 125 do 2000 Hz i aktywację angle snappingu. Nie zabrakło też w opcjach zabawy skromnym podświetleniem Chameleon.

Podświetlenie Chameleon 

Chociaż system podświetlenia Chameleon brzmi dumnie w przypadku Mad Catz BAT 6+, to nie jest aż tak efektywny. Oferuje tylko tryb stały, oddychania i tęczy z dowolnym kolorem RGB, ale tylko w tym ostatnim zapewnia możliwość dostosowania częstotliwości zmian kolorów oraz jasności diod. 

Czytaj też: Test HyperX Pulsefire Haste. Lekka mysz symetryczna dla praworęcznych

Wizualnie sprowadza się to do czterech widocznych spod paneli mlecznych podświetlanych wstawek, które może i są ładnie podświetlone, ale brakuje im specjalnego „efektu wow”. Ot skromne, proste podświetlenie.

Test sensora PMW3389

Wszystko dobre, co można powiedzieć o Mad Catz BAT 6+, potęguje się przy ocenie jej precyzji. O nią dba zarówno sensor PMW3389, jak i unikalny poziom odświeżania na poziomie 2000 Hz, który oznacza, że komputer otrzymuje sygnał co do pozycji myszki co 0,5 milisekundy, a nie 1 ms, jak to w przypadku 1000 Hz. To połączenie czysto teoretycznie powinno zapewnić nam niezrównaną precyzję i szybkość, ale jak to bywa przy ulepszaniu tego, czego człowiek nie jest w stanie odczuć, wykazanie tego wymaga profesjonalnego sprzętu.

Subiektywnie jednak muszę przyznać, że różnice między graniem na 125 a 2000 Hz, są ogromne, a w porównaniu 1000 do 2000 Hz różnica blednie. Jednak zważywszy na zejście o pół milisekundy, nic dziwnego, że trudno ją wyczuć. Istnieje jednak i to jest pewne, a żądni możliwie najlepszego sprzętu powinni tym samym zwrócić swój wzrok na Mad Catz BAT 6+, czyli jedną z nielicznych, wspierającą takie odświeżanie. Jednak oprogramowanie wykazało, że przy 2000 Hz odczyty nieco wariują:

W przypadku sensora optycznego PMW3389 sprawa jest prosta. To obecnie czujnik dzierżący miano najprecyzyjniejszego na świecie, a optyka zastosowana w BAT 6+ nie obniżyła jego możliwości. W subiektywnej ocenie ta myszka jest świetna do grania w dynamiczne tytuły, co akcentuje tylko delikatnie wyczuwana predykcja, brak zjawiska szumu niskiej częstotliwości i smoothingu, czy parametr LOD na poziomie 1,2 mm. Bezpieczny poziom czułości, chroniący przez jitteringiem wysokiej częstotliwości i/lub interpolacją wynosi z kolei poniżej 4000/4200 DPI. 

Czytaj też: Test HyperX Alloy Origins 60. Wyjątkowa kompaktowa klawiatura mechaniczna

Test Mad Catz BAT 6+ – podsumowanie

Na rynku Mad Catz BAT 6+ jest nowinką, bo od jej prezentacji minęło tylko pół roku (ujawnienie miało miejsce w styczniu 2021 roku), dlatego brak dostępności w Polsce i cena rzędu 489 złotych na pierwszej lepszej aukcji z dostawą zza granicy nie dziwi. Jednak w tej cenie zakup tej myszki zdecydowanie nie jest opłacalny, jeśli nie wiecie, że dokładnie tego modelu chcecie. To bowiem coś niszowego, ale łączącego w sobie świetny sensor, 2000 Hz odświeżanie, modułową konstrukcję i świetne wykonanie. Osobiście jako fan prostoty i minimalizmu po Mad Catz BAT 6+ bym nie sięgnął, ale nie wzbrania mnie to przed poleceniem tej myszki. Zwłaszcza w bardziej racjonalnej cenie.