rozbiciu myśliwca F-35, myśliwca F-35

Co zrobić z rozbitym owocem najdroższego programu w historii Pentagonu? Los zniszczonego myśliwca F-35 nie jest aż taki zły

W maju zeszłego roku doszło do nieudanego lądowania myśliwca F-35A Lightning II, które okazało się opłakane w skutkach nie dla pilota (ten żyje i ma się dobrze), a dla tego cudu awioniki. Chyba wszyscy bowiem zgodzimy się, że do tego właśnie grona możemy zaliczać tę 5. generację odrzutowych samolotów wojskowych na służbie nie tylko USA. Finalnie wrak myśliwca pozostał w okolicznej bazie, miesiące zaczęły mijać i choć pierwotnie miał trafić na złom, teraz Siły Powietrzne znalazły dla niego inne zastosowanie.

Przed rokiem ten jeden z najbardziej zaawansowanych samolotów, jakie świat kiedykolwiek widział, spowodował straty rzędu 176 milionów dolarów i to nie tylko przez to, że utracono sam myśliwiec F-35A Lightning II. Ten sam w sobie kosztuje bowiem obecnie jakieś 78 milionów dolarów (via Popular Mechanics), czyli około 300 mln złotych, więc głupio byłoby go ot tak utylizować. Zwłaszcza że choć spalony wrak nie sprawia zbyt dobrego wrażenia, to w rzeczywistości wiele jego elementów i systemów, pozostało nienaruszonych.

Czytaj też: Międzykontynentalne pociski balistyczne zyskały szybszego wroga. System GMD Boeinga przechwyci je jeszcze wcześniej

Co zrobić z rozbitym owocem najdroższego programu w historii Pentagonu? Pociąć i wykorzystać do praktyki. Los zniszczonego myśliwca F-35 nie jest aż taki zły

Nie do tego stopnia, żeby go „wyklepać” i ponownie umożliwić mu szanse na powrót w przestworza, ale wystarczająco, aby dać mu drugie życie… choć w odseparowanych od siebie kawałkach. Służba zdecydowała się bowiem pokroić tego rozbitego myśliwca F-35A Lightning II na kawałki i zapewnić je konserwatorom samolotów wojskowych, aby ci mogli praktykować swoje obowiązki bez zajmowania działających maszyn (via Military.com).

Czytaj też: „Brzydkie kaczątka” przetestowały nowe systemy bojowe myśliwców F-16

Wrak F-35A zyskał więc drugie życie w formie pomocy szkoleniowych, bo pod spaloną skorupą, znajdowało się wiele wciąż działających systemów i elementów. Zanim jednak specjaliści zajmą się pocięciem F-35 na kawałki (najpierw wzdłuż kadłuba, a następnie na poszczególne sekcje komponentów, które zostaną zamontowane na stojakach, aby zapewnić konserwatorom lepszy dostęp), jedni z konserwatorów Sił Powietrznych muszą usunąć z niego niebezpieczne zanieczyszczenia i części. Potrwa to kilka miesięcy, bo prace mają zakończyć się gdzieś w przyszłym roku.

Nie tylko rozwiąże to problem marnotrawstwa, ale też znacznie wspomoże nie tylko obsługę techniczną F-35, ale też same czynne eskadry. Do tej pory bowiem Siły Powietrzne wykorzystują realne myśliwce do szkolenia obsługi technicznej, ale że eskadry „zawsze mają misje do wykonania”, presja czasu sprawia, że wszystko trwa w pośpiechu, aby jak najszybciej odstawić myśliwiec do hangaru.

Czytaj też: Korea Północna przetestowała nowy wariant nuklearnego pocisku manewrującego dalekiego zasięgu

Ten problem pozostanie przeszłością, dzięki rozbitemu myśliwcowi F-35, bo z jego poszczególnymi elementami konserwatorzy będą mogli dopracowywać swoje techniki w zupełnym spokoju. Oczywiście części nie wystarczy dla wszystkich, dlatego większość z nich pozostanie w bazie Eglin na Florydzie, gdzie miała miejsce katastrofa. Część elementów zgarnie bowiem Marynarka Wojenna.